Maria czyta, inni też...

Pan Bóg mówi w różny sposób. Do mnie często przemawia przez przeczytane książki, artykuły, rozważania. Na tej stronie chcę dzielić się z Wami  tym, co mnie szczególnie poruszyło. Może i Wy odnajdziecie w tym coś dla siebie? Zapraszam także Was do współtworzenia tego działu.

Maria



Życie duchowe to nie sprint - Jakimowicz m.in. o Zielińskim PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 13 września 2017 14:25

Życie duchowe to długi dystans, nie efektowny sprint. W posłudze Marcina Zielińskiego najbardziej fascynuje mnie okres jałowy, pustynny – gdy przez pięć lat modlił się, nie widząc żadnych owoców.

– Słowa mają moc. Wierzę w to. Święty Tomasz z Akwinu pisał: „Jeśli nie masz wiary, wypowiadaj słowa, a serce pójdzie za nimi”. I to się sprawdza! Nie zawsze od razu – opowiadał mi się o. Tomasz Nowak dominikanin, rozchwytywany rekolekcjonista, animujący przez wiele lat spotkania uwielbienia – Elizeusz uderza pierwszy raz płaszczem Eliasza i… nic się nie dzieje. Dopiero za którymś razem przychodzi wiara i dokonuje się cud.

Opisanie doświadczeń duchowych grozi zawsze skrótem myślowym w stylu szkolnego streszczenia „Władcy Pierścieni”: „Pewien hobbit musi wrzucić pierścień do pewnej dziury. Idzie w tym celu przez trzy kolejne tomy, aż w końcu mu się to udaje”.

Ludzie, czytając o Bogu działającym cuda w naszej wspólnocie - opisuję te wydarzenia od 30 lat - mają często mylne wrażenie, że zdarzają się one na każdym spotkaniu. Tymczasem, jak ostatnio obliczyliśmy, modliliśmy się już ponad 2 tysiące godzin. Czy widzimy działanie Bożej mocy? Czasami. Rzadko. Nasza modlitwa jest – powie ktoś przypatrujący się z boku – do bólu powtarzalna. I dobrze! Taka ma być! Formacja duchowa to długi dystans, a nie efektowny sprint.

„Łaskawość i wierność spotkają się ze sobą” – wierzę w to. Kiedy? Bóg raczy wiedzieć. U Niego tysiąc lat jest jak jeden dzień. I odwrotnie.

Życie duchowe to bieg na długim dystansie, lekcja wierności, nasiąkania Słowem Bożym. W posłudze Marcina Zielińskiego o wiele bardziej fascynują mnie nie tyle znaki i cuda, których Bóg dokonuje dzisiaj, ale okres jałowy, pustynny – czas, gdy przez pięć lat modlił się nie widząc żadnych owoców. Dlaczego nie zrezygnował? Dlaczego nie dał za wygraną, tylko desperacko oczekiwał realizacji słów: „Na chorych kłaść będą ręce, a ci odzyskają zdrowie”?

Za http://gosc.pl/doc/4180681.Raz-za-razem

Zmieniony: sobota, 23 września 2017 21:23
 
Maria Stella i 10 sióstr - odchodziły jak Anioły PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 03 września 2017 20:58

Kiedy w nocy z 17 na 18 lipca 1943 roku, Gestapo aresztowało 120 osób, głównie ojców rodzin z Nowogródka z zamiarem rozstrzelania, jedenaście Sióstr Nazaretanek z Fary Przemienienia Pańskiego postanowiło dla ich ocalenia ofiarować swoje życie.
 
Wobec księdza Matka Stella złożyła heroiczną deklarację, którą poprzedziła całonocna modlitwa Sióstr: Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny - modlimy się nawet o to. W kilka dni później ponowiły swą gotowość do męczeństwa w intencji ocalenia tak bardzo potrzebnego jedynego kapłana w całej okolicy ks. Aleksandra Zienkiewicza. Ofiara została przyjęta. Po upływie tygodnia, 24 lipca 1943 roku, Niemcy zwolnili część aresztowanych, innych wywieziono na przymusowe prace do Rzeszy. Zostali ocaleni.  Niemcy aresztowali 11 Sióstr, zostały rozstrzelane w lesie, 5 km od Nowogródka, w niedzielę 1 sierpnia 1943 roku. Ocalała jedna z Sióstr i kapelan, którzy do końca swoich dni strzegli mogiły 11 Męczenniczek. (...)

Do Wspólnoty Nazaretanek w Nowogródku należały: S. Maria Stella ur. w 1888 r., S. M. Imelda ur. w 1892 r., S. M. Rajmunda ur. w 1892 r., S. M. Daniela ur. w 1895 r., S. M. Kanuta ur. w 1896 r., S. M. Sergia ur. w 1900 r., S. M. Gwidona ur. w 1900 r., S. M. Felicyta ur. w 1905 r., S. M. Heliodora ur. w 1906 r., S. M. Kanizja ur. w 1903 r. i najmłodsza 27 letnia S. M. Boromea ur. w 1916 r. Ocalała S. M. Małgorzata.

Cały artykuł o Siostrach Nazaretankach Męczennicach - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 05 września 2017 22:58
 
Bóg uzdrawia. Uwierzmy w to wreszcie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 16 sierpnia 2017 19:47

Czy nie przesadzacie z tymi uzdrowieniami?

Czemu mówicie o nich tak dużo? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Skoro pierwszy Kościół modlił się o więcej przejawów Bożej mocy, to nasza modlitwa również ma tak wyglądać.

Przebieg akcji w Dziejach Apostolskich nie powinien nas dziwić, ponieważ Jezus przed wniebowstąpieniem powiedział: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15). Temu głoszeniu miały jednak towarzyszyć znaki. Dlaczego? Ponieważ człowiek ich potrzebuje. To jest zamysł samego Stwórcy. Jezus zostawił nam obietnicę: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca" (J 14,12).

Trudno się więc dziwić, że pierwsza księga poewangeliczna, czyli Dzieje Apostolskie, pokazuje nam to wszystko, czego możemy spodziewać się, gdy będziemy prowadzeni przez Bożego Ducha. Czy fakt, że Jezus chce dziś uzdrawiać, oznacza, że w naszym życiu nie ma miejsca na cierpienie? Apostołowie modlili się o znaki i cuda, wiedząc, że za chwilę będą prześladowani! Nie wyrzekli się krzyża, który musieli nieść, ale nie przeszkadzało im to w uzdrawianiu chorych i głoszeniu Ewangelii w mocy.

Cały tekst Marcina Zielińskiego - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: środa, 16 sierpnia 2017 20:00
 
Hołownia: Święty dzieciak PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 15 lipca 2017 19:46

5666-002
We wsi Zwierki koło Białegostoku, w prawosławnym monasterze żeńskim przechowywane są (przez pół roku, bo przez drugie pół są w białostockim soborze, czyli prawosławnej katedrze) relikwie świętego męczennika Gabriela.

W 1690 r. bestialsko zamordowano sześcioletniego chłopca pochodzącego ze Zwierek; jego okaleczone ciało zabójcy wyrzucili na okoliczne pola. Jakie były motywy zbrodni – nie udało się ustalić. W prawosławnej hagiografii sugerowano początkowo, że Gabriel padł ofiarą rytualnego zabójstwa dokonanego przez Żydów. Później Żydzi z żywotów zniknęli, a w ich miejsce pojawiła się bliżej nieokreślona „sekta”. Współczesne biografie świętego są dużo bardziej powściągliwe i nie próbują rozstrzygać tego, na rozstrzygnięcie czego jest już za późno.

Cały tekst Szymona Hołowni - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 20 lipca 2017 14:21
 
Znak PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 28 czerwca 2017 21:02

A gdy ci ciężko, gdy cię napadnie coś w życiu, co cię załamie; a gdy ci radośnie, dobrze - miej swoje punkty odskoku. Umiej wejść do kościoła albo do przedsionka, siąść w ławce - oby takich kościołów było jak najwięcej, gdzie można siąść w ławce w ciągu dnia. Tak jak po długim biegu, tak jak po długiej ciężkiej pracy - odpocząć. Z Nim. W Nim. Przy Nim. Razem z Nim, razem przy Nim. Nie modlić się ustnie, nie mówić różańca, nie mówić "Ojcze nasz" ani "Zdrowaś Mario", nie mówić nic. Tylko przy Nim być. W kościele. W mieszkaniu. Albo na drodze. Patrzeć na drzewo, na trawę, na krzaki, na ulice. One życzliwe - krzaki, drzewa, trawa, kwiaty; ulice życzliwe - te główne i te boczne; ci ludzie - też życzliwi. To wciąż On! Bóg - w drzewach, w trawie, w kwiatach, w ludziach, Bóg - w ulicach, Bóg -w kamienicach, Bóg - w kościołach. Pięknem, mądrością, życzliwością.

A gdy ci ciężko, gdy ci radośnie - umiej wziąć w ręce różaniec i mów, tak jak to uczyła cię matka. Nie bój się, że przez głowę przelatują ci świeckie myśli i zamiast myśleć o tym, co mówisz, to myślisz o tym, co było przed chwilą, do czego idziesz, co cię czeka na przyszłość - za minutę, za dziesięć minut, za pół godziny -jaką masz pracę przed sobą jeszcze niezrobioną, z kim się masz spotkać. To nic, że przetaczają się przez ciebie takie myśli, takie plany - świeckie. One są spójne z różańcem. Z "Ojcze nasz", ze "Zdrowaś Mario". Przeplatają się, przewijają się nawzajem myśli świeckie z myślami religijnymi. Tak że jedne stają się drugimi, a drugie pierwszymi.

Mów różaniec, gdy ci ciężko, gdy ci lekko. Na to, żebyś zrozumiał swoje życie, swoje obowiązki. Na to żebyś odkrył sens twojego dnia, twoich tygodni, twoich miesięcy, twoich lat. Sens! Który to sens ma nazywać się: miłość.

Bo przy okazji zobaczysz - znaki. On ci czasem daje znaki. On ci czasem daje znak. Żebyś wiedział, że jest przy tobie! Że twoje życie nie jest zbieraniną przypadków, ale przez Niego sterowane, ma swoją treść, swój kształt, swoją wymowę. Daje ci znak. Który cię zaskoczy, którego się nie spodziewałeś, którym się zdumiewasz, że taki zaistniał.

Znak. Przypadek? Zbieg okoliczności? Ale ty wiesz, że to jest coś więcej niż zbieg okoliczności, niż przypadek. To jest znak, przez Niego dany. Porozumiewawczy. Uśmiecha się do ciebie. Czyś zrozumiał, czyś odgadnął, czyś pojął, czyś odebrał.

Dłuższy fragment książki "Katechizm dla poszukujących" księdza Mieczysława Malińskiego - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: poniedziałek, 10 lipca 2017 21:39
 
Modlitwa w ciszy - jednoczy człowieka z Bogiem PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 02 czerwca 2017 11:06

Co jest celem modlitwy w ciszy?

Pierwszy cel to zjednoczenie z Bogiem i okazanie Mu miłości. Tego samego zresztą pragnie Bóg względem nas. Jezus wyraził to w ostatnim zdaniu modlitwy arcykapłańskiej: "aby Miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich". Na modlitwie mamy dążyć do takiego zjednoczenia, jakie panuje między Ojcem i Synem w Duchu Świętym.
Drugi, jakby "uboczny" cel to osiągnięcie pełni człowieczeństwa. Tu nie chodzi o "rozpłynięcie się" w Bogu czy osiągnięcie czegoś podobnego do stanu nirwany - wtedy zaniknęłaby nasza osobowość. W chrześcijaństwie chodzi o coś zupełnie innego; im bardziej jesteśmy zjednoczeni z Bogiem, tym bardziej jesteśmy sobą. Wtedy wzrasta poczucie pewności wykonywanych czynów, jesteśmy bardziej wrażliwi, robimy więcej i szybciej, lepiej służymy innym. Nasza osobowość staje się bardziej wyrazista. "Po owocach ich poznacie".
Bóg chce, abyśmy byli ludźmi pełnymi na wszystkich poziomach, nie tylko na Boskim, ale i ludzkim.

Cała rozmowa Piotra Kosiarskiego z ks. Andrzejem Muszalą - TUTAJ

Zbyszek

 
Zgrzyt PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 24 maja 2017 10:10

Mój znajomy prowadzący ewangelizacyjny kurs Nowe Życie zagadnął coraz bardziej wniebowziętych uczestników rekolekcji: „I jak wam tu jest?”. – „Jak w rodzinie” – odparł zgodny chórek. – „Co??? Aż tak źle?”.

Nieprzypadkowo przywołuję tę scenkę. Bardzo często jestem pytany o kryzysy we wspólnocie. Temat kłótni, sporów, zmów milczenia czy szemrania powraca jak bumerang. To normalny stan – odpowiadam – co więcej, jeśli takie napięcia nie występują, to znaczy, że sytuacja jest niezwykle podejrzana i może być znakiem, że wspólnota zmierza ku milutkiej wersji towarzystwa wzajemnej adoracji. Wspólnota jest ze swej natury konfliktogenna. Rodzi ogromne napięcia. Jest operacją na otwartej ranie. Jeśli by tak nie było, jak inaczej mielibyśmy nauczyć się przebaczać?

Cały artykuł Marcina Jakimowicza TUTAJ.

Lektura obowiązkowa... :)

rm

Zmieniony: piątek, 16 czerwca 2017 14:40
 
Triduum - przewodnik liturgiczny PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 13 kwietnia 2017 14:13

Zastanawiałam się kiedyś, jak zachowałaby się osoba, która nie mając pojęcia o chrześcijaństwie, znalazłaby się nagle na nabożeństwach Triduum Paschalnego? W jakiej mierze zrozumiałaby, co celebrujemy? Pytanie jest tym bardziej zasadne, że – jak mi się wydaje – wielu ludzi ochrzczonych zbliża się do wyżej przedstawionego obrazu: mają jakieś mgliste pojęcie o męce Pańskiej i zmartwychwstaniu Jezusa, ale w żaden sposób nie potrafią tego powiązać z własnym życiem. Dlatego tak istotne jest podkreślenie roli i objaśnienie czytań, które słyszymy w kościele podczas celebracji Triduum. Nie zdołamy tu, rzecz jasna, prześledzić wersetu po wersecie, spojrzymy na nie raczej z lotu ptaka, pragnąc uchwycić przesłanie skierowane do słuchacza.

Przewodnik liturgiczny na Triduum Danuty Piekarz - TUTAJ

Zmieniony: sobota, 15 kwietnia 2017 23:19
 
Papież: należy uaktualnić muzykę w Kościele unikając banalności PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 04 marca 2017 21:41

Papież Franciszek powiedział, że należy uaktualnić muzykę w Kościele. Trzeba przy tym unikać przeciętności, powierzchowności i banalności - dodał podczas sobotniej audiencji dla uczestników międzynarodowego sympozjum na temat muzyki sakralnej.

"Konieczne jest to, aby muzyka sakralna i śpiew liturgiczny w pełni zasymilowały się z językami artystycznymi i muzycznymi aktualnych czasów"- mówił Franciszek zwracając się do osób biorących udział w konferencji zorganizowanej przez Papieską Radę Kultury.

Wyraził opinię, że należy sprawiać, aby muzyka ta wywoływała "wibracje" w sercach współczesnych ludzi i tworzyła klimat otwarcia oraz "pełnego uczestnictwa w misterium".

Papież przyznał, że "spotkanie ze współczesnością" stworzyło wiele problemów, dotyczących języka, form i gatunków muzycznych.

- Czasem przeważyła pewna przeciętność, powierzchowność i banalność kosztem piękna i intensywności uroczystości liturgicznych - stwierdził Franciszek.

Zaapelował o odnowę, “zwłaszcza jakościową" muzyki sakralnej i śpiewu liturgicznego. Musi temu towarzyszyć, wskazał, ochrona bogatego dziedzictwa przeszłości przy zachowaniu równowagi i unikaniu "wizji nostalgicznej i archeologicznej".

Papież zwrócił także uwagę na konieczność właściwej edukacji "estetycznej i muzycznej" duchowieństwa oraz świeckich.

Za DEONem

Zmieniony: czwartek, 09 marca 2017 10:17
 
Nie ulegajmy duchowemu osieroceniu - mamy Matkę PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 01 stycznia 2017 14:35

"Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi przypomina nam, że mamy Matkę; nie jesteśmy sierotami, mamy matkę. Wyznajemy wspólnie tę prawdę!" - powiedział Franciszek podczas Mszy św. sprawowanej 1 stycznia w bazylice watykańskiej.

Przypomniał, że Jezus Chrystus oddając swoje życie na krzyżu oddał nam również swoją Matkę. "Chcemy ją powitać w naszych domach, w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach, w naszych krajach. Chcemy napotkać jej macierzyńskie spojrzenie, które "uczy nas, że musimy nauczyć się troski o życie w taki sam sposób i z taką samą czułością, z jaką Ona się zatroszczyła: zasiewając nadzieję, przynależność, siejąc braterstwo" - mówił papież.

Na zakończenie Franciszek wezwał: "Obchodzenie uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki przypomina nam, że mamy Matkę; nie jesteśmy sierotami, mamy matkę. Wyznajemy wspólnie tę prawdę! Ja zachęcam was, aby wyrazić Jej podziw trzy razy, jak uczynili to wierni w Efezie: Święta Boża Rodzicielko, Święta Boża Rodzicielko, Święta Boża Rodzicielko". Za papieżem wierni zgromadzeni w bazylice św. Piotra powtórzyli te słowa.

Streszczenie i cała homilia - TUTAJ.

Zmieniony: poniedziałek, 09 stycznia 2017 01:17
 
Święta Rodzina PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 30 grudnia 2016 12:31

Wola Boża nie zawsze jest łatwa. Józef ma opuścić rodzinny kraj i z nowo narodzonym Dzieckiem i Maryją podjąć uciążliwą podróż. Przez pustynię w nieznane, bez znajomości języka, kultury, do kraju, w którym nikt go nie oczekuje. "Obydwoje musieli znosić trudy podróży, ale cierpieć, kiedy się kocha i dla tego, kogo się kocha, jest rzeczą łatwą, a nawet pożądaną. To do nich odnoszą się w pełni słowa św. Augustyna: «Kto kocha, nie cierpi; a jeśli cierpi, kocha cierpienie»" (B. Martelet).

Cały artykuł Stanisława Biela SJ - TUTAJ.

Zbyszek

 
Pięć dróg pojednania z Bogiem PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 24 sierpnia 2016 19:35

Oto ukazaliśmy pięć dróg pojednania z Bogiem. Pierwsza polega na uznaniu grzechów, druga na darowaniu bliźnim krzywd, trzecia na modlitwie, czwarta prowadzi przez jałmużnę, piąta przez pokorę.

Nie bądź przeto bezczynny, ale codziennie postępuj tymi drogami. Są bowiem łatwe, i ubóstwem nie możesz się wymawiać. Jeśli nawet żyjesz w wielkim niedostatku, możesz wyzbyć się gniewu, odznaczać się pokorą, modlić się wytrwale i wyznawać grzechy, a żadne ubóstwo nie będzie ci przeszkodą. Ale cóż mówię? Nawet na tej drodze pokuty, na której wypada dzielić się pieniędzmi (mam na myśli jałmużnę), ubóstwo nie przeszkadza w wypełnieniu przykazania. Pokazała to wdowa, która ofiarowała dwa pieniążki.

Skoro więc nauczyliśmy się sposobu leczenia naszej duszy, korzystajmy z tych lekarstw, abyśmy po odzyskaniu zdrowia mogli z ufnością przystąpić do świętego stołu, abyśmy z wielką radością podążali na spotkanie Chrystusa, Króla chwały, i na zawsze osiągnęli dobra wieczne przez łaskę, miłosierdzie i dobroć Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

Homilia św. Jana Chryzostoma, biskupa (Godzina Czytań)

Zmieniony: poniedziałek, 29 sierpnia 2016 14:42
 
Co jest ważniejsze PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 02 lipca 2016 14:34

"Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej".

Moja miłość jest wieczna, niezwyciężona.

Czyńcie, jak Ja postępowałem, kochajcie, jak Ja miłowałem, a poznacie co to szczęście. Weźcie też pd uwagę, iż jeden czyn miłosierdzia jest więcej wart od całej przebiegłości, że dyplomacja, której używacie we wzajemnych relacjach, jest słomą rozwiewaną przez wiatr.

Nie zapominajcie, że lepiej jest przegrać niż wygrać, kiedy przegrana oznacza uniżenie się przed bratem.

Chcecie poznać tajemnicę, aby móc szybko biec drogą miłości i mieć wielki pokój w sercu?

Oto ona:
- pragnijcie ostatnich miejsc wobec kochanej osoby;
- dobrowolnie uniżajcie się, jak Ja się uniżyłem, choć jestem Bogiem;
- martwcie się o to, żeby kochać, nie zaś o to, aby być kochanym;
- nie szukajcie ludzkiej chwały, lecz służcie ludziom;
- nie wierzcie w przemoc broni, nawet w tę, która wywołuje rewolucje;
- wierzcie w przemoc miłości;
- nie starajcie się nawrócić całego świata, lecz zróbcie wszystko, aby nawrócić samych siebie;
- im bardziej będziecie mali i ubodzy, tym będziecie szczęśliwsi;
- gdy miłość ukrzyżuje was, pamiętajcie, że jestem blisko.

(Carlo Caretto: "Miłość w ciszy czyli jak kochać i być kochanym")

Marysia

Zmieniony: niedziela, 17 lipca 2016 18:08
 
Czy katolik może medytować? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 23 czerwca 2016 22:58

Modlitwa chrześcijańska rozwija się w kierunku modlitwy kontemplacyjnej rozumianej jako uważne, bezpośrednie, pełne czułości, bliskości trwanie przy samym Zmartwychwstałym i obecnym Panu, przy Jego Osobie. Nie chodzi więc o myślenie o Nim, czucie Go, wyobrażanie sobie Go - to ciągle jest skupianie się na pośrednikach - ale o bycie przed Panem samym w milczeniu tak, jak trwa się przy ukochanej osobie. I może się to dokonywać na różnych drogach: na adoracji eucharystycznej, przy różańcu, albo gdy ktoś wieczorem lub rano powoli i z uwagą odmawia "Ojcze nasz".

Nie trzeba żadnych praktyk czy technik by dojść do modlitwy kontemplacyjnej. Potrzeba tylko uległości Duchowi Świętemu, który jest głównym Sprawcą modlitwy w nas. Z tej racji ani Ojcowie Pustyni czy Ojcowie Kościoła, ani Kościół Prawosławny nie mają monopolu na modlitwę kontemplacyjną polegającą na powtarzaniu jednego słowa. Nie ma monopolu na praktykę powtarzania krótkiej formuły w rytm oddechu ani hinduizm, ani buddyzm. Także i dzisiaj ludzie, którzy są posłuszni prowadzeniu Ducha Świętego i prowadzą życie modlitwy, mogą sami dochodzić do modlitwy kontemplacyjnej oraz praktyk powtarzania krótkich formuł w rytm oddechu.

Cały artykuł Jacka Poznańskiego SJ - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 30 czerwca 2016 21:47
 
św. Tomasz Moro (Morus) PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 21 czerwca 2016 23:10

Postać to niezmiernie ciekawa i barwna, rzadko wśród świętych spotykana. Człowiek swoich czasów: wielki humanista, a przy tym mistyk; kochający życie, ale stokroć więcej ceniący niebo; człowiek o złotym humorze nawet w obliczu śmierci. Jako dziecko ziemi znał smak i radość życia. Był człowiekiem w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Był przemiłym w towarzystwie, a równocześnie zawsze zjednoczony z Bogiem. Nawet w męczeństwie umiał ukryć heroizm, był przedziwnie naturalny.

Cały artykuł TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 21 czerwca 2016 23:12
 
Dary Ducha Świętego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 07 czerwca 2016 19:48

Wszyscy członkowie Wspólnoty Płomień Pański są zaproszeni i zachęcani do modlitwy za naszą Wspólnotę - Koronką ku czci Ducha Świętego.

A ponieważ warto wiedzieć, o co się modlimy, poniżej przedruk fragmentu artykułu o Darach Ducha Świętego. Jest to tekst księdza Jerzego Szymika:

1. Dar mądrości

Jest on uczestniczeniem w mądrości Jezusa, czyli widzeniem ludzi, rzeczy i ich relacji takimi, jakimi widzi je On. Jest to dar patrzenia na rzeczywistość oczami Boga, widzenia wszystkiego w perspektywie wieczności. Święty Tomasz pisał w tym miejscu o mądrości jako o „Bożym instynkcie”. Dar mądrości jest związany bardziej z miłością niż z samym rozumem. Jego przeciwieństwem jest głupota, która jest brakiem smaku w sprawach Bożych. Głupota w myśleniu o życiu nie bierze pod uwagę krzyża, śmierci, kruchości życia; nie uwzględnia w ogóle Boga, zawęża horyzont życia wyłącznie do doczesności.

2. Dar rozumu

Jest on sztuką wnikania w tajemnice Boże. Dar rozumu pojmuje relację między Krzyżem a Trójcą Świętą, między moim krzyżem a miłością Boga - w konkretnej perspektywie mojego życia, losu. Pomaga on rozumieć głęboko to, co najważniejsze: życie, miłość, śmierć. Bez tego daru człowiek nie jest w stanie patrzeć z odwagą na to, co się z nim dzieje, traci „Ducha”. „Rozumnie” znaczy „biorąc pod uwagę Boga”.

3. Dar rady

Jest on kunsztem orientacji w moralnej złożoności życia. Pozwala radować się życiem, jego prostą, codzienną osnową. Pozwala się nie gubić, niweluje niepokój rodzący wątpliwości, z których powodu człowiek odwleka podjęcie „moralnych” decyzji. Dar rady przynosi duchowy pokój, uzdalnia do entuzjazmu i do działania. Jest źródłem pasji życia.

4. Dar męstwa

Jest pokarmem nadziei. To głównie ten dar uwalnia człowieka od lęku przed największym wrogiem - śmiercią. Daje siłę „Ducha”, potrzebną w trudnych doświadczeniach życia, takich jak choroby, rozłąki, sytuacje, o których wiemy, że nie będą miały ziemskiego happy endu. Dar męstwa pomaga czerpać siłę do życia z samego źródła witalności: z Boga samego.

5. Dar wiedzy (umiejętności)

Jest on poznawaniem prawdy o Bogu i budowaniem wiedzy o sobie, ludziach i świecie na tej właśnie prawdzie. Tak o tym darze mawiał święty Proboszcz z Ars: „chrześcijanin natchniony przez Ducha Świętego potrafi rozróżniać. Oko świata nie widzi dalej niż życie, tak jak i moje oko nie widzi dalej niż do tego muru, gdy drzwi kościoła są zamknięte; lecz oko chrześcijanina widzi aż po głębię wieczności”. A święta Teresa z Lisieux: „Wiedza Miłości, och tak! (...) Tylko takiej wiedzy pragnę!”.

6. Dar bojaźni Pańskiej

Jest on taką miłością do Boga, która świadoma jest własnej kruchości. To lęk przed tym, aby nie zerwać z Nim relacji, poczucie głębokie, że Bóg jest tajemnicą, z którą nie można igrać; lęk przed tym, że nie jest się w stanie sprostać wielkiej, Boskiej miłości, a równocześnie silne pragnienie bycia całym dla Boga. To dar, który owocuje odpowiedzialnością za siebie i innych. Bojaźń wobec Pana nie jest czymś, co miażdży, ale czymś, co poszerza serce i daje radość. W tym sensie jest syntezą biblijnej duchowości.

7. Dar pobożności

Jest on zdolnością traktowania Boga jako Ojca. Czyli bycia wobec Niego na sposób synowski; prosto, z ciepłym szacunkiem, czule; wychwalając Go i adorując. Światłem dla „bycia pobożnym” jest Jezus i Jego słowo Abba, Jego modlitwa. Ale pobożność wyraża się również w sposobie odnoszenia się do ludzi. Poznać ją po wrażliwości, delikatności, serdeczności. Łagodność jest jej lakmusowym papierkiem. Jej przeciwieństwem jest niezdolność rozumienia innych, niewrażliwość na nich, zatwardziałość serca. Pobożność ma po prostu swoje źródło w świadomości, że jest się dzieckiem Boga. I jest tej świadomości siłą oraz owocem. A jeśli się tego poczucia nie ma, to źle się traktuje zarówno Boga, jak i ludzi...

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 26 listopada 2016 23:27
 
Poruszenie Ducha Świętego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 15 maja 2016 22:09

Ulf Ekman (ur. 8 grudnia 1950 w Göteborgu) − szwedzki teolog, misjonarz i etnograf. Były pastor, założyciel neozielonoświątkowego Kościoła Livets Ord (Słowo Życia), wywodzącego się z nurtu tzw. Ruchu Wiary, konwertyta na katolicyzm, pisze:

Wszyscy więc musimy odsunąć od siebie pychę, głęboko w nas zakorzenioną podejrzliwość co do wzajemnych motywacji, patrzeć na siebie jako chrześcijanie w prawdziwym znaczeniu tego słowa, jako bracia i siostry w Chrystusie dzielący tę samą wiarę i ten sam chrzest. Musimy gorliwie szukać tego, co nas - protestantów i katolików - łączy, i to doceniać. Zróbmy to, zanim zaczniemy dostrzegać, co nas różni. Co mamy wspólnego? Chrystusa, Bożego Syna. Jego odkupienie, życie i zbawienie, które darował ludzkości. Czasami jednak zdajemy się zapominać, że mamy też wspólną historię, te same korzenie, tę samą przeszłość. Mamy wspólne objawienie. Wszystkie klasyczne dogmaty, kanony, układy pism i wyznanie wiary. Mamy też takie same fundamenty moralne i etyczne. Dzielimy te same doświadczenia życia w Chrystusie i życia charyzmatycznego, życia w Duchu. Mamy tę samą nadzieję, niebo i głębokie pragnienie ujrzenia ludzkości ocalonej poprzez łaskę Boga w Chrystusie Jezusie, poprzez potężne działanie Ducha Świętego. Dzielimy tę samą miłość i współczucie dla zgubionych, będących w potrzebie i biednych, dla chorych i nienarodzonego dziecka, które ma prawo żyć. Jak widać, dzielimy wiele obszarów, w których możemy razem uczestniczyć i odkrywać skarby Kościoła, a także dary, jakie otrzymały różne członki tego Ciała. Nie oznacza to, że nie dostrzegamy różnic między nami. Czasami wydają się one bardzo duże, na pozór uniemożliwiające pojednanie, ale nie możemy zapominać, że o wiele więcej nas łączy, niż dzieli.

Całość TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 28 maja 2016 07:29
 
Cisza Raju rozprasza w nas hałasy PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 07 kwietnia 2016 14:44

"Ta tajemnica staje się coraz jaśniejsza i coraz prostsza w miarę, jak  moja dusza się upraszcza (…). Bóg nie jest skomplikowany. On jest  prosty. Nie jest trudno dosięgnąć Go, wystarczy być prostym. (…)  Potrzeba miłości. Dlatego można rozmawiać z Bogiem albo, dokładniej,  słuchać Boga w głębi siebie, nawet pośród codziennych zajęć, gdyż cisza Raju rozprasza w nas hałasy. (…) Nawrócenie jest zatem prostą zmianą  kierunku. (…) Dawniej myślałem, że zjednoczenie – to żyć „z” Bogiem.  Obecnie wiem, że jest ono jednością, która polega na życiu „w” Bogu, aż  po stanie się Nim. Oczywiście na tyle, na ile dusza, córka Boga, jest w  stanie zjednoczyć się z Ojcem. A jednak, tak jak kropla oceanu jest  oceanem, ten atom, którym jest dusza, kiedy zatraca się w Bogu, jest samym Bogiem przez uczestnictwo. Ta relacja rozwija się na wszystkich  płaszczyznach boskości. Pozostajemy w jedności z Maryją, z aniołami i ze  świętymi. Podobna jedność realizuje się w Kościele (…)"

(21.08.1964, Igino Giordani - "Foco" współzałożyciel z Ruchu Focolari z Chiarą Lubich)

Paweł

Zmieniony: niedziela, 01 maja 2016 22:28
 
Najbardziej sensowna rzecz, jaką w życiu robię PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 06 marca 2016 20:27

Modlitwa to jest najbardziej sensowna rzecz, jaką w życiu robię. Wszystko inne dziś jest, a jutro już tego nie będzie. Dziś schodzisz po schodach, a jutro będziesz na wózku inwalidzkim, i co? Dzisiaj są osiągnięcia, ale jutro skończy się sława i powiedzą, że jesteś mało użyteczny. To wszystko jest dobre, miłe, ale bardzo, bardzo kruche.

Natomiast to, co jest istotą, jest niezależne od tego, czy ja będę siedział na wózku, czy będę głosił, czy będę robił cokolwiek innego. Jeżeli będę się modlił, będę miał kontakt z Bogiem, to nie ma znaczenia, co będzie się ze mną działo, bo nikt nie jest mi w stanie zabrać tego, co najistotniejsze.

Tytuły naukowe mi mogą zabrać, użyteczność i sławę również, autorytet mogą podważyć, dobre imię znieważyć, wszystko mogą zabrać, ale tego tam w środku nie zabiorą. Dlatego to jest najbardziej sensowna rzecz, jaką robię w życiu.

Cały wywiad z o. Maksymilianem Nawarą OSB - TUTAJ

Joasia

Zmieniony: niedziela, 06 marca 2016 20:39
 
Pan Bóg budzi męskie serca PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 06 marca 2016 20:19

Rzeczywiście widać, że Pan Bóg budzi męskie serca. Na przyczynę ich powstawania warto spojrzeć szerzej. Według mnie jest to odpowiedź na widoczny w całej Europie kryzys wartości. Widać, że kultura feministyczna, postmodernistyczna, która wykreowała sobie świat bez wyraźnej roli mężczyzn, po prostu nie działa. Gdy spojrzymy na zachód, to mężczyzn tam nie ma. Słyszymy o nadużyciach wobec kobiet. A gdzie w tej sytuacji są mężczyźni? Staliśmy się społeczeństwem podatnym na różne zagrożenia. Można nas łatwo zastraszyć. Porzuciliśmy wartości w imię szeroko rozumianej "tolerancji". Zaczęło brakować w społeczeństwie prawdziwej męskości i zrobił się kompletny bałagan. Dlatego Pan Bóg budzi męskie serca.

Robi to również poprzez wspólnotę, której jesteś liderem. Przymierze Wojowników nie jest łatwą wspólnotą. Tak przynajmniej przez wielu jest postrzegana. Dlaczego?

Bo jest wymagająca. Tylko tyle i aż tyle. Pan Bóg budzi męskie serca - to jest fakt. Problem zaczyna się wtedy, gdy z tym obudzonym sercem trzeba coś zrobić. Chcemy się angażować w męskie grupy, ale rzadko chcemy dać się w tym poprowadzić. By prawdziwie wejść we wspólnotę, doświadczyć w niej zmiany, inicjacji, trzeba mieć w sobie dużo pokory i posłuszeństwa. Wtedy Pan Bóg może zmienić to obudzone męskie serce. Wiele wspólnot i ruchów proponuje krótkie lekcje coachingu i trenerki męskiej, dając sobie poczucie, że coś tam robią, rozwijają się. To jest oczywiście cenne, ale droga prawdziwej inicjacji to droga, w której dajemy się poprowadzić. Uważam to za fenomen Przymierza Wojowników. To jest rzeczywiście wspólnota, z konkretnymi wymaganiami. Trzeba tu zainwestować swój czas, swoje siły. Trzeba się nauczyć służyć. A my jako mężczyźni jesteśmy świetni w braniu. Lubimy przychodzić na konferencje, często z poczuciem, że wezmę to, co najlepsze, bo nie ze wszystkim się zgadzam. Mogę sobie wybrać, ale to nic nie zmieni. Święty Paweł pisał o braniu w niewolę swojego ciała, swojego umysłu. My wolimy słowo “wolność”. Gdy słyszymy słowa: “zmusić się”, “posłuszeństwo”, rodzi się w nas bunt. Świat postmodernistyczny zrobił z nas facetów, którym nic się nie chce i buntujemy się, gdy ktoś zaczyna od nas wymagać. A Słowo Boże mówi, że buntownicy nie osiągną nieba. W naszej wspólnocie zabijamy w sobie buntownika. Stajemy się posłuszni naszemu Mistrzowi, a to wymaga ofiary, samozaparcia, hartu ciała, ducha, wsparcia braci, z którymi masz bliską więź, którzy są stali, którzy nie mówią: wypisuję się, bo mi tu niewygodnie. Nie zawsze musi nam być we wspólnocie wygodnie. Ale na pewno musi być wymagająco - tego potrzeba mężczyznom, którzy szukają dla siebie miejsca w Kościele.

Mam wrażenie, że to wymaganie od siebie jest mocno zaakcentowane również w kursach przedmałżeńskich “Przepis na Miłość”, które wraz z żoną prowadzicie. Cenne jest to, że wiele par po waszych kursach daje sobie jeszcze czas lub po prostu się rozchodzi. Ale z drugiej strony pokazuje to wielki kryzys przygotowania do małżeństwa.

Owszem. Ja uważam, że 90% par, idących do ołtarza, jest do małżeństwa nieprzygotowane. Nie chodzi tu o jakieś umiejętności czy techniki, ale o styl życia. O budowanie relacji. Bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego, co się zdarzy w małżeństwie, przewidzieć. Życie nas zaskoczy i dobrze. W końcu małżeństwo to wielka przygoda i aby autentycznie jej doświadczać, trzeba mieć odpowiednie fundamenty. A pary, idące do ślubu, często nawet się nad tym nie zastanawiają i są zbudowane na bardzo kruchych wartościach. Nie ma tam mowy o Chrystusie, o Miłości, która jest darem i wymianą darów. Współcześnie mamy raczej do czynienia w pewnym układem partnerskim - dealem, w którym zaspokajamy potrzeby tej drugiej osoby, ale pod warunkiem, że najpierw są one zaspokojone u mnie. Jan Paweł II w swojej teologii ciała nazywa to dwoma kołami zębatymi. Mamy dwoje egoistów i kiedy ich trybiki się zazębiają, to wszystko jest w porządku. Ale gdy w pewnym momencie zaczną do siebie nie pasować to nagle mamy paraliż, którego nikt nie był w stanie przewidzieć.

Czy możemy powiedzieć, że kryzys męskości jest źródłem takich sytuacji?

Źródeł może być wiele, ale na pewno odpowiednia inicjatywa ze strony mężczyzny może być lekarstwem. Przymierze Wojowników jest tu dobrym przykładem. Gdy jako wspólnota widzimy, że związek naszego brata nie ma odpowiedniego fundamentu, to pomagamy mu stanąć w tej sytuacji w prawdzie. Czasem oznacza to przerwanie związku, bo okazuje się, że zamiast być budującym, jest on toksyczny. Są to trudne momenty, bo taka konfrontacja burzy nam pewną sielankową wizję miłości, ale żeby była piękna miłość, musi być trud. I widać tu przy okazji jakie znaczenie ma dla mężczyzny wspólnota, bo często mamy takich przyjaciół, którzy nie potrafią nam powiedzieć prawdy o nas. Nie chcą nas zranić i przez to nie mamy nikogo, kto by nas ochronił przed błędami.

Od mężczyzn zależy bardzo wiele. Niemniej na koniec, niejako w formie uzupełnienia, powiedzmy trochę o kobietach. Jak mają się one odnaleźć w tym trudnym procesie wychodzenia mężczyzn z kryzysu?

Miałem ostatnio warsztaty z samymi kobietami. Pytałem jaki powinien być ten prawdziwy, wspaniały mąż i odpowiedzi były oczywiste: decyzyjny, dający oparcie, odpowiedzialny, a z drugiej strony nie wychylający się zbytnio, nie podejmujący ryzyka. Były w szoku, gdy zobaczyły jak jedno z drugim się wyklucza i jak wiele w nich samych jest zranień, które prowadzą do takiego patrzenia. Kobiety chcą trwałości, stabilizacji, konkretnych decyzji, ale z drugiej strony boją się byśmy je podejmowali. Jeśli nikt u dziewczyny nie potwierdził jej kobiecości, jej piękna zewnętrznego i wewnętrznego, nie pokazał tej zależności między jednym i drugim, potrzeby dbania o jedno i drugie, to ona szuka zaspokojenia tych braków u męża, a powinien jej to dużo wcześniej zapewnić ojciec. I zamiast szukać mężów, kobiety szukają ojców. Nie tędy droga. Facet ma być głową, ma brać odpowiedzialność za swoje decyzje, ma ryzykować. Dla kobiety, która wchodzi w małżeństwo zraniona i niedoceniona, każde ryzyko to odebranie bezpieczeństwa. Kobieta uważa wtedy mężczyznę za nierozsądnego i sama przejmuje stery. Nie daje facetowi możliwości bycia głową. Chce by był odpowiedzialny, ale nie daje mu możliwości wzięcia tej odpowiedzialności na siebie. To jest też po części efekt radykalnego feminizmu, który mówi, że mamy być równi... Oczywiście - mamy być równi, ale nie tacy sami. To z kolei nam mówi chrześcijańska wizja nowego feminizmu Jana Pawła II. W niej najpiękniejsze w kobiecie jest to, co kobiece. To powinno być na piedestale. Wtedy mężczyzna ma przestrzeń do działania - brania odpowiedzialności, stawania się przywódcą, bo przez branie odpowiedzialności nasza męskość dojrzewa.

Cały wywiad z założycielem wspólnoty "Przymierze Wojowników" TUTAJ

Marysia

 
Podobasz Mu się PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 06 marca 2016 17:46

Mój trzyletni syn jeszcze nigdy wstając rano nie wygłosił formułki: „Tato, proszę cię dziś o opiekę nade mną”. Dlaczego? Bo ten trzylatek ma świadomość synostwa, wie, że ja zły, samolubny człowiek daję mu to „w pakiecie”. Wspominałem już o tym? Tak.

Jak wiele zmieniło się we mnie od czasu, gdy usłyszałem „udał mi się mój syn”, a Bóg pokazał, że nie są to słowa na wyrost.

Widzę, że naszym największym pęknięciem, tęsknotą, raną jest brak doświadczenia synostwa. Jezus na początku misji usłyszał nie tylko „kocham Cię” ale i „podobasz mi się”.

Kto z nas – pytam o to często – może spojrzeć w lustro na swą gębę i powiedzieć: „Podobam się Bogu!”. O tym, że nas „kocha” i „miłuje” słyszymy „od żłobka do nagrobka” i słowa te na większości z nas nie robią już wrażenia. Podobasz Mu się. Dobrze się przy tobie czuje. Lubi z tobą przebywać. Dlaczego? Bo jesteś synem. On zaczyna dialog od słów „dziecko”.

Cały tekst Marcina Jakimowicza - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 12 marca 2016 22:05
 
10 ważnych myśli Michała Anioła PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 06 marca 2016 12:18

Michał Anioł urodził się 541 lat temu. Z tej okazji DEON opublikował dziesięć cennych myśli Jego autorstwa. Oto one:

1. Ciągle się jeszcze uczę.
2. Geniusz to wieczna cierpliwość.
3. Miłość jest skrzydłem, które Ten dał człowiekowi, aby ten mógł wzlecieć do Niego.
4. Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, że mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to że mierzymy za nisko i cel osiągamy.
5. Nie należy lekceważyć drobnostek, bo od nich zależy doskonałość.
6. Nad stracony czas nic bardziej nie boli.
7. Maluje się tylko po to, aby oszukać oczy.
8. Nie ma we mnie żadnej myśli, w którą nie zostałaby wrzeźbiona śmierć.
9. To, co się w największym wysiłku tworzy, winno wyglądać tak, jakby powstało szybko, prawie bez wysiłku, z zupełną łatwością, na przekór prawdzie.
10. Wiersz jest nad czas i nad śmierć.

Źródło TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 12 marca 2016 22:07
 
O słuchaniu Pana Boga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 14 lutego 2016 20:17

Skoro Bóg jest miłosierny i wszechmocny, to dlaczego nie mówi do nas w sposób słyszalny i jednoznaczny, skoro Go o to poprosimy przez Jezusa?

A Jezus przecież powiedział: "o cokolwiek będziecie prosić w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek będziecie prosić w imię moje, Ja to spełnię".

Odpowiada biskup Grzegorz Ryś:

Ja nie wiem, czy Jezus może mówić jeszcze bardziej jednoznacznie niż mówi. Problem jest, czy my Go chcemy słuchać tam, gdzie On mówi.

Znowu św. Augustyn, to był naprawdę mądry człowiek, który dużo przeżył w spotkaniu z Bogiem. Augustyn mówi, że w rozmowie z Bogiem ważniejsze jest, żeby chcieć usłyszeć to, co On mówi, niż gadać bez przerwy do Niego. I jakby zmuszać Go do tego, żeby On usłyszał to, na czym mi zależy.

Nie odwracajmy może tych ról i dajmy się poprowadzić Panu Bogu, nie narzucajmy Mu swojej woli. Nieraz jesteśmy dokładnie zablokowani na to, co On nam chce powiedzieć, i mówimy, że do nas nie przemawia.


Jest to zapis fragmentu spotkania "100 pytań do..." z biskupem Grzegorzem Rysiem na Przystanku Jezus 2015

Joasia

Zmieniony: niedziela, 14 lutego 2016 20:20
 
Rekolekcje, na które zapraszał Wojtek PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 31 stycznia 2016 21:13

Niedawno na naszej stronie pojawiło się zaproszenie Wojtka Bujaka do Henrykowa na rekolekcje dla gimnazjalistów. I właśnie w internecie pojawiła się relacja z tego wydarzenia, zilustrowana zdjęciem (po prawej). Zapewne niektórzy z nas rozpoznają jedną z tych osób :)

Cała relacja oraz galeria zdjęć - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 05 lutego 2016 19:36
 
Święty Antoni - dziesięć apoftegmatów PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 26 stycznia 2016 20:53

1. "Gromienie diabła jest rzeczą ludzi wielkich, tych, co mają moc. My, słabi, możemy tylko uciekać się do Imienia Jezus".

2. "Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego nie wypróbowany. Zabierz pokusy - rzecze - a nikt nie będzie zbawiony".

3. "Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»".

4. "Od bliźniego jest życie lub śmierć. Bo jeżeli pozyskaliśmy brata, Boga pozyskaliśmy; ale jeżeli zgorszyliśmy brata, zgrzeszyliśmy przeciw Chrystusowi".

5. Pewien brat powiedział do abba Antoniego: "Módl się za mnie". A starzec mu odrzekł: "Ani ja się nad tobą nie zlituję, ani Bóg, jeśli ty sam nie zdobędziesz się na gorliwą modlitwę".

6. "Znałem wielu, którzy po wielu trudach upadali i doszli do pychy duchowej, a wszystko przez to, że zaufali własnym osiągnięciom i zlekceważyli nakaz Tego, który powiedział: Zapytaj ojca, a on ci oznajmi".

7. "Kto kuje żelazo, zastanawia się najpierw, co chce z niego zrobić: czy sierp, czy miecz, czy siekierę. Także i my powinniśmy się zastanowić, jaką cnotę chcemy wypracować, żeby nie trudzić się na próżno".

8. "Miej zawsze przed oczyma bojaźń Bożą i pamiętaj o Tym, który zabija i ożywia".

9. "Ja już nie boję się Boga, ale Go kocham: bo miłość precz wypędza bojaźń".

10. "Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się Bogu?" Starzec mu odpowiedział: "Przestrzegaj tych moich nakazów: dokądkolwiek pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami; cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na Piśmie Świętym; a gdziekolwiek raz już zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo. Tych trzech rzeczy przestrzegaj, a będziesz zbawiony".

Cały artykuł - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 05 lutego 2016 19:36
 
Wywiad z dominikaninem o. Tomaszem Nowakiem PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 10 stycznia 2016 18:06

Zdarzały się sytuacje, gdy czytał Ojciec słowa Biblii i nie mógł mówić ze wzruszenia?

Oj, ja tak mam często. Bracia się już ze mnie śmieją. Słowo rozkłada mnie na łopatki. Wzruszają mnie szczególnie fragmenty mówiące o bezwarunkowej Bożej miłości. Wtedy mówię do ludzi: „Módlcie się teraz do Ducha Świętego, a ja będę sobie płakał”. (śmiech)

Pomaga?

Tak. Zaczynają się modlić i uspokajam się. Ewangelia to opowieść o dobru, pięknie, miłości. Tylko o tym tak naprawdę warto mówić. Jasne, czasem trzeba powiedzieć o rzeczach trudnych, o grzechu…

Bóg mówi do Jeremiasza zdumiewające słowa: „Nie lękaj się ich, abym cię czasem nie napełnił lękiem”. Czy wejście w lęk jest decyzją?

Tak. Mogę się bać, ale nie mogę dać się zastraszyć. Towarzyszy mi poczucie lęku i ma ono swą siłę…

Budzi się Ojciec zlany zimnym potem?

Nie. Moje lęki przejawiają się w zamartwianiu się. To pokusa, która mnie dopada. Ostatnio odkryłem różnicę między zamartwianiem się a troską. Zamartwianie się jest zajmowaniem się rzeczami, na które nie masz wpływu, a troska – myśleniem o tym, na co masz wpływ. Troska jest zdrowa, a za-martw-ianie się, jak sama nazwa wskazuje, jest stanięciem po stronie śmierci. Przez trzy miesiące czułem się przygnieciony ciężarem, uchodziło ze mnie życie, a ja nie wiedziałem, co się dzieje. I wtedy jeden z braci powiedział: „Zamartwiasz się”. To moje ostatnie nawrócenie.

Cały wywiad Marcina Jakimowicza - TUTAJ.

Zbyszek

 
Nawracać się? Ale po co? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 09 stycznia 2016 18:44

Kim jest człowiek nawrócony?

To ktoś, kto trzyma się Pana Jezusa, jak pijany płotu. Targa gościem na prawo i lewo, ledwie może ustać na nogach, zupełnie nie wie, gdzie się znajduje i jak tu trafił, ale z Pana Jezusa nie rezygnuje i nie da sobie wmówić, choć przecież ciągle jest pod wpływem, że Pan Jezus zrezygnował z niego. Bez przerwy odwołuje się do Niego, liczy na Jego łaskę, prosi, żeby On nad nim czuwał i nie pozwolił mu z powrotem wskoczyć w ciemność, do której go przecież wciąż tak ciągnie. A mocno czerwony nos, spuchnięta twarz i zdecydowanie wczorajszy wygląd dobitnie świadczą, że ani ciemność nie zrezygnowała z niego, ani on jej się całkiem nie wyrzekł. A mimo to, trzymając się kurczowo tego Płotu, może niezbyt wyraźnie i czysto, ale na pewno głośno i szczerze śpiewa tak, jak się kiedyś, w czasach dawno utraconej młodzieńczej niewinności nauczył: "Jezu, Tyś jest światłością mej duszy, niech ciemność ma nie przemawia do mnie już!". Przecież przy takim śpiewie nawet my byśmy się wzruszyli, a co dopiero Pan Jezus.

Cały wywiad Anny Sosnowskiej z Wojciechem Ziółkiem SJ - TUTAJ

Zbyszek

 
Wspomnienie o. Jana Góry PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 22 grudnia 2015 11:46

Dominikanin ojciec Jan Góra, znany duszpasterz akademicki, twórca Spotkań na Lednicy, przyjaciel Jana Pawła II zmarł dziś (21 grudnia) w Poznaniu. Miał 67 lat. Przyczyną śmierci było ustanie akcji serca i obrzęk płuc.

Wspomnienie - TUTAJ.

Zmieniony: środa, 23 grudnia 2015 22:35
 
Pragnienie Boga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 04 grudnia 2015 22:08

Z dzieła św. Anzelma, biskupa, Proslogion (rozdz. 1)

Dalejże, marny człowieczku! Opuść na chwilę swoje zajęcia, uchyl się nieco od nawału swych myśli. Odrzuć ciążące ci troski, odłóż pochłaniające cię prace. Zajmij się choć trochę Bogiem, spocznij w Nim przez chwilę.

Wejdź do wnętrza swego serca, wyklucz wszystko, co nie jest Bogiem i co nie prowadzi do Niego. Zamknij wejście i szukaj Jego samego. A teraz, o moje serce, przemów do Boga i powiedz: Oblicza Twego poszukuję, "szukam, Panie, Twojego oblicza". Panie, mój Boże, pouczaj teraz moje serce, gdzie i jak Cię szukać, gdzie i jak Cię znaleźć.

 

Zmieniony: wtorek, 08 grudnia 2015 20:27
Więcej…
 
Łagodny i niebezpieczny PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 27 listopada 2015 20:40

Duch Święty jest łagodny i niebezpieczny. Nie przychodzi nigdy tak samo. Nie zna pojęcia stagnacji. Jego obecność jest niezwykle dynamiczna, bo jest jak wiatr, jak ogień, jak strumień żywej wody, łączy żywioły nie-do-pogodzenia. To my mamy dostosować się do Jego poruszeń, nie On do nas.

Cały tekst Marcina Jakimowicza - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 04 grudnia 2015 22:13
 
Wytrwałość PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 27 listopada 2015 20:23

Abba Arseniusz (zm. ok. 449 r.) znany jest jako mistrz modlitwy i wyciszenia. Jego umiłowanie samotności może być porównywane z radykalnym ukochaniem ubóstwa przez Biedaczynę z Asyżu - obydwaj święci nie znali żadnych kompromisów. Czy tak wielkie osobistości możemy naśladować czy raczej tylko podziwiać?

Cały tekst Szymona Hiżyckiego OSB - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 04 grudnia 2015 22:14
 
O Chrystusie i rewolucji seksualnej PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 26 listopada 2015 19:13

 

Peter Kreeft  (ur. 1937), amerykański pisarz, publicysta, wykładowca uniwersytecki, profesor filozofii, apologeta katolicyzmu.

Wychował się jako członek Kościoła ewangelicko-reformowanego. Mimo to, pod wpływem lektur o katolicyzmie – m.in. książki bpa Newmana “The Development of Christian Doctrine” – oraz nauki o historii Kościoła, w czasie studiów licencjackich w Calvin College przeszedł na katolicyzm. W 1959 uzyskał stopień licencjata. Tytuły magistra i doktora obronił w Fordham University. Dalszą edukację kontynuował na studiach podyplomowych w Yale University. W latach 1962–1965 pracował jako wykładowca w Villanova University.

Jest jednym z najpopularniejszych katolickich autorów i wykładowców w Stanach Zjednoczonych. Autor ponad sześćdziesięciu książek z dziedziny apologetyki, filozofii i duchowości chrześcijańskiej. Kilka z nich zostało przetłumaczonych na język polski, m.in.: “Aniołowie i demony” (2003; Angels [and Demons]: What Do We Really Know About Them, 1995), “Ekumeniczny dżihad: Ekumenizm i wojna kultur” (2005; Ecumenical Jihad: Ecumenism and The Culture War, 1996), “Modlitwa dla początkujących” (2005; Preyer for Beginners, 2002), “Tak czy nie? Łatwe odpowiedzi na trudne pytania dotyczące chrześcijaństwa” (2006; Yes or No? Straight Answers to Tough 100 Questions About Christianity, 1984), “Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o Niebie… ale nie śniło Ci się zapytać” (2010; Everything You Ever Wanted To Know About Heaven... But Never Dreamed of Asking, 1990), “Miłość silniejsza niż śmierć” (2010; Love Is Stronger Than Death, 1979).

(Źródło: Tolle.pl)

Marysia

Zmieniony: piątek, 04 grudnia 2015 22:13
 
Czym jest fundament Ćwiczeń duchowych? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 20 listopada 2015 21:16

Fundament Ćwiczeń duchowych jest owocem osobistego doświadczenia św. Ignacego na drodze poszukiwania Boga. Stał się dla niego tak ważnym doświadczeniem, że pomógł mu uporządkować własne życie oraz nauczył go szukać i wypełniać wolę Boga w swoim życiu. Przeżyty z wiarą i zaufaniem do Boga wprowadza na drogę skutecznej przemiany własnego życia, czego wciąż doświadczają ci, którzy odważyli się w nim uczestniczyć.

Cały tekst Dariusza Michalskiego SJ - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 20 listopada 2015 22:15
 
Modlitwa Jezusowa - modlitwa dla każdego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 19 listopada 2015 13:58

Jak dzisiaj możemy sobie wyobrazić taką praktykę modlitwy nieustannej? Można podać trzy jej stopnie lub, jeśli ktoś woli, trzy warunki.

  1. Poświęcenie się modlitwie w sposób regularny. To w sumie oczywiste: trzeba wyznaczyć sobie codzienną "porcję" czasu, którą będziemy przeznaczać wyłącznie na przebywanie z Bogiem. Czy będzie to 10 minut rano i 10 minut wieczorem, czy czas ten wydłużymy - na początek nie ma to znaczenia. Ważna jest konsekwencja i wytrwałość. Raz podjąwszy decyzję pomimo wszystkich pokus i rozproszeń trzeba temu czasowi być konsekwentnie wiernym. Przypomnijmy: "Jeśli chodzi o nieustanne pamiętanie o Bogu, dla każdego jest to możliwe według jego miary". Ustalenie takiej miary na początku jest czymś fundamentalnym. I tej mierze trzeba być bezwzględnie wiernym.
  2. Unikanie grzechu i złych myśli. Aby móc pamiętać o Bogu, trzeba zachować "higienę" myśli, unikać tych, które prowadzą do grzechu, nie taplać się w rozpamiętywaniu naszych krzywd.
  3. Częste przywoływanie Bożej obecności poprzez modlitewne wezwanie. W ciągu dnia, w chwilach, które przeciekają nam między palcami, warto postawić się w Bożej obecności - w kolejce, w tramwaju, gdy czekamy na windę… W ciszy, w myśli, powtórzyć wezwanie modlitewne z wiarą, że Bóg jest tuż i czeka, aby nam okazać swe miłosierdzie.

Cały tekst Szymona Hiżyckiego OSB - TUTAJ

Zbyszek

 
5 powodów, dla których jestem lepszym chrześcijaninem PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 12 listopada 2015 11:03

Podejmując decyzję o przejściu z protestantyzmu na katolicyzm, miałem wiele powodów, by to zrobić. Nie przypuszczałem jednak, że mój pierwszy, niepewny krok, by przekroczyć Rubikon, stając się rzymskim katolikiem, tak bardzo odmieni moje życie jako chrześcijanina.

Teraz jako katolik mogę stwierdzić jednoznacznie, że jestem lepszym chrześcijaninem. A oto powody, dla których tak uważam: ...

Cały artykuł - TUTAJ.

ws & Zbyszek

 
Wywiad z Enrico Marinellim, "aniołem stróżem" Jana Pawła II PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 22 października 2015 14:22

Do tej pory żaden papież nie „uciekał” z Watykanu na wypady w góry?
– Nie, Jan Paweł II był w tym rewolucyjny (śmiech). Dotąd papieże rzadko opuszczali Watykan. Paweł VI kochał góry, ale jeździł w nie, zanim został wybrany na papieża. Jan Paweł II zbliżył się do ludzi, pokazał, że nie ukrywa swoich trosk, ale żyje w świecie. Przecież on za mojej kadencji w samej tylko diecezji rzymskiej odwiedził 185 parafii! Jeździł po całym świecie i nigdy nie zrezygnował z kontaktu z naturą. W wysokich górach był nadal księdzem, który zagłębiał się w modlitwę z różańcem w ręku.

Nad górskimi przepaściami też?
– Tak! On w czasie górskich spacerów nie rozstawał się z różańcem. Medytował, modlił się non stop. Dla mnie, zwykłego policjanta, to był wyraźny znak, że w tych górach można naprawdę zbliżyć się do Boga.

Cały wywiad - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 22 października 2015 14:28
 
O Sanktuarium Świętego Jana Pawła II PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 22 października 2015 13:16

W trakcie wojny Karol Wojtyła był tu robotnikiem. Do niedawna były tu zaniedbane tereny poprzemysłowe. Dziś, na terenie dawnych zakładów, powstał jeden z niezwykłych polskich kościołów - sanktuarium Jana Pawła II.

fot. J. Turbasa

Cały tekst - opatrzony zdjęciami - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 22 października 2015 14:28
 
I jeszcze o Księdzu Jerzym Popiełuszko ... mocny tekst PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 20 października 2015 15:24

Ewangelia jest dana człowiekowi wierzącemu po to, by miał nadzieję w trudnościach, by wiedział, że Bóg jest z nim w każdej sytuacji, a nie po to, by stała się ona orężem przeciw człowiekowi. Ostatecznie, człowiek wierzący dochodzi do punktu, w którym zostaje sam.

Choć ma za sobą wspólnotę Kościoła, to on musi zdecydować, w którą stronę idzie i za czym się opowiada. Świetnie to pokazywał Jerzy Popiełuszko. Nie można mu zarzucić, że był człowiekiem, który tylko się modlił. Działał na wielu frontach, ale nigdy przeciwko człowiekowi, nawet wrogowi.

Doszedł jednak w swoim życiu do takiego punktu, w którym był sam. Przyjaciele (wspólnota) nie zrozumieli, o co mu chodziło, z czym walczy i dlaczego nie chce przekroczyć granicy, którą wyznaczyła mu Ewangelia.

Został świętym, bo zaryzykował. Nie przekroczył granicy walki. Ewangelia ma dać mi siłę, by nie panikować, a nie siłę do walki z braćmi i siostrami po drugiej stronie barykady. Granicę walki z człowiekiem może przekroczyć tylko wróg, nie ty. Ceną jest męczeństwo, które jest ceną za wierność Bogu i sobie. Męczeństwem może być także poczucie osamotnienia.

Cały tekst Grzegorza Kramera SJ - TUTAJ.

Zbyszek

 
Trochę historii - na 19 października PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 19 października 2015 13:28

Odnaleziona w Sądzie Okręgowym w Warszawie i przekazana do Instytutu Pamięci Narodowej teczka sprawy operacyjnego rozpracowania (SOR) o kryptonimie "Popiel" jest jednym z niewielu zachowanych materialnych dowodów inwigilacji ks. Jerzego Popiełuszki przez Służbę Bezpieczeństwa. Bardzo wyraźnie pokazuje ona to, w jaki sposób komuniści postrzegali działalność żoliborskiego kapłana. Widzieli oni w ks. Jerzym nie zaangażowanego w sprawy publiczne i pomagającego potrzebującym duszpasterza, lecz politykiera podburzającego ludzi do zmiany ustroju.

Cały artykuł - TUTAJ.

Zbyszek

 
Koniec świata - boisz się, czy oczekujesz? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 19 października 2015 11:49

– Nie mogę się bać przyjścia Jezusa, bo jest czymś nieracjonalnym bać się nadejścia szczęścia, które mnie wreszcie pozbawi możliwości cierpienia – opowiadał mi Augustyn Pelanowski – Czy jest na tym świecie człowiek, który nie ma już dość tej męki życia, które w każdej godzinie może zaskoczyć cierpieniem, opuszczeniem, kalectwem, wypadkiem, rozwodem, przemocą, torturami, wojnami, chorobami psychicznymi, gwałtami? Ja każdego dnia widzę cierpienie i tysiące ludzi żyjących w męczarni i desperacji. Zadaję innym cierpienie i sam jestem raniony. Czy obecny świat jest naprawdę tak sielankowy, jak to widzimy w reklamach? Bóg zapewnia nas o istnieniu świata, który jest wolny od śmierci i cierpienia. Dla kogo dzień przyjścia Pana będzie bolesnym rozczarowaniem? Jeśli ktoś całą swą energię wkłada w budowanie domku z kart, przerazi się, gdy ten domek się rozsypie. Wyobraź sobie inną sytuację: wyciągnąłeś wszystkie pieniądze z lokaty w banku i schowałeś je w swojej szafie. Wszyscy twoi sąsiedzi ufają bankowi i trzymają oszczędności na koncie. Nagle jednego dnia bank plajtuje. Totalny krach. Czy ty będziesz przeżywał rozczarowanie? Nie! Podobnie jest w sytuacji, gdy masz relację z Jezusem. Jego przyjście nie przerazi cię. Nie będzie dla ciebie potrzaskiem.

Cały artykuł Marcina Jakimowicza - TUTAJ.

Zbyszek

 
Internet - nowy kontynent do ... ewangelizacji PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 13 października 2015 11:47

Jakiś czas temu przeprowadzałem wywiad z biskupem Grzegorzem Rysiem. W trakcie rozmowy zwrócił on uwagę na wyzwanie, które stoi przed nami w kontekście obecności Kościoła w sieci. Powiedział, że będziemy musieli się zmierzyć z nowym rodzajem inkulturacji. Dlaczego? Ponieważ zmiany, które zachodzą w ludziach pod wpływem korzystania z nowych technologii i spędzania dużej ilości czasu w mediach społecznościowych rewolucjonizują sposób funkcjonowania i myślenia człowieka.

Krakowski biskup odpowiedzialny za Nową Ewangelizację stwierdził, że Internet nie jest tylko jakimś nośnikiem informacji i sposobem na spędzanie wolnego czasu, ale jest nowym kontynentem. I my musimy się poważnie zastanowić, jak do ludzi na tym kontynencie docierać.

Tyle jeśli chodzi o diagnozę. Teraz oczywiste pytanie - jak na to wszystko odpowiedzieć? Zmiany społeczne, o których powiedział biskup, są czymś dynamicznym i nowym, dlatego ciężko jasno określić, w którym kierunku to wszystko zmierza. Na chwilę obecną mamy więcej pytań niż odpowiedzi, więcej wątpliwości niż pewników.

Tak naprawdę pewna jest tylko jedna rzecz. Skoro na naszych oczach wytwarza się jakiś nowy kontynent, na którym żyją ludzie, to Kościół musi być tam obecny. To jest nasz psi obowiązek. Gdzie są ludzie, tam musimy iść z Ewangelią.

Cały tekst Piotra Żyłki - redaktora naczelnego portalu deon.pl - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: poniedziałek, 19 października 2015 10:47
 
Wieniec róż PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 01 października 2015 17:35

Jak każde nabożeństwo, różaniec podlegał stopniowej ewolucji. Początkowo zwano go Psałterzem Najświętszej Maryi Panny, jako że liczba Pozdrowień Anielskich, z których składa się różaniec, odpowiada liczbie psalmów w Psałterzu Dawidowym. Jak wiadomo, w średniowieczu Psałterz Dawida był w powszechnym użyciu. Modlono się psalmami. Ponieważ jednak nie wszyscy znali sztukę czytania, przerzucono się na różaniec, nazywając go Psałterzem Najświętszej Maryi Panny, zaś właściwy Psałterz włączono do modlitwy brewiarzowej kapłanów. Różaniec na wzór Psałterza Dawidowego podawał wiernym w skrócie całokształt nauki Ewangelii. Z niego wierni, rozważając poszczególne tajemnice, mogli czerpać strawę dla swoich dusz, podobnie jak kapłani modlący się słowami psalmów z brewiarza. Nazwa „Psałterz Najświętszej Maryi Panny” miała więc głębokie uzasadnienie. Obecna nazwa „różaniec” wywodzi się z romantyzmu religijnego średniowiecza. Ludzie średniowiecza, przejęci żywą wiarą w Boga i w nadprzyrodzoność, inaczej podchodzili do przyrody niżeli my obecnie. Piękno przyrody kierowało ich myśl ku sprawom Bożym. Badając przyrodę, doszukiwali się tajemniczych duchowych związków między tworami natury a obowiązkami i przymiotami człowieka wierzącego. Obiekty przyrody pojmowano jako symbole piękna nadprzyrodzonego. Dotyczyło to przede wszystkim kwiatów. One nasuwały najcudniejsze obrazy i porównania. Tak więc niewinność, czystość niewiast symbolizowano przez kwiaty lilii czy róży. Te symbole odnoszono zarówno do osób żyjących, jak i do świętych. Dla uczczenia cnót świętego czy świętej, lub też nawet osoby zwyczajnej, lecz umiłowanej, składano w darze kwiaty, albo inne dary, symbolizowane przez kwiaty. Ten symbolizm widać w sposób bardzo wyraźny w kulcie Bogarodzicy. Jej piękno duchowe, zwłaszcza Jej czystość niepokalaną, wyrażano porównaniem do najpiękniejszych kwiatów i czczono Ją, składając w ofierze bądź same kwiaty, bądź też pewne praktyki, które były jakby duchowym kwieciem. Odmawianie Pozdrowień Anielskich uważano za ofiarowanie róż Bogarodzicy. Stąd praktykę odmawiania Zdrowaś Maryjo nazywano wieńcem róż, czyli różańcem; która to nazwa przyjęła się powszechnie u wiernych we wszystkich krajach.

 

Romuald Kostecki OP "Modlitwa różańcowa", całość TU.

Marysia

 

Zmieniony: czwartek, 01 października 2015 17:46
 
Trzy sita PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 12 września 2015 05:59

Któregoś dnia zjawił się u Sokratesa pewien człowiek i chciał się z nim podzielić pewną wiadomością. 
- Posłuchaj Sokratesie, koniecznie muszę ci powiedzieć, jak się zachował twój przyjaciel. 
- Od razu ci przerwę - powiedział mu Sokrates - i zapytam, czy pomyślałeś o tym, żeby przesiać to, co masz mi do powiedzenia, przez trzy sita? 
A ponieważ rozmówca spojrzał zdziwiony, Sokrates objaśnił: 
- Otóż, zanim zaczniemy mówić, zawsze powinniśmy przesiać to, co chcemy powiedzieć, przez trzy sita. Przypatrzmy się temu. Pierwsze sito to sito prawdy. Czy sprawdziłeś, że to co masz mi do powiedzenia, jest doskonale zgodne z prawdą? 
- Nie, słyszałem, jak o tym mówiono, i... 
- Sądzę jednak, że przynajmniej przesiałeś to przez drugie sito, którym jest sito dobra. Czy to, co tak bardzo chcesz mi powiedzieć, jest dobrą rzeczą? 
Rozmówca Sokratesa zawahał się, a potem odpowiedział: 
- Niestety, to nie jest nic dobrego, wręcz przeciwnie... 
- Pomimo to przypatrzmy się trzeciemu situ. Czy to, co pragniesz mi powiedzieć, jest przynajmniej pożyteczne? 
- Pożyteczne? Raczej nie... 
- W takim razie nie mówmy o tym wcale! - powiedział Sokrates. - Jeżeli to, co pragniesz mi wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę o tym nie wiedzieć. A i tobie radzę, żebyś o tym zapomniał.

usłyszane w PR2

Zmieniony: czwartek, 17 września 2015 22:52
 
Trzecia godzina dnia PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 08 września 2015 20:48
Wtorek, 10 lutego 1920, godzina dziewiąta.
 
Pan Jezus pozwolił całym uczuciem doświadczyć miłości Swojego Bóstwa tak, że niepodobna było znieść tego nadmiaru miłości. I w nadzwyczajny sposób to odczułam, a nie mogąc znieść tego żaru, głośno mówiłam, jak dobry jest Pan Bóg i jak niepojęty w swoim Majestacie. I tym podobnymi słowy głośno Go uwielbiałam.
 
z Dziennika błogosławionej Anieli Salawy
Zmieniony: czwartek, 17 września 2015 22:52
 
Wywiad z ks. Janem Kaczkowskim PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 31 sierpnia 2015 12:36

Kiedy Księdza słucham to wiem, że to co Ksiądz mówi - wypływa z serca. Miał Ksiądz taki przełomowy moment w życiu, kiedy z pełną świadomością i zawierzeniem powiedział np. "Bądź wola Twoja!"?

Jeszcze z czasów jezuickich mam ulubioną modlitwę od św. Ignacego z Loyoli, który mówił: "Przyjmij Panie całą wolność moją, przyjmij pamięć, rozum, wolę, cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał, Tobie to oddaję. I całkowicie zgadzam się z panowaniem Twojej woli". To są niezwykle trudne słowa, jeśli chce się je wypowiedzieć z pełną świadomością ich konsekwencji. Musiałem się duchowo i intelektualnie spocić . Po raz pierwszy kiedy nie chciano mnie wyświęcić w seminarium - wiedziałem, że nie mam na to wpływu. Klęczałem przed Najświętszym Sakramentem i będąc przekonany wewnętrznie, na poziomie tzw. pewności moralnej, że mam być księdzem - modlitwę tę wypowiedziałem z ogromną świadomością. Wie pani jak to boli? Czujesz wewnętrznie, że jesteś powołany, mówisz: "Całkowicie zgadzam się z panowaniem Twojej woli". Co to znaczy? Zgodzę się z Twoją wolą jeśli otrzymam święcenia, ale też - zgodzę się z Twoją wolą, jeśli ich nie otrzymam. Czyli: nie założę swojego kościoła, nie obrażę się na Pana Boga, nie będę tupał nogami…

Łatwo wypowiedzieć te słowa zawierzenia, ale jak trudno się zgodzić niekiedy z wolą Bożą…

Dokładnie tak samo było jakiś czas temu, kiedy miałem wznowę przez chorobę. Była to dość poważna wznowa. Wyszedłem, nikomu nic nie powiedziałem. Wsiadłem do taksówki. W takich momentach pamięta się każdy szczegół - jaka to była taksówka, a nie należała do najnowszych, brzydki zapach, pan kierowca spocony i z wąsem… Odmówiłem tę modlitwę i byłem zdziwiony z jaką wielką łatwością mi to przyszło. To mi dało wolność. Sytuacja była poważna, bo mogłem umrzeć w ciągu miesiąca… a jak pani widzi - żyję do dnia dzisiejszego. I co ciekawe - dojechałem do domu, wszedłem pod prysznic. Usłyszałem w radiu piosenkę "I byłem tym, kim chciał bym był, i żyłem jak, chciał bym żył…". Dla mnie była to delikatna odpowiedź Pana Boga. Na moją delikatną prośbę, On w zwykły sposób odpowiedział poprzez tę niby przypadkowa piosenkę. Ktoś powie, że jestem wariatem, ale uważam, że Pan Bóg jest delikatny i czasem działa nawet przez takie - w dużym uproszczeniu - przypadki. Była to dla mnie odpowiedź: Bądź spokojny. Żyłeś tak jak chciałeś żyć. Czyli: czuj się spełniony.

Cały wywiad Marty Jacukiewicz - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 17 września 2015 22:53
 
Modlitwa to walka PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 27 sierpnia 2015 13:48

... odczucie, że dłuższa, regularna, codzienna modlitwa jest w naszym życiu rzeczą nierealną, może być oznaką, iż zepchnęliśmy modlitwę na margines naszego życia. Takie odczucie mówi nam również, że wiele mamy jeszcze do zrobienia, aby przywrócić modlitwie jej właściwe miejsce. (...)

Nikt z nas nie rodzi się z odczuwalną potrzebą modlitwy. Potrzebę tę musimy w sobie dopiero obudzić. Istnieje wprawdzie w każdym z nas głębokie pragnienie Boga, ale jest ono często uśpione, zagłuszone. Aby móc doświadczać potrzeby modlitwy, trzeba się modlić. To właśnie na modlitwie rodzi się stopniowo potrzeba modlitwy. Im więcej człowiek się modli, tym bardziej nienasycone jest jego pragnienie modlitwy.

Jeżeli nawet doświadczamy w jakimś stopniu potrzeby modlitwy, to przez to nie staje się ona łatwa. Potrzeba modlitwy nie niweczy trudu modlitwy. Dlaczego? Ponieważ modlitwa najczęściej nie przynosi zadowolenia i pociechy naszym zmysłom. Modlitwa przekracza ludzkie zmysły. Przekracza to, co jest materialne, co jest tylko czasowe i przestrzenne. Modlitwa dosięga wieczności.

Cały tekst Józefa Augustyna SJ - TUTAJ

Zbyszek

 
Jak wielbić Boga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 24 sierpnia 2015 13:12

"Więcej uwielbienia! Więcej chwały! Bezustannie chwalić i czcić, bardziej i bardziej, więcej i mocniej!" To brzmi jak prowadzenie modlitwy przez jakiegoś obłąkanego pseudocharyzmatyka, który próbuje rozkręcić w ekstazie siebie i innych. Czy na pewno?

W rzeczywistości są to obsesyjne myśli pewnego człowieka, który żył kilka wieków temu. Ten gość nie potrafił myśleć o niczym innym jak o uwielbianiu Boga - kompulsywnie szukał Go we wszystkim i we wszystkim oddawał Mu chwałę. Przypominał sobie i innym, aby Bożą chwałę zawsze mieć przed oczami.

Prawie każdą czynność zaczynał od prośby, aby była ona na większą chwałę Boga. Większą! Nie można po prostu chwalić Boga. Trzeba Go chwalić bardziej i więcej! Ba, to hasło stało się częścią życia tego człowieka, pieczątką, którą naznacza się teraz wszystko, co z nim związane.

Ad maiorem Dei gloriam - AMDG - cztery litery, które pojawiają się wszędzie, gdzie powieje duch św. Ignacego Loyoli. Zaryzykuję stwierdzenie, że Ignacy był świętym, który miał największą obsesję na punkcie uwielbiania Boga. A skoro tak, to czemu nie nauczyć się uwielbienia od niego?

Cały tekst Wojciecha Werhuna SJ - TUTAJ

Zbyszek

 
Mężczyzno, kim jesteś? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 06 sierpnia 2015 19:35

Mówi Ksiądz o konieczności poznania prawdy o sobie, ale co to właściwie znaczy?

Oznacza to uznanie przez mężczyznę faktu, iż nie jest on ani zwierzęciem, ani Bogiem. Nie jest też pół zwierzęciem i pół "bogiem", czyli nie jest zwierzo-bożkiem. Jest natomiast kimś podobnym do Boga, czyli kimś, kto radykalnie różni się od zwierząt, bo potrafi myśleć, decydować i kochać. Jednocześnie jest kimś niedoskonałym i omylnym, kto potrzebuje pomocy, by w błogosławiony sposób kierować samym sobą.

Cały wywiad Marty Jacukiewicz z ks. Markiem Dziewieckim - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 22 sierpnia 2015 23:44
 
Jak ktoś myśli, to w końcu dojdzie ... PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 05 sierpnia 2015 17:07

Kapłaństwo jest po prostu sposobem bycia z ludźmi. Takim sposobem, który rodzi w nich wiarę i pobudza ich do myślenia. Bo jak ktoś myśli, to w końcu dojdzie do Pana Boga.

Kapłaństwo nie działa przez słowa, rekolekcje, czy konferencje, ale przede wszystkim przez przykład, doświadczenie. I nie trzeba być tym ekstremalnym księdzem, w takim sensie, że ksiądz ma robić nie wiadomo co.

Bycie naprawdę ekstremalnym sprowadza się do kochania. I ktoś najbardziej ekstremalny może być niewidoczny, może nigdy nie wygłosić dobrego kazania. Bo miłość jest ukryta w środku.

W kapłaństwie najważniejsza jest relacja z Jezusem. Ona jest ekstremalna, bo to Jezus ukochał mnie tak, że mnie nie zdradzi, nigdy mnie nie zostawi.

Cały wywiad Karola Wilczyńskiego z Tomaszem Maniurą OMI - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 22 sierpnia 2015 23:44
 
O rozproszeniach na modlitwie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 29 lipca 2015 12:06

Pierwszą rzeczą, z której trzeba sobie zdać sprawę w przypadku rozproszeń, jest właśnie owo rozdarcie, które nam towarzyszy. My chcemy i jednocześnie nie chcemy stanąć w prawdzie przed Bogiem, chcemy i nie chcemy słuchać Jego głosu, chcemy i nie chcemy pełnić Jego woli. Niełatwo dostrzec tę prawdę, gdyż w słownych deklaracjach wszystkiego tego bardzo pragniemy, ale fakty (czyli właśnie rozproszenia) pokazują coś zupełnie innego. Wielokrotnie w ciągu dnia modląc się słowami modlitwy „Ojcze nasz” powtarzamy, może i z gorliwością: „Bądź wola Twoja”, ale gdzieś w głębi tli się albo nawet płonie pragnienie: „Bądź wola moja”. Na tym polega dramat całej naszej chrześcijańskiej egzystencji, który ujawnia się z mocą już na modlitwie i tutaj najpierw powinien być rozwiązywany. Jeśli go bowiem nie będziemy rozwiązywać na modlitwie, reszta życia będzie nieuchronnie naznaczona dwuznacznością, żeby nie powiedzieć: faryzeizmem. Dlatego jest rzeczą tak ważną, aby nie traktować rozproszeń jako normalnego elementu modlitwy, który zawsze będzie jej towarzyszył i z którym trzeba się pogodzić.

Choć jest prawdą, że rozproszenia w różnych swych formach, w mniejszej czy większej mierze zawsze będą towarzyszyć modlitwie, bo też zawsze w jakieś mierze towarzyszą nam skutki grzechu pierworodnego, nie oznacza to, że mamy wobec nich przyjąć postawę przyzwolenia. Z drugiej strony, jak już zostało to powiedziane, nie należy walczyć z nimi wprost. Co więc robić?

Z pomocą przychodzi nam tu nasz Mistrz, który poucza: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (Łk 9, 23-24). Choć może o tym nie myślimy, jednak to wezwanie odnosi się w pierwszym rzędzie właśnie do modlitwy i jest rozwiązaniem jej podstawowego problemu – rozproszeń.

Pierwszym warunkiem tego rozwiązania jest: chcieć naprawdę iść za Jezusem. Ważny jest ów radykalizm pragnienia, który odrzuca inne możliwości, gdyż dwoistość pragnień uniemożliwia spełnienie dalszych warunków. Chęć dobrej modlitwy, pozbawiona owego radykalizmu pójścia za Jezusem, szybko ustąpi wobec rozproszeń – utonie, a raczej udusi się w sprzecznościach interesów. Samo jednak nawet najradykalniejsze pragnienie nie wystarczy. Walka z rozproszeniami bowiem oznacza umieranie starego człowieka w nas, tego człowieka, który żyje dla siebie. Tu widać wyraźnie, dlaczego nie wolno podejmować tej walki wprost. Oznacza ona bowiem walkę z samym sobą, jakiś rodzaj autodestrukcji, duchowego masochizmu. Podejmuje się ją nie z własnej inicjatywy (w ten sposób jest ona nie do wygrania), ale na słowo Jezusa i pod Jego kierownictwem. A to słowo brzmi najpierw: niech się zaprze samego siebie...

Co jednak oznacza „zaprzeć się samego siebie”? Zapewne większości z nas kojarzy się z tym zwrotem jakiś nadludzki wysiłek ascetyczny. Polski źródłosłów „przeć” każe myśleć o napięciu mięśni i woli. Z pomocą jednak przychodzi oryginalny tekst Nowego Testamentu i łacińskie tłumaczenie św. Hieronima. W grece nowotestamentalnej słowo to brzmi: arnesastho, natomiast w łacińskiej Wulgacie abneget i oznacza, że trzeba sobie po prostu powiedzieć: „Nie”.
 
Cały artykuł Stanisława Łucarza SJ o rozproszeniach na modlitwie - tutaj. Polecam.
Marysia
 
Ignacjański rachunek sumienia PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 28 lipca 2015 23:16

Rachunek sumienia odprawiamy przynajmniej przed przystąpieniem do sakramentu pokuty i pojednania. Św. Ignacy Loyola zachęca jednak, by uczynić go codzienną praktyką. On sam bardzo często badał swoje serce, nawet co godzinę (zapewne bardzo zwięźle). Źródłem jego swoistej „obsesji refleksyjności” nie był chorobliwy lęk czy chore poczucie winy, lecz fascynacja ofiarowaną miłością. Ignacy Loyola, wielki mistyk i człowiek apostolskiego czynu, odczuwał głęboką potrzebę zanurzania się w miłości Trójcy Świętej, dziękowania za nią i sprawdzania, czy w minionym czasie (godzinie, dniu) działał zgodnie z duchem Miłości. Za uchybienia od razu przepraszał, postanawiał poprawę i prosił o umocnienie. W Ćwiczeniach duchownych św. Ignacy Loyola proponuje pięć punktów rachunku sumienia, które staną się kanwą naszych obecnych rozważań (ĆD, 43).

Krzysztof Osuch SJ opisuje ignacjański rachunek sumienia - TUTAJ

Zbyszek

 
Bezradność PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 27 lipca 2015 11:03

Wystawić na próbę oznacza postawić nas w takiej sytuacji, w której ujawnia się, co rzeczywiście w nas siedzi. Próba to taki moment w życiu, w którym doświadczamy bezradności. Nie rozumiemy, nie potrafimy czegoś załatwić, nie możemy uzdrowić, nie jesteśmy w stanie się dogadać. Bóg wystawia nas na próbę nie dla zabawy, lecz abyśmy lepiej poznali, co w takich sytuacjach robimy i pod czyje skrzydła się uciekamy.

Całe rozważanie Dariusza Piórkowskiego SJ - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 30 lipca 2015 12:22
 
Wola Boża czyli GPS kontra puzzle PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 24 lipca 2015 13:39

To niestety święta prawda, że instynktownie nie spodziewamy się po Panu Bogu niczego dobrego: wola Boża to najgorsze, co może nas spotkać. Zgodzić się na nią, to skazać samego siebie na pewne nieszczęście. "Zgodziłeś się na wolę Bożą? O Jezu! To teraz czeka cię, człowieku, prawdziwa droga przez mękę".

Rozmowa Anny Sosnowskiej z Wojciechem Ziółkiem SJ - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: czwartek, 30 lipca 2015 12:22
 
Wywiad z Markiem Kamińskim PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 21 lipca 2015 11:08

Wszystkie założenia udało Ci się zrealizować?

Ta podróż nie służyła temu, by realizować założenia. Nie taki był cel. To sama podróż była założeniem i celem równocześnie. Owszem, języki były pomocne. Ale przecież mogło być zupełnie inaczej. Mogło z tego nic nie wyjść - rozmowy z ludźmi mogły być bezsensowne i nudne. Najważniejsze było to, że cała podróż była drogą, która w pewnym sensie mnie przywołała.

Co to znaczy, że cię "przywołała"? To brzmi trochę dziwacznie (śmiech).

To znaczy, że miałem taki wewnętrzny głos, że trzeba tam po prostu pójść. Wołanie ducha rzeczywiście jest jakąś tajemnicą, ale wiara i Bóg też nią są. Tak naprawdę sam do końca nie wiem, czemu wyruszyłem - nie umiem tego wytłumaczyć.

Ta droga na pewno jednak była we mnie, chciałem ją przejść i dlatego mówię, że ona mnie przywołała. Zresztą, gdy pytałem napotkanych ludzi, dlaczego idą, najczęściej słyszałem odpowiedź, że nie potrafią tego prosto wyjaśnić, ale że to właśnie droga ich przywołała. To wołanie, ten "głos" jest chyba najważniejszy. Założenia - o których mówiłem - są ostatecznie bardzo powierzchowne.

Człowiek buduje sobie jakieś wyobrażenia o tych założeniach - że może być tak albo inaczej. Tak naprawdę, jeśli na drodze któreś z nich okaże się sensowne, to rzeczywiście można je realizować. Ale nie jest tak, że coś koniecznie musisz zrobić - musisz medytować, musisz kontemplować, musi coś wynikać z rozmów z ludźmi.

...

Droga, którą przeszedłem jest dla mnie piękną metaforą życia. Pierwszy odcinek - początek - to góry, Pireneje. W tej części musimy poznać świat, zmierzyć się z nim, zdobywać go i poznawać. To jest jak pierwsze 20-25 lat życia.

Potem jest Meseta, taki długi, nużący odcinek, gdzie cały czas jest prosto, płasko, gorąco, jednostajnie. Prawie wszystko się powtarza, z każdej strony jest tak samo. To jest obraz życia między 25 a 60 rokiem życia, kiedy mamy długoterminowe zobowiązania - rodzinę, pracę, kredyty, które trzeba spłacić. Życie jest wtedy takie jednostajne i często wyczerpujące. Są też różne momenty radości, jak na przykład te katedry w Burgos czy w Leon.

A na koniec jest Galicja - obraz życia do 80-85 roku. Zaczynają się góry, znowu trzeba się wspinać, choć ciało odmawia nam już posłuszeństwa. Musimy mierzyć się z nowymi wyzwaniami. Nie sprawiały nam one wcześniej żadnego kłopotu, a teraz nagle się okazuje, że trzeba walczyć. Ale doświadczenia poprzednich odcinków - dzieciństwa, młodości i dojrzałości - pomagają nam się mierzyć z tymi problemami.

No i w końcu dochodzimy do Santiago, które jest w jakimś sensie spotkaniem z Bogiem, miejscem gdzie wielu zaczyna Go poszukiwać. Jest też ten ostatni odcinek - do Finisterre - koniec ziemskiego życia. Dla jednych koniec definitywny. A dla innych, którzy wierzą, jest to początek nowej drogi, czegoś co się dopiero zaczyna, czegoś co sprawi, że codzienne życie stanie się Camino.

Cały wywiad Piotra Żyłki z Markiem Kamińskim - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 21 lipca 2015 11:26
 
Jezus na stadionie po raz kolejny PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 19 lipca 2015 09:51

Ponad 200 kapłanów koncelebrowało Mszę św. pod przewodnictwem abp. Henryka Hosera podczas rekolekcji "Jezus na Stadionie", które odprawił dla ponad 40 tys. wiernych z całej Polski charyzmatyczny duchowny o. John Bashobora z Ugandy.

- Jezus, który uzdrowił wszystkich, którzy poszli za Nim, jednocześnie był dyskretny w tym, co robił. Działał w zaciszu serca, dlatego surowo zabronił, by Go ujawniać. On w stosunku do ludzi słabych, upadających i grzeszników, a wszyscy nimi jesteśmy, przychodzi ze swoją mocą, mocą Ducha Świętego, który jest duszą Kościoła - powiedział w homilii abp Henryk Hoser.

Ordynariusz warszawsko-praski mówił o przymiotach Ducha Świętego. Prosił, by często zwracać się do Trzeciej Osoby Boskiej, zwłaszcza w trudnych sprawach.

Cały artykuł, a także linki do innych relacji i do galerii zdjęć - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: środa, 22 lipca 2015 22:07
 
Reguła życia dla Boga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 17 lipca 2015 12:37

Lubię przyglądać się nawigacji GPS w trakcie jazdy samochodem. Nie tylko dlatego, że podpowiada mi, którą drogę wybrać, aby dotrzeć do celu. Fascynuje mnie także, gdy będąc w centrum miasta, widzę na wyświetlaczu gąszcz różnorodnych ulic i uliczek. A pomiędzy nimi wytyczoną kolorową, grubą linią widoczną drogę do celu. Obraz na ekranie ukazuje pewną prawdę o życiu duchowym. Mianowicie to, że na każdym kroku czekają na nas niezliczone boczne uliczki. Nieustannie mamy możliwość skręcania w nie. Niektóre, czasem bardzo ładne, z pięknymi kamienicami, wywołują chęć porzucenia swojej drogi i wybrania właśnie ich. I tak właśnie jest z naszym życiem. Co chwilę czekają na nas różne okazje, szanse, nowe możliwości itd. Niekiedy uświadamiamy sobie, że jeśli faktycznie się im poddamy, zapominając o celu naszej podróży, możemy do niego nie dotrzeć. Zamiast dojechać do wyznaczonego miejsca, utkniemy w gąszczu nadarzających się możliwości i przegapimy cel naszej podróży. Czy to oznacza, że nie wolno się zatrzymywać, a czasem nawet zboczyć z głównej drogi? Czy to oznacza, że wobec siebie mamy być wyłącznie zdyscyplinowani i surowi? Nie! Chcę jedynie przypomnieć o prostym nawyku, który pomaga realizować dobro w naszym życiu i nadaje mu sens. Jeśli ruszamy w drogę i zależy nam, aby dotrzeć do celu, to nie dajmy się zwieść różnym bocznym uliczkom. Możemy poświęcić im uwagę wtedy, gdy... będzie na to czas. Ale nie jest dobrze mieszać jedno z drugim. Jest czas docierania do celu w sposób zdyscyplinowany, uporządkowany, wedle obranej metody, np. korzystając z GPS-a, i jest czas weekendowej beztroskiej włóczęgi po okolicy.

Cały tekst Dariusza Michalskiego SJ - TUTAJ

Zbyszek

 
Wywiad z Szymonem Hołownią PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 14 lipca 2015 12:11

"Przedruk" z portalu Wirtualna Polska

Grzegorz Wysocki: Twoja najnowsza książka zatytułowana jest „Jak robić dobrze”. Ten tytuł to inicjatywa twoja czy wydawnictwa?

Szymon Hołownia: Nie wiem, z czym się to tobie kojarzy, bo mi się kojarzy jednoznacznie: robić dobrze to nie robić źle (śmiech).

W tym momencie musimy wyjaśnić czytelnikom, co oznacza, że od jakiegoś czasu zajmujesz się „robieniem dobrze”. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że nie jesteś już tylko panem prezenterem z telewizora, prowadzącym „Mam talent”, czy autorem książek pop-teologicznych.

Od dwóch lat prowadzę Fundację Kasisi, która wspiera prowadzony przez polskie misjonarki, siostry Służebniczki Starowiejskie, sierociniec w Kasisi w Zambii, gdzie mamy pod opieką ponad 200 dzieciaków w różnym wieku, często chorych na AIDS, obciążonych innymi schorzeniami, wymagających specjalnego wsparcia w nauce itd.

We wrześniu 2014 założyłem drugą fundację, Dobrą Fabrykę, która w tej chwili finansuje trzy miejsca prowadzone przez polskie Siostry od Aniołów: pierwsze i jedyne hospicjum w Rwandzie, wiejski szpital w Kiwu Północnym w Demokratycznej Republice Konga, oraz działający przy tym szpitalu ośrodek leczenia choroby głodowej. Działalność tych fundacji opiera się na crowdfundingu – przekazaliśmy już do tych czterech miejsc wsparcie w granicach trzech milionów złotych. (Zobacz i pomóż: Sklep Dobro Czynne 24h)

Jak dobrze robić dobrze? Jak w ogóle pomagać, by to działało i miało sens?

Napisałem na ten temat całą książkę, więc na pewno nie uda mi się tego streścić w kilku akapitach. Bardzo ważne jest, żeby nie starać się zrobić wszystkiego naraz. Żeby nie snuć dołujących i paraliżujących myśli o biedzie całego świata, o nieszczęściu Afryki, o dramacie Azji, a spróbować naprawić dziś pięć centymetrów świata. A jutro drugie pięć.

Iść małymi krokami, cieszyć się z małych zmian i sukcesów. A przede wszystkim nie pomylić ludzi z projektami. Już nie wiem, kto to pierwszy powiedział, siostra Chmielewska czy ja, ale powtarzamy zgodnie: posuń się o pięć centymetrów na ławce życia. Jeżeli się nas dziesięciu posunie, to zrobi się pół metra dla kolejnej osoby. Sam bym tego nie załatwił.

Zmieniony: wtorek, 14 lipca 2015 12:53
Więcej…
 
Mistyka miłosierdzia w "Idiocie" F. Dostojewskiego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 28 czerwca 2015 13:37

Mistyka w literaturze pięknej... Jako amator, czyli miłośnik literatury nie wdaję się w analizy „przekrojowe”, zajmujące się wieloma dziełami; nie pociągają mnie także „przeglądy”, które z powodu wielości poruszanych treści stają się powierzchowne. Wolę skupić się na jednym – arcydziele. Można je rozpoznać po tym, że pozwala, zaiste, wypłynąć na głębię. Pragnę podzielić się doświadczeniem Idioty Dostojewskiego.

Powieść uchodzi za najbardziej uduchowione i tajemnicze dzieło rosyjskiego pisarza, w pełni zasługuje na miano „poematu mistycznego”. Najgłośniejsze zdanie powieści znalazło się w oficjalnym nauczaniu Kościoła – w Liście Jana Pawła II do artystów, gdzie Papież wspomina słowa powiedziane „z proroczą intuicją, że «piękno zbawi świat»”. Samemu Dostojewskiemu przyświecało pragnienie, by w swej powieści przedstawić „pięknego człowieka”, złączonego z osobą Jezusa Chrystusa – do tego stopnia, że planowany tytuł dzieła brzmiał: „Książę Chrystus”. Tytułowy bohater, książę Lew Myszkin, jest postacią, która budzi kontrowersje – nie tylko w akcji powieści, lecz i w ocenach badaczy. Nieporozumienia sięgają tak daleko, że niektórzy teologowie, zwłaszcza prawosławni, widzą w księciu... Antychrysta, zatem nie człowieka naśladującego Chrystusa w sensie Ewangelii, tylko „małpującego” Jego życie przeciwnika, jakby wcielenie złego... Jaka jest prawda? Nieporozumienia pozostają na powierzchni tajemniczej postaci, nie sięgają do jej mistycznej głębi.

Jacek Bolewski SJ / "Życie Duchowe" - całość tekstu TUTAJ

Maria

Zmieniony: niedziela, 28 czerwca 2015 13:49
 
Ten Trzeci PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 26 czerwca 2015 11:10

W liturgicznym kalendarzu prawosławia Święto Trójcy obchodzone jest w dzień Zesłania Ducha Świętego. Kościół wschodni ma słuszną intuicję, że to Trzecia Osoba Boska wprowadza w tajemnicę Trójcy. Zwraca na to uwagę ostatnia zwrotka hymnu „Veni Creator”. Prosimy w niej Ducha Świętego: „Daj nam przez Ciebie Ojca znać, daj, by i Syn poznany był, i Ciebie, jedno Tchnienie Dwóch, niech wyznajemy z wszystkich sił”. Trójcy nie wymyślili teologowie przy biurku. To sam Bóg dał się nam poznać jako Ojciec, jako Syn i jako Duch Święty. On jest „Bogiem dla nas”, On się objawia i zarazem nam się udziela, przychodzi, zbawia. To jest czysta niezasłużona łaska. Tylko dlatego możemy Go poznawać, możemy o Nim mówić. Oczywiście człowiek ma jakąś intuicję Najwyższej Istoty, Absolutu, Najwyższego Dobra. O tym pisali na przykład greccy filozofowie. Ale o Trójcy wiemy tylko z objawienia. Poznanie Boga nigdy nie dokonuje się jedynie drogą samego rozumu, spekulacji, ale drogą egzystencjalną – życiem poddanym Bogu, drogą wiary, modlitwy, nawrócenia. Zachowując poczucie tajemnicy, możemy próbować coś zrozumieć. Słowo „tajemnica” nie oznacza bowiem czegoś absolutnie niepoznawalnego. Tajemnica to rzeczywistość, którą można wciąż odkrywać, choć nie da się jej poznać do końca. Boga będziemy poznawać całą wieczność.

Cały tekst ks. Tomasza Jaklewicza - TUTAJ

Zmieniony: sobota, 04 lipca 2015 21:12
 
Uwaga! Kontrowersja! PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 24 czerwca 2015 18:24

Nagle dał się słyszeć z nieba kontrowersyjny szum, jakby kontrowersyjne uderzenie gwałtownego wiatru. Ukazały się im też kontrowersyjne języki jakby z ognia…
…i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić kontrowersyjnymi obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.

Zdumiewa mnie, że to, co dla pierwszego Kościoła było oczywistością (czytaj: oswojoną rzeczywistością) dla nas jest „nowym, kontrowersyjnym, pachnącym sekciarsko” zjawiskiem. Używamy niezrozumiałych dla pierwotnego Kościoła słów „charyzmatycy” jako określenie określonej wąskiej grupy.

Przeczytałem kiedyś znakomita diagnozę: „To co my nazywamy przebudzeniem, Biblia nazywa Ewangelią”. Charyzmaty były dla pierwotnego Kościoła czymś tak naturalnym, że Paweł poświęcał im całe rozdziały swych listów. Gdybyż pisał „chciałbym, żeby niektórzy z was mówili językami”... Nauczał: „Chciałbym żebyście wszyscy mówili językami, jeszcze bardziej jednak pragnąłbym, żebyście prorokowali” (1 Kor 14, 5) i nie była to literacka metafora.

Dlaczego boimy się rzeczywistości Ducha? Bo wymyka się ona z ustalonych przez nas norm. Nie daje się zmieścić w ramach wyznaczonych przez naszą niewiarę. Duch nie przychodzi nigdy tak samo. Nie zna pojęcia stagnacji. Jego obecność jest niezwykle dynamiczna. Jest jak wiatr, ogień, strumień żywej wody. To my mamy dostosować się do Jego poruszeń, nie On do nas!

Gdy Duch mówi do Filipa „idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta” nie wyjaśnia, o co chodzi. Filip jest posłuszny temu poruszeniu i o nic nie pytając, wyłazi na pustą drogę. Gdyby usiadł i zaczął kalkulować, dworzanin odjechałby czytając niezrozumiałe proroctwa, o Baranku, który nie otwiera swoich ust. 

Oryginał artykułu Marcina Jakimowicza - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 26 czerwca 2015 11:01
 
Miłosierdzie to droga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 18 czerwca 2015 20:43

 Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.

Papież Franciszek, bulla "Misericordiae vultus" - całość TU.

Marysia

Zmieniony: czwartek, 18 czerwca 2015 20:46
 
Mała Arabka - nowa święta PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 15 czerwca 2015 22:20

Została karmelitanką. Doświadczyła daru lewitacji. Gdy siostry we francuskim Karmelu jadły kolację, przeorysza z mistrzynią nowicjatu zauważyły, że Mariam zniknęła. Szukały jej po całym klasztorze. Nagle usłyszały dobiegające gdzieś z ogrodu: „L’amour, l’amour” – „O, miłości, o, miłości”. Wybiegły na zewnątrz i stanęły jak wryte. Mariam unosiła się nad potężnymi lipami. We Francji powtórzyło się to osiem razy. – Ta dziewczyna była tak porwana przez Ducha, przez miłość, że wszelkie prawa natury pryskały jak mydlana bańka. Pozwalała się unieść miłości – słyszę w karmelitańskim klasztorze w Betlejem, który wybudowała Mała Arabka.

Mała Arabka: „Duchu Święty, oświeć mnie. Co mam uczynić i w jaki sposób znaleźć Jezusa? Uczniowie byli niewykształceni, byli razem z Jezusem i nie rozumieli Jezusa. Ja również jestem w domu Jezusa i nie rozumiem Go wcale. Najmniejsza rzecz niepokoi mnie, wywołuje drżenie; jestem zbyt delikatna, nie jestem zbyt wielkoduszna, by poświęcać się Jezusowi... O, Duchu Święty, kiedy dałeś im Twój promień światła, uczniowie niejako zniknęli. Nie byli tym, czym przedtem. Ich siła została odnowiona, ofiary stały się dla nich łatwe. Poznali Jezusa bardziej, niż kiedy był razem z nimi. Źródło pokoju, światła, przyjdź i oświeć mnie. Jestem głodna, przyjdź mnie nakarmić; jestem spragniona, przyjdź mnie napoić; jestem ślepa, przyjdź mnie oświecić; jestem uboga, przyjdź mnie ubogacić; jestem niewykształcona, przyjdź mnie pouczyć. Duchu Święty, powierzam się Tobie...”.

Cały artykuł - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: poniedziałek, 15 czerwca 2015 22:26
 
O św. Charbelu i nie tylko - z Ojcem Charbelem PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 08 czerwca 2015 16:04

Nohad to kobieta uzdrowiona w 1993 r. w cudowny sposób za wstawiennictwem św. Charbela, prawda?

- Dokładnie. Dziś ma 77 lat i mieszka w Byblos, kilkanaście kilometrów od Annaya. Kiedy dostała udaru mózgu z powodu niedrożności tętnicy szyjnej, a w konsekwencji paraliżu lewej połowy ciała, ona i jej rodzina modlili się za wstawiennictwem św. Charbela. 22 stycznia 1993 r. wieczorem córka natarła jej szyję ziemią pochodzącą z grobu świętego zmieszaną z jego olejem. W nocy Nohad przyśniło się, że zbliżają się do niej dwaj zakonnicy. Jeden z nich powiedział: "Jestem ojciec Charbel i przyszedłem cię zoperować". Po chwili na swojej szyi poczuła ręce zakonnika i silny ból. Kiedy się obudziła, zorientowała się, że może się normalnie poruszać. Wstała więc z łóżka i w lustrze zobaczyła, że po obu stronach szyi ma zszyte rany o długości kilkunastu centymetrów. Po pewnym czasie ponownie we śnie ukazał jej się św. Charbel, mówiąc, że zostawił jej blizny, aby wszyscy mogli je zobaczyć, a szczególnie ci, którzy oddalili się od Boga i Kościoła. Polecił również kobiecie, aby każdego miesiąca w rocznicę uzdrowienia udawała się do klasztoru w Annaya na Mszę św. I tak robi, a dzień ten zawsze przyciąga rzesze pielgrzymów. 22 stycznia tego roku w sprawowanej u nas Mszy św. uczestniczyło 150 tys. osób, a w niedzielę przypadającą po tym dniu 200 tys. A trzeba pamiętać, że nie wszyscy pielgrzymi nawiedzający grób świętego i jego pustelnię biorą udział w Eucharystii, bo nie wszyscy są katolikami. (...)

Wiara Ojca zdaje się iście libańska - jak skała. Ojciec jest jednak mnichem. A czy inni mieszkańcy Libanu też podchodzą w ten sposób do obecnego bliskowschodniego kryzysu?

- Przed dwoma laty, kiedy zaczynały się niepokoje, rządzący naszym krajem, wśród których są zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie, podjęli wraz z biskupami wspólną inicjatywę. Liban został poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusa i Matce Bożej. A odbyło się to w ten sposób, że kapłan trzymając monstrancję z Najświętszym Sakramentem, latał helikopterem nad całym krajem, błogosławiąc go i kropiąc wodą święconą. Równocześnie patriarcha maronicki przewodniczył uroczystej Mszy św. z udziałem m.in. pary prezydenckiej. Podczas niej podkreślał, jak ważny jest Bóg, Maryja i święci w utrzymaniu wolności wyznawania wiary w Libanie. Czujemy się więc dobrze chronieni, silni wiarą, mimo wszystkich pojawiających się problemów. Wierzymy, że jeśli przetrwamy, to tylko dzięki Maryi i świętym.

Cała rozmowa z O. Charbelem Beiroutchy, libańskim mnichem - TUTAJ.

Zbyszek

 
Deklaracja wiary PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 08 czerwca 2015 15:52

„Umieć cierpieć biedę” Kowalski jakoś potrafi. Uczył się tego przez całe życie. Wie też doskonale, jak działa zasada: „jak trwoga to do Boga”. Ale „obfitować”? Z tym gorzej. Chwałę przypisuje zazwyczaj sobie i zapomina o Tym, który jest Dawcą. Wiem, co mówię, przerobiłem to setki razy na własnej skórze.

Może dlatego tak doskonale pamiętam pełne ognia wyznanie wiary mistrza świata z 2002 roku Kaki (działa w międzynarodowej organizacji „Sportowcy dla Chrystusa” i często występuje w koszulce „I belong to Jesus”), poruszający gest wyciągniętych do modlitwy dłoni Davida Luiza, który modlił się nad Fernando Torresem czy wspólny szturm do nieba piłkarzy brazylijskich?

Cały artykuł Marcina Jakimowicza - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 14 czerwca 2015 23:02
 
Czego szukam w Piśmie Świętym? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 06 czerwca 2015 08:04

Jeśli nawet odzyskamy sens życia, zaangażujemy się w pomoc innym, przebaczymy wrogom, poprosimy o przebaczenie skrzywdzonych przez nasze postępowanie i niedbalstwo, spróbujemy być wolni i odmawiać współpracy ze złem, zaznamy rodzinnego szczęścia i powodzenia w życiu zawodowym, a także nauczymy się wykorzystywać nasze porażki, oddalając od siebie rozpacz i zniechęcenie — to jednak zawsze pozostanie w nas głód szczęścia większego — które objawia się w postanowieniu, że trzeba z naszym życiem coś zrobić.

„Większe szczęście” nie oznacza przy tym wcale pomnożenia dóbr, znajomości, ofiar, zwycięskich walk z naszym lenistwem i lękiem, raczej myślimy o intensywnej trwałości tego stanu, o czymś, co nie jest błogim wypoczynkiem, ale fascynującym i ciągle nowym, pogłębiającym się za każdym razem spotkaniem z poznającą mnie i dającą się poznać Miłością. Chcę być ogarnięty, przeniknięty jej światłem, pragnę oddać wszystkie moje myśli i pragnienia tej wszechogarniającej sile, której nie można z niczym porównać, a która promieniuje z Osoby. Osoby, o której wiem, że mnie kocha, która jest moim jedynym pragnieniem. Głód stałego szczęścia jest zawsze głodem Osoby.

o. Michał Zioło OCSO, cały artykuł TUTAJ

Marysia

Zmieniony: niedziela, 14 czerwca 2015 23:01
 
Trzy kroki ku czynnej miłości PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 05 czerwca 2015 22:53

Słowo „wyrzeczenie” należałoby rozumieć przede wszystkim jako wypowiedzenie tego, co jest najbliższe naszemu powołaniu i naszej duchowej tożsamości.

Caly artykuł TU.

Marysia

 
Być wiernym modlitwie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 30 maja 2015 23:23

Wierność polega na znalezieniu w sobie ufności w Bożą bliskość, niezależnie od tego, czy czujemy tę bliskość, czy nie. Nadal się modlimy, bez względu na to, czy następuje odpływ, czy przypływ. Wyzbywamy się swoich przywiązań i pozwalamy działać Bogu, który zna intencje naszego serca. I to wystarczy.

Kiedy się modlimy, przekraczamy pewną granicę, wchodząc w tajemnicę. Wchodzimy z otwartością i z pewnością, że nasze życie będzie stale nabierać odcieni Świętego. Aby tak się działo, potrzebujemy okresów ciszy, czasu w ciągu naszego dnia, gdy dajemy pierwszeństwo milczeniu i samotności.

Cały artykuł - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 06 czerwca 2015 12:37
 
Co znaczy kochać Jezusa PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 26 maja 2015 21:25

"Miłość ku Jezusowi Chrystusowi musi być osobista i zażyła. Miłość ta nie polega jednak na pobożnościowej uczuciowości ani na pustej ideologii, na religijnym nastroju. Nie ma być środkiem znieczulającym, przeciwbólowym, ani nawet czymś na kształt stosunków międzyludzkich, lecz ma być zgodą na wspólnotę losu, spojrzeniem na siebie w świetle konkretnego życia Jezusa, naśladowaniem Jego zawierzenia Bogu. Krótko mówiąc, doświadczeniem i ujmowaniem naszego życia jako tajemniczego, ale rzeczywistego uczestnictwa w Jego losie."

Karl Rahner, Co znaczy kochać Jezusa

 
Lęk - ulubione żerowisko Złego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 17 maja 2015 23:57

Najbardziej niebezpieczny dla chrześcijaństwa stan to powierzchowność. Prawdziwym duchowym tsunami dla naszej wiary, zbierającym najwięcej ofiar, jest letniość, przeciętność, nijakość. Człowiek myśli, że żyje z Bogiem, jest spokojny, zrelaksowany, zadowolony z siebie, a tak naprawdę żyje tam, gdzie Go nie ma.

Jak odkryć, że tkwimy w samozadowoleniu, że śpimy?

Po braku zmagań. Prawdziwej drodze do Boga zawsze towarzyszy zmaganie. I na tej drodze potrzebna jest nasza stałość; kiedy cierpimy i kiedy jest nam dobrze. Bóg nie jest zależny od naszych nastrojów. Kiedy daje nam jakąś łaskę, jakiś dar poznania, to wciąż działa pośród naszych nastrojów.

Cały wywiad z Ks. Krzysztofem Wonsem SDS - TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 24 maja 2015 02:32
 
Koroneczka PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 13 maja 2015 11:00

Pośród bogatych treści Dzienniczka Siostry Faustyny znalazło się także takie opowiadanie: „Zbudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, jakoby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczęłam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody; wtem usłyszałam te słowa: «Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie». Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa: «Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą Moją»”.

Ta krótka historia, opisana już bez mała pod koniec Dzienniczka, do złudzenia przypomina doświadczenie największych proroków Starego Testamentu. Oni to przecież – o czym zdarza się nam zapominać – zanim zostali przygotowani do wypełnienia swojej misji, musieli przejść szczególną drogę, aby dzięki własnemu doświadczeniu stali się wiarygodni, nabrali zaufania i przekonania, że Bóg ich prowadzi, a w końcu by nie dali się zniechęcić oporem, a nawet wrogością, jaka ich spotka, gdy zaczną realizować swe posłannictwo. 

Całość TUTAJ.

 
Wrzućcie kapcie głęboko pod łóżko PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 13 maja 2015 10:35

"Stawiajcie Boga na pierwszym miejscu we wszystkim co robicie!" Z tym apelem zwrócił się znany amerykański aktor, dwukrotny zdobywca Oskara, Denzel Washington w swoim przemówieniu podczas wręczenia mu doktoratu honoris causa New Orleans' Dillard University w USA.

Aktor wyznał: Wszystko co osiągnąłem to dzięki Bożej łasce. Jest to dar.

Przestrzegł studentów aby zbyt bardzo nie koncentrowali się na dobrach materialnych.

Washington opowiadał jak to 40 lat temu po uzyskaniu dyplomu wyższej uczelni zasiadł w salonie piękności prowadzonym przez jego matkę. Przyszła pewna kobieta i skierowała do niego prorocze słowa, że zjeździ cały świat i będzie przemawiał do milionów ludzi. - To proroctwo stało się prawdą - stwierdził Washington.

Zaznaczył, że zachował to co najważniejsze w życiu. - W moim życiu zachowałem Boga a to pozwoliło mi zachować pokorę. Nie zawsze trzymałem się Boga ale On trzymał się mnie zawsze mocno - powiedział aktor.

Dalej w swoim pełnym humoru przemówieniu Denzel Washington powiedział: - Proszę was abyście dzisiaj kładąc się spać, swoje pantofle wrzucili jak najgłębiej pod łóżko aby kiedy wstaniecie rano musieli je na kolanach spod niego wyciągać. A kiedy znajdziecie się takiej pozycji powiedźcie sobie: Dziękuję! Dziękuję za łaskę, za miłosierdzie, za zrozumienie, za mądrość, za rodziców, za miłość, za przyjaźń, za pokorę, pokój i dobrobyt.

Washington jest członkiem wspólnoty Kościoła zielonoświątkowego "Church of God in Christ“. Jako młody człowiek rozważał, czy nie zostać pastorem. Jego ojciec był kaznodzieją.

60-letni Denzel Washington jest dwukrotnym zdobywcą Oskara i oraz dwóch Złotych Globów.

Źródło: TUTAJ

 
Wywiad z Pawłem Królikowskim PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 30 kwietnia 2015 15:06

Paweł Królikowski to twórca programów telewizyjnych, aktor filmowy i teatralny. Największą popularność zdobył jako Kusy z serialu "Ranczo". Prywatnie - ojciec sześciorga dzieci.

Modlitwę uważam za coś osobistego, intymnego. Nie mam natury misjonarza. Wiem, że każdy katolik powołany jest do apostolstwa, ale ja nie będę nikogo ciągnął za rękę i pokazywał, w którą stronę ma iść. Dla mnie światło, które pochodzi od Pana Boga, jest tak wyraźne, że trudno go nie zauważyć. Jak ktoś tego nie widzi, to może został oślepiony. Może też zbyt wnikliwie się przygląda i dlatego tego nie dostrzega.

Życie jest kolorowe. Niektóre z tych kolorów mogą nam się podobać, inne nie, ale tylko w całości mają one sens. Człowiek nie może wybierać tylko tego, co lubi, bo to byłoby jak tory, których nikt nie łączy.

Cały wywiad Jolanty Marszałek z Pawłem Królikowskim - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 08 maja 2015 15:19
 
Wspólnota PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 17 kwietnia 2015 12:32

Wspólnota jest doświadczaniem różnorodności. Jest miejscem, które łączy przeciwności. Tworzą ją osoby, które różnią się charakterem, pochodzeniem, zdolnościami, poglądami, pragnieniami czy potrzebami. Takie zróżnicowanie, choć jest bogactwem, może prowadzić do agresji, niezdrowego współzawodnictwa, zranień.

Św. Łukasz, charakteryzując starożytne wspólnoty chrześcijańskie, napisał: Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących (Dz 4, 32). Jedność ducha i serc pierwszej gminy polegała na zogniskowaniu wokół Jezusa Zmartwychwstałego oraz wspólnego celu: głoszenia z miłością Dobrej Nowiny. Nie oznaczała jednak jednorodności.

Cały tekst Stanisława Biela SJ - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 17 kwietnia 2015 20:17
 
Asceza wg Abba Antoniego PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 15 kwietnia 2015 14:38

Antoni Wielki (zm. 356 r.), którego tradycja uważa za pierwszego mnicha i mistrza ascezy, przekazuje nam na temat wyrzeczeń uwagę może cokolwiek zaskakującą. Czytamy:

Abba Antoni powiedział też, że są ludzie, którzy wyniszczyli ascezą swoje ciało, ale ponieważ zabrakło im roztropności, oddalili się od Boga.

Asceza nie ma w polszczyźnie wydźwięku, który wzbudza entuzjazm, kojarzy się raczej ze smętnymi mnichami i mniszkami, okrywającymi swe wychudłe ciała w brudne łachmany. Tymczasem słowo greckie "askesis" oznacza po prostu ćwiczenie się w czymś, np. w czytaniu czy w sporcie. Dla chrześcijan antyku askesis oznaczało przede wszystkim ćwiczenie się w cnocie. Antoni zatem mówiąc o ascezie, nie ma na myśli jedynie postu, ale raczej cały wachlarz praktyk, które mają pomóc usunąć wady i dać większą siłę wzrastającym cnotom. Praktykami ascetycznymi, o których mówią Ojcowie, są czytanie, recytacja psalmów i modlitw, post, jałmużna, okazywanie łagodności i miłosierdzia, czuwanie nocne, praca. Jak zatem widzimy niewiele ma to wspólnego ze smutkiem i udręczeniem złego ciała. Fundamentem tych ćwiczeń jest wytrwałość, ponieważ, jak podkreślają Ojcowie, korzyść przynosi tylko to, co jest praktykowane długo i wytrwale, a co jest praktykowane krótko i w sposób niedbały przynosi jedynie szkodę.

Stąd właśnie uwaga Antoniego: nie chodzi o poszczenie dla poszczenia, o pozbawienie się snu i modlitwę w nocy dla niej samej. Człowiek ascezy musi wiedzieć, co chce osiągnąć i tak miarkować swój wysiłek, aby go doprowadził do celu, którym jest ukochanie Boga i bliźniego. Stąd konieczność roztropności, owej matki wszystkich cnót. Pomyślmy: czy nasza pobożność, nasza asceza, kieruje nas ku większemu szacunkowi wobec Boga i drugiego człowieka?

Źródło: TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: środa, 22 kwietnia 2015 16:14
 
Miłosierdzie jest miłością, która kocha jeszcze raz PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 11 kwietnia 2015 23:54

Miłosierdzie jest miłością, która kocha jeszcze raz! Tomasz zwątpił. Jego wątpienie otarło się o rezygnację z oczekiwania na miłość, która objawiła się jeszcze raz. Zwątpienie leży po drugiej stronie miłosierdzia, jak cień jest zawsze naprzeciwko światła. Żaden grzech nie potrafi tak zdewastować duszy ludzkiej jak zwątpienie. Poza nim jest już tylko rozpacz.

Jezus wrócił po ośmiu dniach, gdy uczniowie byli razem wewnątrz domu. Zaznaczono, że zbierali się wewnątrz, bo byli to ludzie żyjący wewnętrznie, głęboko, duchowo. Jezus wrócił do wspólnoty, która ciągle się zbierała i oczekiwała. Wrócił jak miłość miłosierna, która jeszcze raz chce kochać przez przebaczenie. Możliwe, że po uzdolnieniu uczniów we władzę przebaczania grzechów Jezus sam zademonstrował na Tomaszu, w jaki sposób ma się dokonywać przebaczenie: wpuszczać do wnętrza serca, choćby przez rany; ponownie dawać szansę; wierzyć w wątpiących; wyciągać ręce do tych, którzy je zranili gwoźdźmi; przekraczać drzwi zamknięte; ryzykować nawet złamanie serca, przygwożdżenie, przebicie, byleby tylko pozyskać wszystkich wątpiących Tomaszów.
 
Miłosierdzie jest dostępne najbardziej dla tych, którzy sami go nie odmawiają swym krzywdzicielom. Sąd nieubłagany natomiast jest dla tych, którzy innym nie czynią miłosierdzia. Łacińskie tłumaczenie Biblii (Wulgata) nazwało rany Jezusa Signa Clavoirum – znaki gwoździ. W języku wojskowym signa oznacza chorągiew, a nawet komendę wojskową nakazującą wyruszenie na bitwę. Być może to nieprzypadkowe skojarzenie, gdyż prawdziwa wojna toczy się w człowieku, pomiędzy zwątpieniem a wiarą w miłosierdzie Boga.
 
Jezus wolał być skrzywdzony, niż osądzić krzywdzicieli i tych, którzy Go opuścili i zwątpili. Zależy Bogu na nas wszystkich i jest wierny swej miłości. Niedowiarstwo Tomasza, przeniknęło nie mniej głęboko do serca Jezusa niż włócznia. Gotowy był jednak jeszcze raz odsłonić bok i poczuć się dotkniętym do żywego, byleby tylko Tomasz nie pozostał niedowiarkiem.
 
Jezus, ukazując się uczniom z ranami, utożsamił się ze wszystkimi napiętnowanymi przez społeczeństwo. Niewolnicy byli napiętnowani na czole lub nosili obrożę na szyi. Dzwonki dla trędowatych, żółta łata lub gwiazda na ubraniu dla Żydów, numery identyfikacyjne dla więźniów obozów koncentracyjnych, wilcze bilety dla „nielewomyślnych” w czasach komunizmu, żółte włosy dla prostytutek. Ludzie są stygmatyzowani do dziś i do dziś stygmaty Jezusa są dla nich jedyną szansą na odzyskanie godności. W żadnej religii jednak żaden bóg czy prorok nie jawił się swoim wyznawcom jako naznaczony czy napiętnowany, oprócz Jezusa Chrystusa. Wszyscy odtrąceni, piegowaci, o rudych włosach, niezgrabni, brzydcy, rozwiedzeni, pominięci, sieroty, alkoholicy, narkomani wbijający jak gwoździe igły w swe ręce i nogi, bezdomni, śmierdzący, zgwałceni, znieważeni pobiciem, przestępcy, bezskutecznie szukający kogoś, kto by im zaufał i dał jakąś pracę, beznadziejni nieudacznicy, zniewoleni, okaleczeni fizycznie i moralnie mogą w naznaczonym ranami Chrystusie zobaczyć swój obraz.
 
 
To było jak taniec PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 08 kwietnia 2015 20:59

To, co zrobiła o poranku Zmartwychwstania Maria Magdalena, zachwyca mnie. Św. Jan pisze, że gdy przyszła do grobu i nie znalazła Jezusa, zdumiona i przerażona poszła do apostołów, by powiedzieć, że Ciało Pana zniknęło. Usłyszawszy to Piotr i Jan przyszli do miejsca pochowania Pana i przekonali się, że Maria miała rację - odkryli, że grób opustoszał. Apostołowie nie wiedzieli, jak to wytłumaczyć. Długo patrzyli i zastanawiali się. Św. Jan pisze, że ukochany uczeń nawet uwierzył. Jednak ani Jan, ani Piotr nie czekali przy grobie. Odeszli do siebie (zob. J 20,1-10). Co zrobiła Maria z Magdali? Nie odeszła od grobu, ale czekała pogrążona w wielkim smutku [stała przed grobem płacząc]. Cierpliwe trwanie i nadzieja na spotkanie z Panem opłaciły się. Maria z Magdali dzięki otwartym oczom i uszom odkryła, że Pan żyje! Ewangelista pisze, najpierw odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus... Następnie usłyszała Słowo - Jezus rzekł do niej: Mario! I znów się odwróciła (w przekładzie Biblii Tysiąclecia czytamy: obróciwszy się). Ileż tu było ruchu... Jakiż dynamizm... Zatem Maria Magdalena nie tylko stała i płakała. Rozglądała się i wytężała słuch. Ale mnie urzeka zwłaszcza to odwracanie i obracanie się. To było jak taniec. Myślę jednak, że w Marii nie (tylko) ciało było w ruchu. To serce kobiety zwracało się w stronę Jezusa i wyglądało (wypatrywało) Pana. Miłujące i tęskniące za Jezusem serce sprawiło, że Maria Magdalena z wielkim napięciem słuchała... I usłyszała! Wystarczyło jedno Słowo: Mario!, by rozpoznała w ogrodniku Pana i Przyjaciela! Jedno SŁOWO, które wyszło z serca i ust Jezusa, zabrzmiało jak najpiękniejsza muzyka...

http://zuchbozy.blogspot.com

Marysia

Zmieniony: środa, 08 kwietnia 2015 21:03
 
Radość zmartwychwstania PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 07 kwietnia 2015 15:29

Takie rzeczy podczas świętowania Wielkanocy dzieją się pewnie w życiu 90% chrześcijan. Przygotowania, wyjazdy, dopinanie spraw, spotkania rodzinne, itd. To wszystko tworzy niebezpieczną mieszankę, która wybucha w szczytowym momencie podczas wielkanocnego kazania, gdy ksiądz z uśmiechem mówi nam, że "mamy się radować". Kolejna z zagadek chrześcijaństwa. W tym momencie przychodzą mi do głowy trzy wyjścia:

- Radość udawana. Kurczaczki, piosenki, sztuczne uśmiechy i wmawianie sobie, że jest dobrze. To może być też chrześcijańska radość udawana, w której nie dopuszczam do siebie myśli, że jest coś nie tak i udaję, że cieszę się ze Zmartwychwstania. To straszne doświadczenie. Z reguły kończy się na dwa sposoby. Albo coś w którymś momencie pęknie i cały czar wielkanocny pryska, albo, co gorsza, nic nie pęknie i będziemy nosić w sercu stłumione rozczarowanie Bogiem, które systematycznie będzie osłabiać naszą wiarę.

- Radość opisywana na kazaniach, która jest możliwa właściwie tylko w życiu ludzi, którzy żyją bez zbytnich trosk. Wtedy można przez cały okres wielkanocny rozpływać się na modlitwie, słuchając rekolekcji na youtubie i wzruszającej wielkanocnej muzyki.

- Bez radości. To taki stan, w którym nie wierzymy zbytnio w to wszystko, co świętujemy. Jesteśmy sceptyczni, zimni i racjonalni.

Czym jest radość zmartwychwstania wg Wojciecha Werhuna SJ - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 07 kwietnia 2015 19:29
 
Święta Teresa z Ávila - jedna z największych kobiet Kościoła PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 07 kwietnia 2015 14:33

Ewa Czaczkowska: Święta Teresa z Ávila, mistyczka, reformatorka zakonu karmelitów, doktor Kościoła, była jedną z największych kobiet Kościoła. Czego od tej świętej, urodzonej 500 lat temu, mogą się uczyć współczesne kobiety?

S. Lidia Wrona: Istota bytu kobiety nie ulega zmianie, tzn. zarówno w XVI, jak i w XXI wieku pozostaje taka sama, więc spotkanie z Teresą może wnieść dużo światła w życie każdej kobiety. Mam na myśli zarówno jej świat wewnętrzny, jak i ten, który ją otacza. Teresa miała oczy i uszy szeroko otwarte na otaczającą ją rzeczywistość, przyglądała się zmianom, a równocześnie pozostawała w ciągłym kontakcie z samą sobą. Jej kobieca psychika była mocno naznaczona pewną stałą. Żyła w niej ogromna potrzeba poznania i rozumienia samej siebie.

„Poznanie samych siebie jest jak chleb, bez którego niepodobna żyć” – to jedna z najważniejszych nauk św. Teresy, nad wyraz aktualnych.

We wszystkich dziełach Teresy spotkamy się z jej wnikliwą autoanalizą. Jest świadoma swojego bogactwa i ubóstwa, i lepiej od niejednego psychoanalityka demaskuje własną podświadomość. Pokora, czyli prawda, była dla niej jedną z podstawowych wartości. Kiedyś miała powiedzieć: „Za tępą się nie uważam, piękno dla oka już jest, świętą zaś chciałabym być”.

Cały wywiad Ewy Czaczkowskiej z s. Lidią Wroną, karmelitanką misjonarką - TUTAJ.

Zbyszek

 
O zranieniach PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 19 marca 2015 15:10

Jedno jest pewne, to mnie zaskoczyło, usłyszałem kiedyś takie piękne zdanie, które mi bardzo pomogło. Mianowicie, Jezus Chrystus kiedy uzdrawia ciebie ze zranienia, to miłość, którą doświadczasz po zranieniu jest większa i piękniejsza niż gdybyś tego zranienia nie miał(a). Taką moc uzdrawiająca ma miłość Jezusa Chrystusa. Najpiękniejsze jest to, że po zmartwychwstaniu wszyscy ludzie będą piękniejsi niż Adam i Ewa. Będzie w nas jeszcze więcej piękna i dobra. Taką moc ma odkupieńcza miłość Jezusa Chrystusa. Trzy cudowne dni, które odkupiły nas, zbawiły nasze ciało i dusze. To jest wielka tajemnica: będziesz piękniejszy niż gdybyś nie przeszedł przez to piekło.

(...) Dlaczego nie możesz zgodzić się na swoje życie? Bo jest w twoim życiu za mało modlitwy. Za mało jest modlitwy pomiędzy tobą a Jezusem, nic więcej. Masz problem ze swoim mężem? Potrzeba tak mało albo tylko jednego. Jesteś zraniony przez swojego ojca? Potrzeba tak mało albo tylko jednego. Jesteś pełen lęku, niepokoju? Potrzeba tak mało albo tylko jednego. Wierzcie mi bracia, że ogromną moc ma modlitwa w ciszy, adoracja, trwanie przed Panem. Po co? Jeśli zechce, to ci objawi. Trwasz i nie prosisz Go, nie wyliczasz Mu w tym momencie litanii twoich potrzeb. Musi być taki czas w twoim życiu, w którym patrzysz i siedzisz, i słuchasz. Jeśli Go zagadasz, to nic ci Bóg nie powie. Tu potrzeba milczenia.

(...) Zranienie czy odrzucenie, czy samotność, czy choroba też jest łaską. Bo Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim. W każdej sekundzie dostajesz najpiękniejszą rzecz na świecie – Jego łaskę. W tej łasce jest wszystko ukryte. Ci, którzy mają Ducha Bożego żyją w ciągłym uwielbieniu, ich życie staje się piękne, pełne pokoju bo nie boją się śmierci, upokorzenia, samotności. Bo widzą w tym Boga, nie tylko doświadczają w tym Pana Boga. Prośmy zatem Go aby pozwalał doświadczać nam Jego miłości.

Cały tekst o. Maksymiliana OSPPE TUTAJ

Maria

 

Zmieniony: czwartek, 19 marca 2015 15:33
 
O zmianie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 18 marca 2015 21:34

Na początku zadajmy sobie pytanie: Czy możemy się zmieniać? To prawda, że wielu ludzi ma na ten temat pesymistyczny pogląd. Często są oni przeciwni zmianom z powodu własnych braków, boją się ich, ponieważ wymagają aktywnego procesu uczenia się. Istotne jest jest to, czy wierzymy, że możemy się zmieniać. Co my osobiście na ten temat myślimy i co czujemy?

Jedyną osobą, którą możemy zmieniać, jesteśmy my sami. Pewnie już nie raz słyszeliście o tej prawdzie, ale warto ją sobie przypominać: jedyną osobą, którą mam zmieniać, jestem ja sama, ja sam. Mam zmienić to, co da się zmienić i zaakceptować to, czego zmienić się nie da. Oby Pan Bóg dał nam odróżnić jedno od drugiego.

Na codzień prezentujemy w tym względzie postawę wręcz przeciwną. Mówimy do osób, z którymi żyjemy: "Zmień się, zrób coś, bo mnie denerwujesz". Oczekujemy, aby druga osoba się zmieniła. Pamiętajmy, że jedyną osobą, którą mamy zmieniać, jesteśmy my sami. Kiedy podejmiemy proces zmian, zaczną się zmiany również w relacjach z tymi osobami.

Kiedy osoby rozpoczynają pracę nad zdrowieniem, nierzadko pojawiają się u nich wątpliwości: "Ja się staram, zmieniam.... a on, ona? Czy to w ogóle ma sens?". Te wątpliwości są sygnałem niezbyt silnej motywacji do zmian. Nasza dojrzałość wiąże się z uniezależnieniem od ocen, a jednocześnie z poszanowaniem wolności drugiego człowieka. Drugi człowiek jest wolny, choć trudno nam to uznać. Możemy decydować o sobie i podjąć decyzję odnośnie do siebie: tak, chcę się zmieniać, chcę zdrowieć.

W. Stefan: "Uzdrawianie relacji"

Marysia

 
Muzyka PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 13 marca 2015 15:43

W każdym z nas wytworzyła je niepowtarzalna droga, jaką każdy przebył do momentu sięgania nie tak dawno po płytę, następnie mp3, a obecnie do elektronicznej chmury. Tę muzykę wnętrza, którą każdy w sobie ma, obrazuje częściowo używana do słuchania muzyka. Na marginesie dodam, że rzadko możemy spotkać kogoś, kto nie lubi słuchać jakiejś muzyki. Może mieć tę potrzebę niesprecyzowaną albo zupełnie nieuświadomioną. Ale instynktownie muzyka, którą lubi słuchać, opisuje jednocześnie jego wewnętrzną muzykę.

Podobnie z modlitwą. A może nawet jest to następny krok? Bo modlitwa ma swoją muzykę. Nie chodzi tu tylko o klimat, który muzyka wytwarza w czasie liturgii albo w czasie dłuższych medytacji czy rozmyślań, ale modlitwa ma wewnątrz siebie swoją muzykę.

Cały artykuł - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 17 marca 2015 22:22
 
Pismo na biurku PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 09 marca 2015 11:17

Życie duchowe zaczyna się od porządku na biurku – powiedział mi kiedyś poeta Radosław Wiśniewski. Nic wtedy nie odpowiedziałem, ale wiedziałem, że trafił mnie. Słowa poety pracowały we mnie, dojrzewały, nabierały właściwego im znaczenia. Ja sam musiałem do nich dojrzeć. Potrzebowałem czasu? Nie, potrzebowałem porządku na biurku.

Cały artykuł Piotra Cieleckiego - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: sobota, 14 marca 2015 23:32
 
Abba Antoni stawia trudne pytania Panu Bogu PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 01 marca 2015 01:34

Święty Antoni Wielki (zm. 356 r.), ojciec mnichów, nie bał się stawiać Bogu trudnych pytań.

Abba Antoni, kiedy raz rozmyślał o głębokości sądów Bożych, zapytał: "Panie, dlaczego to jedni umierają we wczesnej młodości, a inni dożywają późnej starości? Dlaczego jedni są w nędzy, a inni się bogacą? Dlaczego bogacą się źli, a dobrzy są w nędzy?" I usłyszał głos mówiący: "Antoni, pilnuj siebie samego: bo tamto wszystko to sądy Boże, i zrozumienie ich nie wyszłoby ci na dobre".

Pytania Antoniego są bardzo biblijne. Podobnie pytał Hiob; takie same słowa odszukać możemy w wielu psalmach. Antoni, mimo swej zażyłości z Bogiem, nie uzyskuje jednak odpowiedzi na te ciekawe pytania. Zostaje za to pouczony w dwóch innych, równie ważnych kwestiach.

Po pierwsze zostaje poskromiona jego ciekawość względem życia innych ludzi. Z pytań, które Antoni stawiał rodzą się plotki i obmawianie bliźnich. Arbitralne ocenianie moralnych postaw ludzkich rzadko prowadzi ku czemuś dobremu. Nie my jesteśmy, na szczęście, sędziami naszych braci i naszych sióstr. Jest nim Bóg. W tym napomnieniu nie chodzi o zachętę do obojętności wobec zła - raczej o nieosądzanie bliźnich.

Po drugie uwaga Antoniego zostaje skierowana na coś, co zostaje określone jako "sądy Boże". Chodzi tutaj o Opatrzność, czyli pełną roztropnej miłości opiekę Boga nad światem. Nauka o Opatrzności była w czasach Antoniego znana nie tylko chrześcijanom, ale także wielu pogan, zwłaszcza tych, którzy odebrali wykształcenie filozoficzne, przywiązywało do niej dużą wagę. W tym napomnieniu skierowanym do naszego bohatera pobrzmiewa także nauka o szacunku wobec Boga Żywego.

Apoftegmat zachęca także nas: nie szperajcie w życiu innych ludzi i nie frustrujcie się ich błyskotliwą karierą albo urojonymi grzechami. Każdy człowiek jest ostatecznie w ręku Boga. A wiemy, że są to ręce miłosiernego Ojca. Niech On nas wszystkich ma w opiece!

Źródło - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 08 marca 2015 22:38
 
Tylko uwielbienie... PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
niedziela, 01 marca 2015 00:57

Nie ma innej drogi wyjścia z każdej Twojej wewnętrznej niewoli - czegoś, co determinuje twoje myślenie, działanie, słowa - jak tylko uwielbienie Boga. Ilekroć wewnętrznie czujesz się zmęczony, znużony, "niewolny", wznieś pieśń uwielbienia. Uwielbiaj w więzieniu niewiary, niezadowolenia, lęku przed oceną, perfekcjonizmu, kompleksów i innych trudności wewnętrznych. Gdy coś, czego nie chcesz, wpływa na Twoje życie, Twoje relacje, Twoją postawę, wyrzeknij się tego, a potem rozpocznij uwielbienie.

Seminarium Uzdrowienia Wewnętrznego. Podręcznik formacyjny.
Red. Krzysztof Kralka SAC, Michał Zborowski

Zmieniony: niedziela, 08 marca 2015 22:38
 
Smutek w nauce Ewagriusza z Pontu PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 24 lutego 2015 21:32

Rozpatrując smutek jako moralną wadę, możemy stwierdzić, że powstaje on na skutek wadliwego korzystania z siły woli i światła rozumu. Ponieważ nasza wola i rozum ulegają często zachwianiu, ich właściwe użycie jest niemożliwe bez wsparcia łaski. Smutek jest wynikiem pewnego zaniechania w użytkowaniu władzy wolitywnej i rozumowej, uzupełnionej mocą i światłem Bożym. W związku z tym przyczyna smutku leży w pewnym zwątpieniu zarówno we własne siły, jak i w pomoc Bożą. Na przykład w kontekście demonicznych pokus jego przyczyną będzie przekonanie, że Bóg nie interesuje się naszymi utrapieniami, nie wysłuchuje naszych modlitw, że nas opuścił i nie posyła nam do pomocy swoich aniołów.

Cały artykuł - TUTAJ. Lektura niekrótka i nielekka, ale warta czasu i wysiłku.

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 01 marca 2015 01:06
 
Znów o modlitwie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 24 lutego 2015 21:04

Jeżeli niekiedy modlimy się mało, niedbale, to może nie dlatego że nie pragniemy modlitwy, ale raczej dlatego, że jesteśmy mało wytrwali w modlitewnych zmaganiach. Zbyt łatwo zniechęcamy się trudnościami, rozproszeniami, grzechami, zmęczeniem. Z tego, co może stawać się miejscem naszej modlitwy (ludzka kruchość i słabość) oraz ważnym tematem rozmowy z Bogiem (potrzeba Bożej łaski i miłosierdzia), sami czynimy przeszkodę. Mamy się modlić nie dlatego, że jesteśmy pełni harmonii, pokoju i radości, ale właśnie dlatego że jesteśmy rozproszeni, smutni, grzeszni, rozbici.

Artykuł O. Józefa Augustyna SJ - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 01 marca 2015 01:06
 
Jak spotkać tego, kto kocha? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 24 lutego 2015 19:07

Większość ludzi zgodzi się chyba z tym, że miłość to postawa, a nie popęd, seks, hormony, uczucie, zakochanie, tolerancja, akceptacja czy naiwność. Miłość to postawa troski o drugą osobę i o jej rozwój aż do świętości.

Jednak to, że w miarę precyzyjnie opiszemy miłość, nie znaczy, że będziemy już w stanie kochać drugą osobę, gdyż to nie miłość kocha, lecz człowiek - z jego silnymi i niedojrzałymi aspektami. Jeżeli dwoje ludzi bierze ślub, to nie jest tak, że on mówi: Biorę Ciebie za żonę, a moja miłość ślubuje Ci, że będzie Cię kochać. Nie! To JA Ci ślubuję, że będę Cię kochał. Jeżeli rozczaruję Ciebie moją postawą, to nie moja miłość Cię rozczaruje, lecz to JA rozczaruję Ciebie. A jeżeli będę kochał Ciebie coraz bardziej i coraz mądrzej, to nie jakaś tajemnicza miłość Cię zachwyci, tylko JA Cię zachwycę.

Żeby móc pokochać kogoś, nie wystarczy więc wiedzieć, na czym polega miłość i co stanowi jej istotę. Trzeba stać się dojrzałym, mądrym, wiernym, odpowiedzialnym człowiekiem, zdolnym do panowania nad sobą, wytrwałości i dyscypliny. Trzeba wymagać od siebie takiej mądrości, takiej siły woli, takiej stanowczości, a jednocześnie takiej czułości, żeby mieć szansę na to, by kochać naprawdę: zawsze i za każdą cenę, w dobrej i złej doli.

Cały wywiad z ks. Markiem Dziewieckim - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: niedziela, 01 marca 2015 01:06
 
Program na Wielki Post PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 20 lutego 2015 12:33

Poniżej mamy zapis rozmowy dwóch wybitnych Ojców Pustyni: Antoniego Wielkiego (zm. 356 r.) i Pambo (zm. ok. 370 r.).

Abba Pambo pytał abba Antoniego: "Co mam robić?" Starzec mu odpowiedział: "Nie ufaj własnej sprawiedliwości, nie troszcz się o to, co minęło, a powściągnij swój język i brzuch".

Fundamentem, na którym Antoni każe budować Pambo jest pokora. Niezbyt modne to słowo, kojarzące się z kimś, kto jest nieporadnym życiowo fajtłapą, okazuje się stawiać wysokie wymagania. Pokora to nazywanie spraw po imieniu, odwaga, aby stanąć w prawdzie o sobie, świecie i innych. Człowiek, który znajduje w sobie moc pokory, musi mieć oparcie silne i pewne - jest to Bóg i Jego sprawiedliwość. W istocie: jeśli nie swojej sprawiedliwości Pambo ma ufać, to czyjej? Sprawiedliwości Boga, który usprawiedliwia wszystkich przez Mękę i Zmartwychwstanie swego Syna. Wobec takiej potęgi nasze małe zamki wznoszone bez Boga niewiele znaczą. Jeśli ktoś jednak oprze się na Bożej sprawiedliwości, odda jej swoje życie, dawne grzechy, to nic dziwnego, że przestaje się martwić swoimi dawnymi klęskami. Z Bogiem wszystko zaczyna się na nowo. Nie chodzi tutaj tylko o moje dzieje. Gra toczy się o przebaczenie bliźnim - nieustanne powracanie do dawnych krzywd, których zaznaliśmy, nie prowadzi do niczego dobrego. Jedynie w Bogu odnaleźć możemy pokój i przebaczenie. Konsekwencją tego kroku staje się coraz głębsze milczenie - nie chodzi jedynie o zamilknięcie naszego języka. Cisza wchodzi do naszego wnętrza - już nie rozpamiętujemy tego, co nas zraniło.

Umocnieniem tak podjętego życia jest post. W dawnej tradycji łączył się jałmużną. Chodziło w nim nie tylko o powstrzymanie się od tego, co zbyteczne, ale także dzielenie się tym, co udało nam się w ten sposób oszczędzić.

Te krótkie rady Antoniego dla Pambo są jak program na Wielki Post. Czy jest to dla nas wyzwanie? Tak. Ale i wielka nadzieja na nowe życie z Bogiem i bliźnimi.

Źródło - TUTAJ

 
Odważne głoszenie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 17 lutego 2015 14:22

Bóg odpowiada na słowo, które głosisz. Przekonałem się o tym wielokrotnie. Jeśli opowiadasz o Bogu skrojonym na ludzką miarę, zredukowanym do twoich wyobrażeń i przefiltrowanym przez twe duszpasterskie niepowodzenia i wątpliwości, wiążesz Mu ręce. On potwierdza znakami i cudami odważne głoszenie. (...)

Jeśli ksiądz (słyszałem takie kazania!) przez całą homilię tłumaczy, że dziś Duch Święty zstępuje inaczej niż przed dwoma tysiącami lat, a jego pojawieniu się nie towarzyszą znaki i cuda, w jaki sposób Bóg ma potwierdzić to słowo? Nic się nie dzieje. Jak w polskim filmie.

Cały artykuł Marcina Jakimowicza - TUTAJ.

Zbyszek

 
Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się Bogu? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 17 lutego 2015 14:05

Ktoś pytał abba Antoniego: "Czego powinienem przestrzegać, aby podobać się Bogu?" Starzec mu odpowiedział: "Przestrzegaj tych moich nakazów: dokądkolwiek pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami; cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na Piśmie Świętym; a gdziekolwiek raz już zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo. Tych trzech rzeczy przestrzegaj, a będziesz zbawiony".

Ten apoftegmat mówi po prostu o tym, że zanim usłyszymy mądrą naukę, wpierw musimy wiedzieć, czego chcemy od życia. Można słuchać wspaniałych nauk duchowych, ale jeśli człowiek nie wie, po co są one mu potrzebne, na nic się one nie zdadzą. Zanim Antoni wypowiada swoją naukę, najpierw jest pytanie ucznia. Zanim pojawi się pytanie, musi pojawić się pragnienie. W tym wypadku uczeń pragnie podobać się Bogu - zapewne po to, aby dojść do zjednoczenia z Nim. Rady Antoniego zawierają pewien program duchowy.

Pierwszy krok: "Dokądkolwiek pójdziesz, zawsze miej Boga przed oczami".

Chodzi tutaj o pamięć o Bogu w każdej sytuacji życia, o liczenie się z Jego przykazaniami, z Jego miłością. Ten krok jednak, fundamentalny krok pierwszego przykazania miłości, zmierza w kierunku modlitwy nieustannej, czyli zjednoczenia z Bogiem i powrotu do jedności ze Stwórcą.

Drugi krok: "Cokolwiek robisz czy mówisz, opieraj to na Piśmie Świętym".

Drugi krok, tak typowy dla mnichów wszystkich czasów, wskazuje na umiłowanie Bożego Słowa. Myliłby się jednak ten, kto widziałby tutaj luterańskie sola Scriptura! Oprzeć się na Piśmie Świętym dla Ojców oznacza ortodoksję i wierność nauce Kościoła głoszoną przez cztery sobory. Ten zapał w pilnowaniu własnej prawowierności jest może z tych trzech elementów dla nas dzisiaj najtrudniejszy w realizacji, ale może dlatego warto szczególnie o niego zadbać.

Trzeci krok: "Gdziekolwiek raz zamieszkasz, nie odchodź stamtąd łatwo".

Antoni zna cenę wysoką cenę wytrwałości. Bo tu nie chodzi tylko o stałe zameldowanie, ale o cierpliwą wytrwałość w powierzonych zadaniach i powziętych postanowieniach. W istocie bowiem mieszkamy w naszym życiu jak w domu i ciągle zmieniając mieszkania lub meble, nigdy nie zaznamy spokoju.

Nie bez przyczyny mowa o krokach. Przygoda zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wyruszymy w drogę - wówczas niezrozumiałe może wcześniej słowa, zajaśnieją blaskiem Bożej mądrości. Sama spekulacja nie przybliży nas do poznania. Trzeba zacząć iść ku Bogu całym swoim życiem.

Źródło: TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 20 lutego 2015 12:43
 
Walentynkowa samotność? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 14 lutego 2015 12:34

Otóż nie ma większego znaczenia, czy ktoś dzisiejszy wieczór spędzi samiuteńki, czy z najbliższą osobą, przy nastrojowych świecach, inspirującej  woni i romantycznej muzyce. Zakochanie w swej najgłębszej warstwie wcale nie łączy się z obecnością drugiego człowieka, ale z faktem samotnego istnienia w świecie ludzi. Zakochać się, to powiedzieć swym sercem: „Zgadzam się na moje istnienie”. Żadne argumenty nie są potrzebne. Po prostu, skoro istnieję, to już niech tak będzie.

Nie oznacza to oczywiście egoistycznego zakochania się w sobie. Wręcz przeciwnie, jest to altruistyczne pokochanie otrzymanego istnienia i Jego Dawcy. Ufnie przyjmuję dar ze strony Samoistnego Istnienia, którym jest Bóg. „Istnieję, bo Ty istniejesz!”. Wielką pomocą w przyjęciu swego istnienia jest inne ludzkie istnienie. Zwłaszcza kobieta może pomóc istnieć mężczyźnie, a mężczyzna kobiecie.  

Wspaniale, jeśli dzisiejszy „Dzień św. Walentego” będzie dla wielu par okazją do głębszego doświadczenia prawdy: „Skoro Ty jesteś, to chcę istnieć. Chcę, abyś był”. Ale to tylko  jedna z opcji przeżywania.
W zakochaniu najważniejsze jest przyjęcie istnienia. Dlatego, także w fizycznej samotności, a nawet jeszcze bardziej, można odświeżyć stan serca: „kocham istnienie”.  
 
Erem Maryi "Brama Nieba" - cały artykuł tutaj.
 
Marysia
 
Czy pokusy są potrzebne do zbawienia PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 13 lutego 2015 14:38

Antoni Wielki (zm. 356 r.) jest znany ze swych dramatycznych potyczek z diabłem. Mało kto doświadczył w podobnym stopniu napaści ze strony złego ducha. Nic więc dziwnego, że jest wielkim specjalistą w kwestii pokusy.

To poniższe zdanie (nawet jeśli zaczerpnięte z apokryfu i potem powtarzane przez innych autorów jak Kasjan czy Ewagriusz) zdaje się zawierać specjalną mądrość.

Abba Antoni powiedział: "Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego nie wypróbowany. Zabierz pokusy - rzecze - a nikt nie będzie zbawiony".

No właśnie - czy przyszłoby nam do głowy popatrzeć na pokusę pozytywnie? Antoni widzi w walce z nią jeden z warunków zbawienia. Czym jest pokusa? Dla Antoniego to przede wszystkim synonim próby. To pytanie o to, co dla nas jest najważniejsze; wreszcie to stary problem z pierwszym przykazaniem i prymatem Boga w naszym życiu. Mierząc się z życiem, często dopiero z czasem odkrywamy, że zetknęliśmy się z pokusą. O czym mówi nam ona mówi? Pokazuje nam, co dla nas jest ważne. Przyglądając się uważnie pokusie, lepiej poznajemy samych siebie. I możemy dostrzec lepiej jak wiele jeszcze dzieli nas od Boga.

Źródło: TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 17 lutego 2015 14:10
 
I jeszcze o modlitwie PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 12 lutego 2015 23:06

Chodzi o to, aby nie przystępować do modlitwy jak do jakiejś innej rzeczy, którą mamy zrobić w ciągu dnia; w tym krótkim zatrzymaniu się na progu modlitwy zdajemy sobie sprawę z wielkości Tego, do którego przychodzimy. Uświadamiamy sobie, że idziemy na spotkanie z Osobą – Panem Wszechświata, który żyje! Uświadamiamy sobie, że nie jest On ani jakimś martwym przedmiotem, ani „kolegą”, ani też moim lustrem! Jest On Inny, jest Panem! Jest Bogiem, – Ojcem –Synem –Duchem. Jest także moim Przyjacielem… On zawsze jako pierwszy „patrzy na mnie”, a ja spotykam się z Jego spojrzeniem. Staram się zatem zebrać w jedno całe moje jestestwo i skoncentrować się właśnie na Nim, na Bogu.

Cały wpis na blogu Krzysztofa Osucha SJ - TUTAJ

Zbyszek

 
Wywiad z Radosławem Pazurą PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
środa, 11 lutego 2015 13:35

Stan Pana zdrowia był już krytyczny, ale nagle nastąpiła zmiana…

Kiedy Dorota dostała informację od pani doktor, że stan jest bardzo krytyczny i trzeba poinformować najbliższą rodzinę, bo nie wiadomo czy przeżyję, zamknęła się w pomieszczeniu, w którym przez prawie trzy godziny przeprowadziła najprawdopodobniej najprawdziwszą modlitwę swojego życia. Przypomniała sobie, że jest osobą wierzącą, wypowiedziała na głos to wszystko co było w naszym życiu - złego i dobrego. Była rozpacz, lament, bluźnierstwa, obietnice, pretensje - było wszystko. Ponazywała wiele rzeczy po imieniu. Całą rozmowę z Panem Bogiem zakończyła stwierdzeniem, że jeśli to jest taka wola, i ma mnie zabrać - przyjmie to, ale prosi Go o jedno - jeśli tak się stanie, żeby nauczył ją z tym żyć, bo jej się wydaje, że nie będzie umiała. I wtedy dopiero pojechała do domu, wzięła prysznic, poczuła wewnętrzny pokój. Rano obudził ją telefon od pani doktor, która dzień wcześniej poinformowała, że stan jest krytyczny. Telefon był z wiadomością, że jest dobrze. Pani doktor tego nie umiała wytłumaczyć, ale było dobrze. Z perspektywy czasu to wydarzenie oceniamy jako cud.

Cały wywiad - TUTAJ
Warto też zajrzeć -
TUTAJ

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 17 lutego 2015 13:59
 
Parę historii o nawróceniach PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 07 lutego 2015 22:49

Pierwsza historia, którą usłyszałem przed laty, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Fascynuje mnie sposób, w jaki Pan Bóg „dobrał się” do muzycznych załogantów, ikon polskiego undergroundu. Porusza mnie zwłaszcza historia nawrócenia Grzegorza Wacława „Dzikiego”, anarchisty dobrze znanego w światku muzycznym. Przyszedł znudzony do warszawskiego kościoła paulinów na ul. Długiej. Chciał sprawdzić, dlaczego wszyscy w kółko opowiadają o cudach, które się działy w tej świątyni. Stanął na końcu. Niczego nie widział, wszystko zasłaniał mu stojący przed nim potężny mężczyzna. Przy ołtarzu stał o. Augustyn Pelanowski, który nagle usłyszał: „Augustyn, zobacz, tam na końcu kościoła stoi taki facet z czerwonymi włosami, z kolczykami w nosie”. Pelanowski szepnął: „Widzę. O Matko, ja się takich boję”. Mijały minuty, a paulin słyszał przez cały czas delikatny głos, który absolutnie się nie narzucał, ale proponował: „Augustyn, podejdź do niego i powiedz, że go kocham”. Zakonnik odpowiadał: „Nigdy! Zabije mnie!”. „Głos” nie dawał za wygraną: „Proszę cię o jedną rzecz, podejdź do tego człowieka, powiedz, że go kocham”. Pelanowski odpowiedział: „Koniec tematu, nie podejdę”. I nie podszedł. Traf (doprawdy idiotyczne słowo!) chciał, że… wysłano go z komunią na koniec kościoła. Stanął przed „Dzikim” i powiedział: „Jezus cię kocha”. Grzegorza… sparaliżowało. Dosłownie. Miał tak mocne poczucie Bożej obecności, że nie mógł ruszyć najmniejszym palcem. Doświadczył na własnej skórze, że „straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żywego”. Było to jedno z jego najbardziej miażdżących przeżyć. Było anielsko, ale nie sielsko. – W pewnym momencie wyszedł jakiś ksiądz – opowiada po latach – złapał mnie za łokieć, popatrzył mi w oczy i powiedział: „Jezus cię kocha”. Zbaraniałem, zupełnie mnie zatkało. Bałem się ruszyć. Dotykałem go najmniejszym palcem dłoni i bałem się poruszyć, by nie przerwać tego dotyku. Stałem i patrzyłem tylko w jego wielkie, gorejące oczy. Nie wiedziałem w ogóle, co się dzieje. Było to takie doznanie, jakiego nigdy w życiu nie przeżyłem. Wiem jedno: ktoś, kto wypowiedział te słowa, był tak wypełniony Duchem Świętym, że one zadziałały natychmiast.

To trzęsienie ziemi przewartościowało jego życie. „Dziki”, jak sam opowiada, podobne słowa („Jezus cię kocha”) słyszał setki razy. – Spływały po mnie jak po kaczce – nie owija w bawełnę. Tym razem było inaczej. Dlaczego? Bo nie były one zainspirowane kolejną inicjatywą pobożnego pomysłowego Dobromira. Były nakazem z góry. 

Cały tekst artykułu Marcina Jakimowicza z najnowszego numeru "Gościa Niedzielnego" - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 10 lutego 2015 22:18
 
Abba Antoni o zniechęceniu codziennością PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
sobota, 07 lutego 2015 00:59

"Święty abba Antoni, kiedy mieszkał na pustyni, popadł raz w zniechęcenie i wielką ciemność wewnętrzną. I powiedział do Boga: "Panie, chcę się zbawić, ale mi myśli nie pozwalają: co mam robić w tym utrapieniu? Jak się zbawić?" I chwilę potem, wyszedłszy na zewnątrz, zobaczył Antoni kogoś podobnego do siebie, kto siedział i pracował, potem wstawał od pracy i modlił się, a potem znowu siadał i plótł linę, i znów wstawał do modlitwy. A był to anioł Pański, wysłany po to, by go pouczyć i umocnić. I usłyszał Antoni głos anioła: "Tak rób, a będziesz zbawiony". Gdy to usłyszał odczuł wielką radość i ufność; a robiąc tak, osiągnął zbawienie."

Zmęczenie życiem i zniechęcenie codziennością… Jak widać nie było obce także świętym mnichom. Kiedy czytamy opowieść o Antonim, pamiętajmy, że przeżywając to trudne doświadczenie, jeszcze z Bogiem zjednoczony nie był i wciąż do Niego dążył. Jeśli Antoni doszedł do zbawienia, to stało się tak dzięki następującej recepcie:

  1. Zorganizował sobie czas wokół pracy i modlitwy.
  2. Zachowywał w nich umiar! Dbał, aby jedna aktywność uzupełniała, a nie konkurowała z drugą.
  3. Lekarstwem na zmęczenie i zniechęcenie (doświadczenie znane też pod nazwą acedii) była dla niego wytrwałość w zwyczajnych i drobnych obowiązkach dnia codziennego.

Świętość zatem czeka na nas, jak i na pierwszych mnichów, w codzienności, którą traktuje się tak jak św. Antoni: "z wielką radością i ufnością" - właśnie tak, bo tam czeka na nas Bóg.

Źródło: TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: piątek, 13 lutego 2015 14:43
 
Dobra Spowiedź PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 03 lutego 2015 17:38

Co powinniśmy robić między jedną a drugą spowiedzią, żeby duchowo wzrastać?

Bardziej świadomie żyć. Temu sprzyja wieczorne podsumowanie dnia, które może być wieczorną modlitwą. Chodzi o postawienie sobie trzech pytań. Co było dziś dobre w moim życiu, za co chcę Panu Bogu podziękować? Gdzie popełniłem błąd, za co powinienem przeprosić Pana Boga? Z czym muszę się zmierzyć jutro i poprosić o pomoc w tym Pana Boga? Trzy minuty dla Pana Boga. To mi też może pomóc przypomnieć sobie postanowienie z ostatniej spowiedzi. Jak będę do tego regularnie wracał, to będę wiedział nad czym pracować. Jeśli mam więcej czasu, to mogę pokusić się o refleksję nad tym, dlaczego coś się nie udało czy nie wyszło. To sprzyja pracy nad sobą i nad tym, żeby spowiedzi nie były machinalne, żeby nie były powinnością, ale żeby były potrzebą serca. I wracamy do tego, co było na początku, czyli do słowa "miłość". Do spowiedzi powinniśmy iść nie dlatego, że musimy, ale dlatego, że chcemy. Bo spotykamy tam Miłość.

Wszystko co powiedział o dobrej Spowiedzi O. Andrzej Tupek SP - TUTAJ.

Zbyszek

Zmieniony: wtorek, 03 lutego 2015 17:49
 
A skąd wiesz, że twoja choroba jest krzyżem? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
czwartek, 29 stycznia 2015 15:01

Po raz trzeci wracam do tematu uzdrowienia. Zacznę od osobistej wycieczki. Przez 15 lat miałem ogromne problemy z trawieniem, jelitami. Baaardzo niekomfortowa sytuacja. Lekarze byli bezradni. – To krzyż – powtarzałem sobie każdego dnia, starając się go przyjąć i błogosławić Boga w tej chorobie. Do czasu, gdy pewien kapłan powiedział mi coś, co stało się dla mnie prawdziwie kopernikańskim przewrotem: „Marcin, a kto ci powiedział, że twoja choroba jest krzyżem?”. „Jak to? A nie jest???” – nie dawałem za wygraną. – Krzyżem – usłyszałem – jest zaparcie się samego siebie, zrezygnowanie z własnej chwały, prześladowanie ze względu na Jezusa. Gdyby tak nie było, Jezus nie uzdrawiałby „wszystkich”. Zabierałby im okazję do niesienia krzyża?

Potem przeczytałem, że dokładnie o tym samym mówią wyraźnie ks. dr Peter Hocken, Ulf Ekman czy Maria Vadia. Po raz pierwszy w życiu powiedziałem: „Jezu, jeśli przez lata myliłem się, jeśli to nie jest krzyż, jeśli przez 15 lat przypisywałem Tobie moje intencje i domysły, zabierz to”. I zabrał! Zostałem uzdrowiony. Dlatego mam świadomość tego, o czym piszę.

Cały artykuł Marcina Jakimowicza - TUTAJ. A w artykule na końcu - linki do wcześniejszych...

Zbyszek

 
Przyjaźń Boga PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
wtorek, 27 stycznia 2015 21:58
Relacja przyjaźni stała się doskonałą metaforą relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Oczywiście, tego rodzaju określenia mogą wydawać się często obarczone pobożnościową przesadą, jednak nawet pobieżna analiza tekstów biblijnych zmusza do zmiany tego rodzaju „uprzedzenia”. Pismo Święte jest świadectwem miłości Boga do człowieka, co wydaje się oczywiste, a przyjaźń okazuje się być jej niebywale ważnym wymiarem. Fakt ten odsłania nieskończone przestrzenie relacyjnego bogactwa Boga (który do głębi swej istoty jest relacyjny), dzięki czemu człowiek może pełniej i bardziej świadomie uczestniczyć w odwiecznym dialogu Stwórcy i stworzenia. Już Stary Testament posługuje się terminem przyjaźń na opisanie nie tylko relacji Boga do człowieka, ale także w drugą stronę, człowieka do Boga.
 
Ten stan rzeczy zachęca do tego, by podjąć próbę zwrócenia uwagi na kryteria przyjaźni, o których mówi Biblia i wyprowadzenia z nich treści tego pojęcia, a nie (tylko) rozumowania w kierunku odwrotnym, jakim jest „przypasowywanie” naszych wyobrażeń przyjaźni do idei biblijnych. Dzięki temu możemy paradoksalnie dowiedzieć się dużo więcej na temat naszej przyjaźni i nas jako przyjaciół. W Starym Testamencie dwie przyjaźnie człowieka z Bogiem zasługują na szczególne wyróżnienie, Abrahama i Mojżesza. Księga Izajasza nie ma wątpliwości, że Abraham był Przyjacielem Jahwe. „Ty zaś, Izraelu, mój sługo, Jakubie, którego wybrałem sobie, potomstwo Abrahama, mego przyjaciela!” (Iz 41,8). Bóg nie traktował Abrahama jedynie jako kontrahenta Przymierza, lecz to właśnie Przymierze było przypieczętowaniem przyjaźni, jaką Bóg zaoferował Abrahamowi, dając mu obietnicę sięgającą gwiazd. Także Nowy Testament pisząc o relacji pomiędzy Bogiem a Abrahamem nazywa tego ostatniego „przyjacielem Boga” (philos theou), co jest bez wątpienia wyjątkową relacją Boga do człowieka i człowieka do Boga (Jk 2,23). Przestrzenią owej przyjaźni jest wiara, która stała się fundamentem egzystencji Abrahama. Tylko w takiej perspektywie można zrozumieć wydarzenie ofiarowania Izaaka (Rdz 22,1-18), kiedy Abraham w całkowitym i bezwarunkowym zaufaniu spełnia wolę Boga. Tę przyjaźń przypieczętowała nieprzelana krew Izaaka, co było zapowiedzią innej, jeszcze większej przyjaźni.
 
Innym mężem, który otrzymał zaszczytny tytuł przyjaciela Boga jest Mojżesz, którego Pan ustanowił swoim reprezentantem wobec Ludu. Ta relacja objawia się w rozmowie. „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem (ton philon)” (Wj 33,11). Poszukując zrozumienia relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem potrzeba ludzkiego doświadczenia przyjaźni. Z drugiej zaś strony warto przyglądać się tej bosko-ludzkiej przyjaźni, by przyjaźń pomiędzy ludźmi odkryła i zyskała nowe przestrzenie dla samej siebie. Bóg-przyjaciel staje się wzorem przyjaciela. 
 
Co ciekawe, ważnym aspektem przyjacielskiej relacji jest rozmowa. Ona okazuje się być nie tylko zewnętrznym jej przejawem, ale także jej ważnym elementem, bez którego przyjaźń prawdopodobnie nie może istnieć. Przyjacielska rozmowa nie ma charakteru informacyjnego, nie chodzi w niej o przekazanie wiadomości, lecz o najintymniejszą wymianę sięgającą pokładów osobowego istnienia. Dialog ze strony Boga jest łaską, którą przyjacielska rozmowa pozwala zrozumieć. Otóż w tym wydarzeniu dochodzi do samoudzielania się Boga człowiekowi. Tak bez wątpienia Mojżesz traktował swoje spotkania z Bogiem, jako szczególne i bezpośrednie obdarowanie nie czymś, lecz Kimś. Tu nie chodziło o obdarowanie jakimś zaszczytem, honorem, lecz o niewypowiedziany rodzaj najgłębszego spotkania. Biblijna perspektywa przyjaźni pomiędzy Bogiem a człowiekiem pozostaje więc niedoścignionym wzorem przyjacielskich relacji pomiędzy ludźmi.
 
Do przyjaźni z Bogiem prowadzi Mądrość (Mdr 7,14), zaś „przyjaciel kocha w każdym czasie, a bratem się staje w nieszczęściu” (Prz 17,17). Podobnie jak u Arystotelesa, do zawarcia przyjaźni potrzebna jest roztropna decyzja: „Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj!” (Syr 6,7). Prawdziwy przyjaciel „będzie jak drugi ty” (Syr 6,11).
 
Cały artykuł tutaj.
 
Marysia
Zmieniony: piątek, 30 stycznia 2015 21:13
 
Dzieci wcześniej czy później spotkają się ze śmiercią PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
poniedziałek, 26 stycznia 2015 23:21

Nie można wychowywać dzieci i młodzieży w przeświadczeniu, że jesteśmy wieczni, młodzi i piękni. Dzieci wcześniej czy później spotkają się ze śmiercią - mów ks. Jan Kaczkowski.

Cały wywiad - TUTAJ.

Zbyszek 

 
A co po Spowiedzi? PDF Drukuj Email
Maria czyta, inni też...
piątek, 23 stycznia 2015 14:24

Niektórzy sądzą, że wyznanie grzechów przed kapłanem to zasadniczy element pojednania z Bogiem. Najczęściej traktowane jest przy tym jako przykry i bolesny obowiązek. Z chwilą opuszczenia kratek konfesjonału „mamy święty spokój do najbliższych świąt”. Tymczasem sakrament pojednania nie kończy się z chwilą opuszczenia konfesjonału. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że dopiero wtedy się zaczyna. (...)

Niektórzy lubią mówić o cezurze, jaka dzieli ich życie: przed i po nawróceniu. Określają przy tym dokładną datę nawrócenia, często związaną z sakramentem pojednania po długiej nieobecności w Kościele. Sądzą ponadto, że owo nawrócenie jest wydarzeniem jedynym i definitywnym. Tymczasem prawdziwe nawrócenie nie jest wydarzeniem jednorazowym. To raczej proces, który trwa całe życie. Każdego dnia, poznając Boga, Jego miłość i miłosierdzie, doświadczając bliskości Jezusa, żyjąc Ewangelią, kochając innych, pokonując swoje słabości czy błędy i wyciągając wnioski z porażek, nawracamy się, czyli zmieniamy myślenie, zbliżamy się do myśli Bożej. Sakrament pojednania czy jakieś szczególne przeżycie mistyczne lub doświadczenie powrotu do Kościoła jest tak naprawdę początkiem lub kolejnym etapem w całym procesie nawrócenia.

Cały tekst Stanisława Biela SJ - TUTAJ.

Zbyszek

 
Więcej artykułów…
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
RocketTheme Joomla Templates