Blog Staszka

Staszek pisze z ... Kamerunu :)

Od 7 sierpnia jestem w Kamerunie. Po 12 godzinach lotu przez Brukselę, Duale, samolot wylądował w Yaounde stolicy kraju. Tutaj zupełnie inny świat.
Wizę mam na 3 miesiące, ale jeśli da się przedłużyć to chce pozostać do lutego przyszłego roku.
Tutaj trzeba przedefiniowac sobie pojęcie biedy. To co u nas jest nazywane biedą tutaj jest największym luksusem.
Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek u których mieszkam.

IMG-20180903-WA0002IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0011

Ciąg dalszy poniżej - od najnowszych do najstarszych wiadomości...



Blog Staszka - 2019.01.10: Zdziwień ciąg dalszy PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 12 stycznia 2019 00:31

Ostatni mój wpis dotyczył kwestii czasu. Jeszcze wrócę na moment do tego tematu, bo ciągle zastanawiam się i próbuję zrozumieć czym dla Afrykańczyka jest czas. Niewątpliwie mają oni zupełnie inne poczucie czasu niż my. Dorośli nigdzie się nie śpieszą i nie dotrzymują umówionych terminów. Natomiast od dzieci i młodzieży wymaga się tego. Sporym zaskoczeniem dla mnie było usłyszenie, że w ich rodzimych językach np. maka czy emondo nie ma czasu przyszłego. Jest jedynie teraźniejszy i przeszły. Żyją chwilą obecną. Jak to możliwe – nie wybiegają w przyszłość?

Wczoraj rano w czasie śniadania doszedł do naszych uszu płacz bitych dzieciaków w katolickim College Jana Bosco, sąsiadującym z nami przez płot. O godzinie 7.30 brama do college jest zamykana. Przed nauką odbywa się apel na boisku szkolnym. Potem młodzież rozchodzi się do klas. Dopiero w momencie wchodzenia do klas brama jest  otwierana dla tych, którzy się spóźnili. Stoi przed nią zazwyczaj spora liczba uczniów. Od czasu do czasu wejście odbywa się na głośno. Dwóch księży wychowawców karze spóźnialskich. Jeden bije patykiem po czterech literach, a drugi w rękę. Najbardziej wrzeszczą dziewczyny. Taka akcja bicia ma miejsce losowo co jakiś czas. Czyli z jednej strony uczą w szkołach dzieci punktualności, a z drugiej strony dorośli sami wcale tego nie praktykują. Takie karanie zaczyna się już w szkołach podstawowych, tyle, że ma inną formę. Brama do szkoły jest zamykana o określonej godzinie. Dzieci spóźnialskie czekają, aż zostanie otworzona i idą za karę na kolanach do swoich klas. Jest to odcinek dochodzący dla niektórych do 100 metrów. Jak któreś dziecko wstanie, to wtedy dopiero dostaje batem po plecach.
 
Trudno to raczej zrozumieć, że taka sroga nauka potem idzie w las i nie daje efektu.

Innym doświadczeniem związanym z czasem jest podróżowanie autobusami w Kamerunie. Sam tego nie doświadczyłem, bo poruszam się tylko samochodem, ale temat znam z opowiadań sióstr. Jedna z czarnych sióstr postulantek Pallotynek jechała do nas z Yaounde do Doume (300 km) w sumie 20 godzin i w ogóle nie była tym zdenerwowana. Autobus ruszył, gdy był pełen pasażerów i to co do ostatniego miejsca. Czasami trzeba czekać kilka godzin, ale nikogo to nie denerwuje. Każdy siada i spokojnie czeka. Czekanie to taki zwyczaj Afrykańczyków, jak mi tłumaczyła. Oni się wtedy nie nudzą, nie tylko nie marnują czasu, ale w ich odczuciu dobrze go wykorzystują. Trudno to zrozumieć Europejczykowi.

Zmieniony: sobota, 12 stycznia 2019 00:33
 
Blog Staszka - 2019.01.02: Co mnie zdziwiło w Afryce PDF Drukuj Email
Blog Staszka
czwartek, 03 stycznia 2019 01:19

Czas dla Afrykańczyków jest sprawą płynną. Kompletnie nie przestrzegają ustalonych godzin rozpoczęcia zapowiadanych spotkań. Natomiast zapowiedź rozpoczęcia jest zawsze podawana z dodatkiem ”precises” (tzn. dokładnie). Np. msza św. niedzielna w ogłoszeniach zawsze jest zapowiadana na godz. 9.00 ”precises”, a rozpoczyna się zwykle 10 minut po dziewiątej i ludzie schodzą się jeszcze przez 30 – 40 min. W Polsce to msza już powoli się kończy,  a tu dopiero kończy się Ewangelia. Kto zna francuski ten wie, że ”9 godzina precises” brzmi prawie tak samo po angielsku co ”never precise” (nigdy dokładnie) i na początku tak to słyszałem i to zgadzało  mi się z rzeczywistością. Tylko mnie dziwiło dlaczego tak to zapowiadają...

Ślub cywilny Fryderyka i Klementyny rozpoczął się 45 min po ustalonym terminie. Na ślub kościelny ja ich wiozłem samochodem do kościoła na ustaloną godzinę 15.00. Proponowałem, że przyjadę 15 minut wcześniej, ale nie chcieli. Chcieli aby przyjechać  dopiero o 15.20.

Imienne zaproszenie na zakończenie pierwszego tremestru do szkoły w Doume dostałem na godz. 8.00 precises. O godz 8.00 tylko ja byłem z dorosłych zaproszonych gości. Dyrektor pojawił się 15 minut po mnie, a oficjele przyszli o 8.40. Nagłośnienie przyjechało na motorze (dwie duże kolumny, mikser, skrzynia z kablami) o 8.50. Impreza rozpoczęła się o 9.15. Nikogo to nie dziwiło tylko mnie. Tylko po co pisać precises? Ale ciekawe co by było, gdyby nie dodawano w ogłoszeniu precises?

Rok szkolny w Kamerunie rozpoczyna się 1 września, tak jak i w Polsce. Komplet dzieci w klasach pojawia się dopiero w połowie października i wtedy jest msza św. na rozpoczęcie roku szkolnego. Na moje pytanie do księdza dlaczego tak jest, pada odpowiedź – jesteśmy w Afryce.

Inna praktyka dotycząca aktu urodzenia. Nie ma tu zwyczaju w urzędzie załatwiać metryki urodzenia dla dzieci po ich urodzeniu, bo to kosztuje. Robi się to dopiero wtedy, gdy metryka jest potrzebna, aby dziecko dostało się do przedszkola czy szkoły. Dzieci te wg statystyk nie istnieją do momentu zarejestrowania a żyją. Ale ciekawe jest to, że wydany dokument aktu urodzenia dziecka po kilku latach ma datę wydania w momencie urodzenia dziecka, czyli tak jak to powinno było być prawidłowo. Dla kilku dzieciaków, które ostatnio przekazaliśmy do adopcji, najpierw musieliśmy opłacić metryki urodzenia, bo ich jeszcze nie posiadały.

W ogóle wszelkie statystyki w Afryce są niepewne. Żaden spis nie został w ciągu 20 lat pobytu sióstr w Kamerunie ukończony. Zawsze brakowało pieniędzy, aby doprowadzić go do końca. Spotkałem się już z tak rozbieżnymi liczbami na jakiś temat, że teraz żadnych statystycznych wygooglowanych informacji o Kamerunie nie traktuje poważnie.

Jest jednak jedna rzecz związana z upływem czasu , którą Afrykańczycy traktują bardzo serio. To jest data ważności na produktach żywnościowych. Afrykańczyk umrze z głodu, ale nie zje przeterminowanej konserwy nawet o jeden dzień. Nie wiem, czy mogę uogólniać, bo mam dane od sióstr tylko z czterech krajów, w których pracowały: Rwanda, Kongo, Tanzania, Kamerun. Nasze siostry nowicjuszki z Kamerunu wyrzucały do kosza konserwy, które dotarły z Polski zbyt późno o kilka dni. Tak samo działo się w innych krajach pomimo iż panował tam głód.

Są też inne sprawy, które Afrykańczycy traktują bardzo poważnie. Podam jeden przykład. Pan Modest jest tzw. konserwatorem w przedszkolu tu w Doume. Jego zadaniem jest między innymi koszenie trawy. Przedszkole posiada kosiarkę spalinową, ale już starą. W tym roku przyjechała w kontenerze z Wrocławia - jako dar dla przedszkola - nowa kosiarka. Pan Modest dostał ją, ale przez miesiąc nie używał. Siostra zawołała go i zapytała o powód. Otóż w opakowaniu była instrukcja obsługi i wyczytał tam, że do obsługi kosiarki potrzebne są okulary i rękawice, a on ich nie dostał. Siostra się wkurzyła i zabrała mu tę kosiarkę. Starą kosiarką kosi bez okularów i rękawic i nie ma żadnego problemu (bo nie widział instrukcji obsługi), choć mógł kosić nowszą lepszą, bo miała dodatkowo napęd na koła. To nie wszystko co mnie zadziwiło, ale wystarczy.

Pozdrawiam.

Zmieniony: czwartek, 03 stycznia 2019 01:40
 
Blog Staszka - 2019.01.01: Kilka wspomnień z ostatnich dni PDF Drukuj Email
Blog Staszka
czwartek, 03 stycznia 2019 00:09

WhatsApp Image 2019-01-01 at 20.55.091W sobotę zakończyły się u nas trzydniowe dni skupienia dla sióstr pallotynek tzw. juniorystek (jeszcze przed ślubami wieczystymi). Była jedna siostra z Bafoussam, jedna z Nkol-Avolo i trzy siostry z Yaounde.

Zdjęcia z pożegnania - TUTAJ.

 

 

WhatsApp Image 2019-01-01 at 20.56.37

Dzisiaj rano odwiedziły nas dzieci z kwiatami i życzeniami noworocznymi.

Więcej zdjęć - TUTAJ.

 

 

 

WhatsApp Image 2019-01-01 at 21.08.10Życzenia od dzieci ze szkoły w Nkoum, którym fundujemy obiady i wyposażamy kuchnię.

 

 

 

Tak się modliły dzieciaki na dzisiejszej Mszy świętej. Dziewczynka, która tańczy w środku, czeka na rodziców adopcyjnych. Jej rodzice rozwiedli się i zostawi dwoje dzieci babci w Doume. Mama wyjechała do Bertoua (53km), ojciec do Douala (600km). Jej brat na filmie (lewa strona ekranu) ma już rodziców adopcyjnych. Ktoś z rodziny M. spoza Wrocławia.

WhatsApp Image 2019-01-01 at 21.09.05Wczorajszy koncert chórów w katedrze.

Więcej zdjęć - TUTAJ.

 

 

 

I jeszcze kilka filmów.

Wczoraj Msza Święta była o godz. 22.00. Ciekawie się złożyło, że znak pokoju wypadł dokładnie o godzinie 0.00. Wtedy przy okazji wszyscy złożyli sobie dodatkowo życzenia "Bonne An 2019". Była pełna katedra ludzi.

Fragment wczorajszej Adoracji Najświętszego Sakramentu przed zakończeniem roku.

Zmieniony: niedziela, 06 stycznia 2019 21:45
 
Blog Staszka - 2018.12.29: Pielgrzymka PDF Drukuj Email
Blog Staszka
poniedziałek, 31 grudnia 2018 22:54

Pielgrzymka dzieci szkolnych do Nguelemendouka do sanktuarium Maryi Dziewicy.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 21.47.52Nguelemendouka [Ngelemenduka] leży 72 km na zachód od Doume. Od kilkunastu lat corocznie udają się tam dwie pielgrzymki. Pierwsza rozpoczyna się 27 grudnia i kończy 29 grudnia. Jest to pielgrzymka samochodowa dla dzieci szkół podstawowych. Dzieciom organizuje się przewóz środkami transportu. Druga to pielgrzymka piesza w miesiącu lutym, dla młodzieży z college’ów, chociaż wtedy dołączają także dorośli. Trasę pieszo pokonuje się w ciągu czterech dni. Nguelemendouka to parafia, w której pracował przed powołaniem na urząd biskupa ks. Jan Ozga. To on - już jako biskup - zapoczątkował tradycję pielgrzymowania dzieci i młodzieży z całej diecezji Doume i Abong-Mbang do sanktuarium Matki Bożej w tej miejscowości.

Do Nguelemendouka można dojechać drogą polną (72 km), albo wybrać drogę w większości asfaltową (ok. 200 km). Jako że teraz jest pora sucha, to wybraliśmy bez większego ryzyka trasę krótszą. Dojazd zajął nam ponad dwie godziny.  Droga nie była najgorsza - bez większych dziur, tyle że miejscami wąska. Wyminięcie się z pojazdem z naprzeciwka to duży stres dla kierowcy. Najlepiej jest prawie się zatrzymać na poboczu, o ile takie istnieje (od czasu do czasu).

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.45WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.51WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.58

Dobrze, że to drzewo zawaliło się kilka dni wcześniej, bo musielibyśmy zawrócić do domu.

Dla przykładu: kierowca busa międzymiastowego, który kursuje jeden raz na dzień na tej trasie, tam i z powrotem - uważa, że jest pojazdem uprzywilejowanym i inni powinni mu zjechać z drogi. Bagaż pasażerów takiego busa jest pakowany na dachu. Czasami jest go drugie tyle, co sam bus. Kierowca zabiera wszystko, co pasażer ma do przewiezienia. Nieważne - towar żywy czy martwy. Widziałem na własne oczy, jak - oprócz innych klamotów - czterech mężczyzn przywiązywało na dachu takiego busa, żywego ogromnego prosiaka.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.16WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.31WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.21

Ta czerwona roślinność przy drodze, to kurz na liściach. W porze mokrej rośliny są zielone, ale droga wtedy jest lepką mazią i jedzie się po niej jak po lodzie. Siostry w przeszłości już nieraz zaliczyły lądowanie w rowie.

Dzieci kończyły sesję poranną w kościele. Te w czerwonych bluzach na pierwszym planie to dzieci ze szkoły podstawowej w Doume.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.40WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.36WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.10.25

Po drodze do Nguelemendouki, na 48 kilometrze od Doume, znajduje się miejscowość Doumaintang. Tam proboszczem parafii pw. Św. Teresy od Dzieciątka Jezus, jest polski misjonarz - ks. Mirek  Bujak. Gdy wpada do Doume, to odprawia czasami u nas w kaplicy Mszę św. Wpadliśmy do niego na chwilę w odwiedziny. Już parę razy miałem do niego pojechać na dłużej i popracować, ale do tej pory nie udało się ustalić dogodnego dla nas obu terminu. Jeszcze mam miesiąc, to może teraz się uda. Wcześniej przez kilka lat ks. Mirek pracował tutaj w Doume i zajmował się m.in. adopcją. To do niego wpłacam pieniądze od 15 lat na mojego chłopaka, Donalda. Na terenie swojej nowej parafii wybudował już kilka kaplic, a teraz kończy budowę kościoła parafialnego.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.01WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.15WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.27

Zna się prawie na wszystkim. Jest dobrym elektronikiem, elektrykiem, mechanikiem, hydraulikiem, stolarzem - i to jeszcze nie wszystko, co potrafi.  Zna kilka języków. Gdy tu był w Doume, to siostrom niejeden raz reperował elektrykę. Przed teologią skończył elektronikę. Wprowadził kilka własnych, ciekawych rozwiązań technicznych dla swoich parafian.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.32Po wodę parafianie przychodzą z kartą z chipem (dzieci) albo z zapamiętanym kodem (dorośli), jak kto woli. Przykładają kartę do czytnika pod klawiaturą i wbijają liczbę litrów wody na klawiaturze, po czym dokładnie tyle wody wypływa z kranu (nic się nie marnuje). Jak na karcie zabraknie pieniędzy na zapłatę za wodę, to można uzupełnić konto wrzucając pieniądze (lewa strona na zdjęciu). Rozwiązanie prawie tak nowoczesne, jak kasowanie biletów komunikacji miejskiej we Wrocławiu.

Kolejną budową będzie plebania dla niego. To zostawił na sam koniec. Mieszka już przez osiem lat tak jak inni mieszkańcy wioski, w drewnianym domku. Kiedyś odwiedził go i zamieszkał przez krótki czas biskup z polski z Radomia. Gdy zobaczył, w jakich warunkach mieszka i jakim gruchotem się porusza, to załatwił mu pieniądze na plebanię i nowy samochód z napędem na cztery koła.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.42WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.46WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.50

Dwa koty na utrzymaniu księdza, nie dają rady wyjeść wszystkich myszy w mieszkaniu, ale znacznie ograniczają ich liczbę.

WhatsApp Image 2018-12-29 at 22.11.51Innym ciekawym ewenementem na tej trasie jest wioska, z której pochodził jeden z byłych ministrów. Obecnie jest w niełasce i wypadł z rządu. Otóż załatwił on kiedyś dla wioski elektrownię słoneczną. Wybudowała ją jakaś firma z Chin. Jednak tylko przez krótki okres elektrownia pracowała. Okazało się, że mieszkańcy nauczyli się, jak omijać liczniki prądu i nie płacili za energię. W efekcie właściciel zamknął ją i elektrownia stoi sobie bezużytecznie.

Zmieniony: wtorek, 01 stycznia 2019 01:57
 
Blog Staszka - 2018.12.29: Narcisse PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 29 grudnia 2018 14:34

WhatsApp Image 2018-12-29 at 05.36.36Narcisse jest studentem teologii w Bertoua. Pochodzi z Doume. Ma oboje rodziców, którzy mają ślub kościelny i są w Domowym Kościele. Ma siódemkę rodzeństwa. W przyszłym roku w maju zostanie diakonem. Będzie potrzebował albę. Obiecałem, że przyślę mu ją z Polski w paczce. Tu ze względu na klimat potrzebne są dwie sztuki, bo jedna wciąż musi być w praniu. Jest bardzo niskiego wzrostu, jego matka jest Pigmejką, stąd alby trzeba będzie uszyć. Wziąłem jego wymiary. Odległość od ramienia do kostki to tylko 135 cm. Takich rozmiarów gotowych alb w Polsce nie widziałem. A kupowałem już alby dla innego diakona z Yaounde.

W związku z Narcissem wczoraj przeżyłem niekomfortową sytuację. Jego matka uklękła przede mną na kolana i poprosiła o pieniądze na czarną sutannę dla jej syna (na dwie sztuki). Pomimo iż oboje rodzice pracują i zarabiają po ok. 40 tys. franków, to przy ósemce dzieci musieliby nic nie jeść przez półtora miesiąca, aby sfinansować taki wydatek. Na polskie złotówki to ok 800 zł. Moja styczniowa emerytura nie jest jeszcze do końca rozdana, więc pieniądze dostanie. Gdyby jednak ktoś z was miał ochotę.... to nie miałbym nic przeciwko.

Zmieniony: sobota, 29 grudnia 2018 20:14
 
Więcej artykułów…
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
RocketTheme Joomla Templates