Wrocławska taksówka. Odcinek 1 - Trzech Mędrców Drukuj
Wrocławska taksówka
środa, 06 stycznia 2021 13:59

Dzień ten był podobny do wielu innych, miasto zatłoczone jak zawsze, bardzo mało kursów, a wszechobecna styczniowa szarość i plucha nie napawały optymizmem. Gdy w bazie danych pojawiło się nowe zlecenie z Osobowic, szybko się zgłosiłem i po chwili zajechałem na miejsce, gdzie niebawem pojawili się pasażerowie. Trzech rosłych mężczyzn, wyraźnie wesołych ponad miarę.

- Mogę z przodu? Tu, koło pana? – jeden z nich wsadził głowę otwierając przednie drzwi i nie czekając na odpowiedź usadowił się tuż obok.

Oj, żeby nie było kłopotów – pomyślałem czując znajomy zapach spożywanego niedawno alkoholu. Panowie usadowili się, prowadząc głośną rozmowę i po chwili ruszyliśmy w drogę.

- Kochany, prosimy zawieźć nas na Żeromskiego, wie pan, tam jak jest plac Bema, czy jakoś tak… obok ulicy Poniatowskiego. Wie, pan tam, gdzie jest ta gwiazda, spadająca gwiazda, czy coś…    

No dobra, w myśli ustaliłem sobie trasę, choć o żadnej gwieździe nigdy tam nie słyszałem.

- Ja pana bardzo przepraszam… Wie pan my jedziemy odwiedzić kolegę, dziecko mu się urodziło. Syn – zaakcentował siedzący z przodu mężczyzna. - No i jedziemy go przywitać, to dziecko znaczy się, bo taka, radość panie, kiedy takie maleństwo się rodzi.

Przyzwyczajony do wielu mniej lub bardziej osobistych wyznań nauczyłem się nie przerywać i wytrwale słuchać pasażerów, nie komentując zbytnio ich wypowiedzi.

- No i rozumie pan, takie narodziny trzeba opić, ale wie pan jak to jest, przy dziecku głupio, to napiliśmy się wcześniej, wie pan, za zdrowie malucha. No i jedziemy teraz, a kolegi to dawno nie widzieliśmy jak się przeprowadził. Ale pięknie tam ma teraz, a jak otworzyli ten park pod tą gwiazdą, to akurat dla dziecka będzie, bo tam panie, taki plac zabaw zrobili.

Słuchając jednym uchem podchmielonego pasażera próbowałem przejechać zatłoczoną ulicą Reymonta. Na szczęście bus-pas umożliwiał tam również taksówkom znaczne ominięcie korków. Gdy z lewej strony mijaliśmy Zakład Karny na Klęczkowskiej nagle jeden z siedzących z tyłu mężczyzn wyraźnie się ożywił.

- Patrzcie, panie kierowco pan też niech spojrzy. Więzienie. Tu przecież siedział ten Tomasz Komenda, co to niesłusznie go skazali. 18 lat tu siedział, niewinnie. – mężczyzna zawiesił lekko głos - Panowie pomyślcie, tyle czasu w celi, on wiedział, że jest niewinny, jak on to zniósł?

Zerknąłem na ponury budynek więzienia, chciałem coś odpowiedzieć, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

- Panie kierowco, ale niech pan pomyśli, chłopaki zastanówcie się… - pasażer nagle urwał, by za chwilę kontynuować – Ile razy my tu przejeżdżaliśmy, tu obok tego więzienia przez tyle lat. A on tam cały czas siedział. Bez żadnej nadziei, bez współczucia, bez jakiejkolwiek szansy. Jak on to przetrwał? A my tu, obok przejeżdżaliśmy i nawet nie wiedzieliśmy, że tam człowiek tak cierpi…

W taksówce zapanowało milczenie. Zamyśliłem się. To co powiedział ten człowiek było tak oczywiste… To prawda, ja też tu, pod oknami więzienia przejeżdżałem wiele razy. Kurczę, ale nawet po tym jak sprawa niewinnego skazania człowieka wyszła na jaw, nigdy nie zastanawiałem się co on musiał przeżywać. 18 lat w celi więziennej…Ach…, po plecach przebiegł mi nieprzyjemny dreszczyk.

Milczenie, które zapadło przerwał nagle trzeci z pasażerów.

- A wie pan, nie wiedzieliśmy co wziąć ze sobą na te odwiedziny, no miałaby być, wie pan, dobra flaszka, no ale jednak do dziecka, to głupio jakoś tak… No to kumpel kupił pieluchy. Panie, ale to rozmiary jakieś trzeba znać, teraz firmy różne, pampersy, inne… Kiedyś to były te zwykłe pieluchy i już. A ja książkę kupiłem… - przerwał słysząc westchnienie kolegi – No co, przecież wiem, że sam sobie teraz nie przeczyta, bo za mały. Ale ojciec mu potem będzie czytał. Bajki proszę pana kupiłem, bo dziecku trzeba czytać, dużo trzeba czytać… Czytanie dla dzieci jest bardzo ważne… Mi dziadek, na ten przykład dużo czytał…

Zerknąłem ukradkiem na tych, dosyć niezwykłych, prostych, ale w tej swojej prostocie mądrych ludzi. Chciałem zapytać, co przygotował trzeci z nich, ale akurat zajechaliśmy na miejsce.

- O! to tutaj. Bardzo panu dziękujemy, kolega już płaci. O tam, w tym nowym budynku mieszkają. No i ten plac zabaw... piękny. Do widzenia panu.

Będąc jeszcze pod wrażeniem tych niezwykłych ludzi wpisałem kurs w tabele rozliczeń i drgnąłem, gdy z głośnym dźwiękiem zgłosił się komunikat dyspozytora. Spojrzałem na wyświetlony tekst i nagle aż zesztywniałem:

„Drodzy kierowcy, przypominamy, że w związku z jutrzejszym świętem Trzech Króli, stawki w naszych taksówkach pozostają bez zmian, tak jak w każdy dzień powszedni”.

Trzech króli? Święto? Jutro? Całkiem o tym zapomniałem… Ale co to było przed chwilą…? Obejrzałem się przez ramię, gdzie widać jeszcze było trzy oddalające się sylwetki mężczyzn niosących pakunki. Spojrzałem w górę i dopiero teraz zauważyłem nazwę placu przy którym się zatrzymałem - „Skwer Skaczącej Gwiazdy”. No, tak… Faktycznie, czytałem o tym, z hukiem otworzony niedawno nowoczesny plac zabaw w szarej, brudnej dzielnicy zachwycił wrocławian i stał się oczkiem w głowie mieszkańców.

No to pięknie – pomyślałem – przywiozłem trzech mężczyzn, bez dwóch zdań na swój sposób łebskich i przenikliwych, z podarkami dla nowo narodzonego dziecka, kierując się pod „…Gwiazdę”. Uśmiechnąłem się, ale zaraz zmarszczyłem brwi zastanawiając się, co wziął ze sobą trzeci pasażer… Pieluchy, książka i… co to mogło być?

Maciej Prochowski
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Zmieniony: sobota, 16 stycznia 2021 16:30