Zaproszeni na ucztę w ciszy Drukuj
Modlitwa prostoty
sobota, 15 października 2011 13:37

W ziemskim życiu Jezusa dużo jest ucztowania. Jezus nie przychodzi jednak na ucztę tylko dla zabawy, tylko po to, żeby było fajnie. Wszędzie gdzie jest Jezus coś zmienia się w ludziach i to jest chyba największy sens Jego obecności w takich chwilach i największy sens zapraszania Jezusa na ucztę. W Kanie Galilejskiej zamiast zwyczajnie oddać się zabawie Jezus przemienia wodę w wino. Nie robi tego tylko dla ratowania reputacji nowożeńców, ale dla znaku, bo ta przemiana ma być zapowiedzią, że Jezus ma moc zmieniać wodę w wini i nie jest dla Niego żadnym problemem przemienić kiedyś to wino w swoją Krew. Kiedy udaje się na kolację do Zacheusza to nie po to, żeby poklepać tego celnika po plecach, wypić z nim lampkę wina i pocieszyć, że wszyscy jesteśmy słabi więc może to nic wielkiego, że Zacheusz bogaci się na korupcji kosztem wielu ubogich. Każda uczta, na której jest Jezus, jest miejscem przemiany i może dlatego Jezus jest często też niechcianym gościem wielu ludzkich uczt. Faryzeusz pewnie się obraził na Jezusa za to, że Ten nie zachował tradycji i jeszcze na dodatek wygarnął gospodarzowi, że troszczy się tylko o to, co zewnętrzne, a od środka wszytko buduje na kłamstwie i cwaniactwie.

Każdego dnia, kiedy zapraszam do siebie Jezusa muszę być na to gotowy, że On będzie coś chciał zmienić we mnie. Czasem przyjdzie do mnie i dużo rzeczy i spraw porozwala, nawet takich, które dotąd wydawały mi się absolutnym pewnikiem mojej drogi za Nim. Muszę liczyć się z tym podczas każdej modlitwy, podczas każdej lektury Słowa Bożego, podczas każdego wejścia w przestrzeń Bożej obecności, że On ma prawo ustawić wszystko w moim życiu po swojemu. Najtrudniej jest być ciągle gotowym na zmiany w sobie. Zewnętrznie nawet najbardziej wyciszone modlitwy mogą być wielką burzą w środku. Cisza dla Boga nie polega na jakimś błogostanie, jakimś wewnętrznym świętym spokoju. Ona jest wtargnięciem Bożego Słowa w świat mojego myślenia i odczuwania. Paradoksalnie to właśnie zewnętrzny hałas usypia moją duszę. Im więcej mam zewnętrznej ciszy tym głośniej mówi do mnie Bóg. Im więcej mam zewnętrznego hałasu tym cichszy jest głos Pana. (...) Uczę się ciszy i im więcej jej mam w swoim życiu tym bardziej ją kocham. Nie kocham ciszy dla samej ciszy, ale dlatego, że w niej głośno odzywa się Bóg, tak głośno, że słyszę jak mnie upomina, pociesza, pokazuje drogę, uspokaja - po prostu jak mnie przemienia.

ks. Andrzej Przybylski - blog

Zmieniony: czwartek, 25 kwietnia 2013 22:30