Blog Staszka

Staszek pisze z ... Kamerunu :)

Od 7 sierpnia jestem w Kamerunie. Po 12 godzinach lotu przez Brukselę, Duale, samolot wylądował w Yaounde stolicy kraju. Tutaj zupełnie inny świat.
Wizę mam na 3 miesiące, ale jeśli da się przedłużyć to chce pozostać do lutego przyszłego roku.
Tutaj trzeba przedefiniowac sobie pojęcie biedy. To co u nas jest nazywane biedą tutaj jest największym luksusem.
Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek u których mieszkam.

IMG-20180903-WA0002IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0011

Ciąg dalszy poniżej - od najnowszych do najstarszych wiadomości...



Blog Staszka - 2018.09.06: Danielle, pan Manuel PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 16 września 2018 18:15

IMG-20180906-WA0000

IMG-20180906-WA0001

To jest Danielle, lat 18, studentka pierwszego roku prawa na uniwersytecie w Yaounde filia w Bertuoa. Adoptuje ją moja siostra. Od tego spotkania codzienie smsujemy ze sobą wcześnie rano i późnym wieczorem po kilkanaście minut. Poznaję jej rodzinę, rodzeństwo, jej marzenia niemożliwe do spełnienia w Kamerunie. Jaka szkoda,  że tutaj ludzie mają tak małe szanse na rozwój.

I Danielle po niedzielnej Mszy w katedrze.

IMG-20180906-WA0004Mam już trochę znajomych tutaj. Pierwszy na lewo ode mnie to mąż p. Agnieszki, która pracuje u sióstr jako pomoc we wszelkich pracach. Mają ósemkę dzieci w wieku szkolnym, jeden syn jest klerykiem w tutejszym seminarium. Zapis dzieci do szkoły, 30 tys. od osoby w szkole podstawowej i 50 tys. w szkole średniej - to duże wyzwanie pomimo, iż oboje rodzice pracują. Pani Agnieszka zarabia 42 tys. na miesiąc, czyli ok. 270 zł. Tyle w Kamerunie wynosi średnia pensja. Zazwyczaj zaciąga pożyczkę od sióstr na rozpoczęcie roku. W tym roku miała szczęście, bo nie musiała.

Drugi pan na lewo ode mnie to pan Manuel, kucharz biskupa. Bardzo szlachetna postać. Kiedyś byl kucharzem księdza z Polski gdzieś na prowincji. Ksiądz został powołany na urząd kanclerza u biskupa i musiał przenieść  się  do Doume. Wtedy błagał biskupa, aby mógł zabrać ze sobą swojego kucharza, bo był do niego bardzo przywiązany i biskup sie zgodził. Otóż  jak ten ksiądz kiedyś zachorował na malarię, to pan Manuel zaniósł go na plecach 30 km do najbliższego szpitala i w ten sposób uratował mu życie. Innym razem jechał razem z biskupem samochodem. Kiedy biskup dostał ataku malarii i nie był w stanie prowadzić auta, przymusił pana Manuela, aby usiadł za kierownicą. Ten się opierał, bo nie ma prawa jazdy i nie umie prowadzić, ale w końcu usiadł  i jakoś dojechali do domu.

Pan Manuel ma także ósemkę dzieci. To tutaj standard. Rodziny liczą średnio od 8 do 13 dzieci.

Pan Manuel ma ma pieńku z naszymi siostrami, bo jego kozy chodzą luzem i zjadają kwiaty przy naszej misji. Siostry zleciły mi rozwiązanie tego problemu i za niedlugo zamontuję pastucha elektrycznego. Już go buduję.

IMG-20180906-WA0005

 

 

Gdziekolwiek się nie zatrzymamy, od razu pojawia się chmara dzieci - zwłaszcza gdy zobaczą cukierki.

 

 

 

Dzisiaj jest czwartek, a jak czwartek to....  Adoracja  o 16.00 w katedrze Najświętszego Sakramentu w intencji wszystkich darczyńców misji, potem Msza o 18.30 w tej samej intencji. Przed południem mam umówione spotkanie  w szkole w Nkoum. Moja rodzina się złożyła i zainwestowała w doposażenie szkoły w brakujące ławki dla dzieci oraz zasłony bambusowe na okna. Jedziemy z  siostrą tego dopilnować.

Przed 16-tą jeszcze mam umówioną fuchę u biskupa. Trzeba wywiercić w posadzce otwór i wstawić rurkę, aby można było zablokować  skrzydła drzwi. Dlatego piszę rano, bo w ciągu dnia może nie być to możliwe. Poza tym bywają tu częste przerwy w dostawie internetu. Trwa to od paru godzin do paru dni.  Raz nie bylo internetu przez 2 dni i już moja rodzina wpadła w panikę, że nie żyję. Więc jak ktoregoś dnia nic nie napiszę, to się za bardzo nie martwcie. Pozdrawiam wszystkich z PP.

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:50
 
Blog Staszka - 2018.09.05: Vasti, Etienne, Donald, siostry karmelitanki PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 16 września 2018 17:38

Historia Vasti jest smutna. Jej mama urodziła ją, jak sama była jeszcze dzieckiem i nie była jeszcze na tyle fizycznie rozwinięta, aby wszystko odbyło się prawidłowo. W czasie porodu uszkodzona została głowa i to jest powód jej kalectwa. Matka ją odrzuciła, to samo zrobiła jej babcia. Zajęła się nią siostra babci. Żyje w fatalnych warunkach. W domu siedzi cały czas na łóżku bambusowym, dom bez okien. Chciało mi się płakać, jak ja kiedyś odwiedziliśmy. Jak ją siostry odkryły, to załatwiły przyjęcie do szkoły dla głuchoniemych w Bertua, mieście oddalonym o 56 km od nas. Wszystko jej opłacają, kupiły wózek inwalidzki.

Vasti w tej szkole czuje się dobrze. Nauczyła się tam myć naczynia i wielu innych prostych czynności, jak czyszczenie orzeszkow ziemnych. Ma tam masaże i tam się rozwija umysłowo i fizycznie. Na jej ustach zawsze jest radość. Szkołę prowadzi świecka misjonarka p. Zofia z Polski, która jest tu w Kamerunie od 30 lat.

Chłopczyk Etienne jest głuchoniemy od urodzenia. Też jest ciągle uśmiechnięty - jak się na niego patrzę. Mama chłopczyka Etienne pracowała przez dwa dni u nas maczetą, aby zarobić na zeszyty dla swoich dzieci.

Takimi przypadkami zajmują się siostry i na taką działalność potrzebują pieniądze. W drodze mówiłem do siostry, że to takie niesprawiedliwe, że tyle ludzi tak cierpi. Odpowiedziała, że to dla nas okazja, aby okazać im pomoc.

Dzisiaj nie dowieźliśmy dzieci do szkoły. Na 23 km w miejscowości Dimako był strajk. Było groźnie, bo jechaliśmy pomimo ostrzeżeń, ale w pewnej chwili otoczyli nas ludzie i zaczęli bić rękami po karoserii. Musieliśmy się szybko wycofać. Powodem strajku jest brak dostaw energii elektrycznej. Wszelkie objazdy zostały też zablokowane, więc wróciliśmy, bo taki strajk może potrwać dwa dni. Napis na transparencie brzmiał "Potrzebujemy tylko prądu". Ja im się wcale nie dziwię. Brak prądu to nie tylko brak oświetlenia, ale stoją wtedy zakłady pracy. Stolarz, który robił nam ławki do szkoły, pracował tylko wtedy, gdy był prąd. A włączają go nie wiadomo kiedy na parę godzin i do tego najczęściej w nocy.

W tej miejscowości Dimako są czarne siostry karmelitanki, ale nie mogliśmy do nich dojechać ze względu na strajk. W zeszłym tygodniu nocowały u nas przez dwa dni - w Doume było forum katechetyczne. Przeżyłem pewne zaskoczenie, gdy je spotkałem. Poniżej filmy ze spotkania.

Ta wyższa jest z Rwandy z plemienia Tutsi. Jej rodzina ukrywa się obecnie w Burundi. Była we Wrocławiu.

IMG-20180906-WA0002Odwiedził mnie mój adoptowany syn Donald Amougou. Ładny chłopak, ma 17 lat i w tym roku szkolnym będzie zdawał maturę. Nie powtarzał żadnej klasy, co tu jest rzadkością. Adoptowalem go gdy miał 3 latka. Mama jego była bardzo młoda jak go urodziła i zmarła w czasie porodu. Zajmuje się nim jego babcia. Chciałby zostać księdzem albo adwokatem. Jeszcze się zastanawia. Zapewniam go, że pomogę do końca spełnić jego marzenia.

IMG-20180906-WA0003Tutaj pomaga się ludziom, ale bardzo rozważnie. Nie jak podpowiada serce, ale i rozum. Od początku misjonarze nie dawali tutejszym nic za darmo. Na wszystko trzeba zapracować, bo inaczej groziłaby demoralizacja. Ale mój Donald dzisiaj dostał ode mnie wyjątkowo bez pracy kasę na zeszyty, książki i ubiór sportowy. 15 tys frankow to dla nich dużo, a dla nas drobnostka (130 zł).

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:49
 
Blog Staszka - 2018.09.04: Śluby zakonne PDF Drukuj Email
Blog Staszka
piątek, 14 września 2018 22:58

15 sierpnia 2018 byliśmy na mszy w Yaounde. Siostra Larisa po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych  założyła habit i zostaje ogłoszona że jest już Pallotynką. Po czym przyjmuje gratulacje od przyjaciół i rodziny. W Polsce nie widziałem jak to się odbywa - ale chyba inaczej.

Na każdej mszy składa się tu dary ofiarne.

Ja podszedłem złożyć jej gratulacje, ale niestety nie tanecznym krokiem. Larise poznałem w dniu przyjazdu do Kamerunu, bo jedną noc mieszkałem w  Yaounde. Jak wszystkie nowe postulantki przechodziła formację w Tanzanii po angielsku, mogliśmy więc się dogadać.

Pieśń po przeistoczeniu w języku ewondo.

A to inny fragment mszy po francusku. Na wypadek gdyby ktoś nie zrozumiał (chociaż nie przypuszczam :)) to jest to Ojcze Nasz.

A to fragment mszy św już w naszym Doume. Jest tylko jedna msza w niedzielę i trwa 2 h 15 min.

Na koniec mszy jeszcze raz dary na rzecz Seminarium.

Jedna kobieta niosła coś na głowie. Noszenie ciężarów na głowie to sztuka, do której przyuczane są tutaj wszyscy od dziecka. Zwłaszcza kobiety robią to tak dostojnie, z taką swobodą, zachowując przy tym prostą sylwetkę, że to dla mnie mistrzostwo świata. Noszą różne rzeczy, może to być 30 litrowy kaniser z wodą, worek czymś wypełniony czy gliniane garnki jeden na drugim. Widziałem też taki obrazek, że na głowie był towar, w jednej ręce maczeta, a w drugiej smartfon.

A teraz przykład pięknej przyrody - martwej i żywej.

IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0013

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:47
 
Blog Staszka - 2018.09.03: O mnie w Kamerunie PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 11 września 2018 23:40

Hej, dzięki za pozdrowienia i ze  swojej strony odwzajemniam.

Prezentacja miejsca, w którym mieszkam w Doume. Ten huk na końcu to uderzenie mojej głowy w kant drzwi gdy wycofywałem się z kaplicy.

Sorry - w filmie rozjechały się obraz i dźwięk...

Do moich obowiązków należy ogólnie  mówiąc naprawianie wszystkiego co na misji jest zepsute, w tym także przypadków beznadziejnych. Są to jak do tej pory naprawy elektryczne, mechaniczne, stolarskie, hydrauliczne, woda, kanalizacja i wszelkie inne. To dziwne, ale w większości przypadków udało mi  się to wszystko naprawić. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z urządzeniem do wytwarzania prądu za pomocą światła, a tu udało mi się to urządzenie naprawić wymieniając jedną część za 1200 euro. To byl jeden z najpoważniejszych problemów na misji, bo prąd z miasta jest rzadko i nieregularnie. Do niektórych napraw jak np agregatu prądotwórczego do wycieku oleju musiałem zawołać miejscowego fachowca, aby wymienił oring. Przede mną drugie poważne wyzwanie to naprawienie systemu magazynowania wody deszczowej. Już mniej więcej wiem, jak to naprawić. Niestety nie zdążyłem przed porą deszczową i teraz będzie trochę trudniej, bo do naprawy potrzebuje suchy zbiornik. Pracuję też czasami na rzecz miejscowego biskupa z Polski Jana Ozgi. Naprawiłem mu jedną rzecz w jego Toyocie, a także założyłem wieczną lampkę w Katedrze. Do tej pory jej nie było i żaden miejscowy elektryk nie chciał się tego podjąć, a mi to poszło bardzo łatwo. Wygląda na to, że Pan Bóg naprawdę mi pomaga.

Odnośnie języka to sprawa  wygląda kiepsko. Uczyłem się przed wyjazdem przez 1,5 roku, ale z marnym rezultatem. Po francusku znam podstawowe modlitwy codzienne i trochę odpowiedzi z mszy świętej. Coś tam też dukam z ludźmi, ale raczej idzie to słabo. To jest rejon wschodni Kamerunu, którzy przejęli Francuzi od Niemców po przegranej pierwszej wojnie światowej i tu mówi się po francusku. Zdarza się, że ktoś zna angielski, jak np siostry nowicjuszki, wtedy nie ma większego problemu. Na pierwszej mszy świętej w tutejszej Katedrze na homilii siedziałem i nic nie rozumiałem co ksiądz mówi. Pomyślałem, Panie Boże jestem już tak stary, że nie dam rady nauczyć się tego francuskiego i siedzę tu jak na tureckim kazaniu. Spraw cud, abym rozumiał bez żadnej nauki co ten ksiądz mówi. Po chwili zawiał wiatr w kościele. Siostra Edyta, która siedziała obok mnie powiedziała, że nie będzie siedzieć w przeciągu i poszła do innej ławki. Wtedy przysunęła się do mnie siostra Anna i powiedziała, że będzie mi tłumaczyć jeśli nie mam nic przeciw. Oczywiście nie miałem i w ten sposób rozumiałem co  księdz mowi. I tak jest teraz na każdej mszy św. Wygląda na to, że Pan Bóg ma też poczucie humoru. Niestety francuskiego nadal nie znam ale rozumiem co ksiądz mówi na kazaniu.

Siostry są przeszczęśliwe, bo dowiedziały się, że chcecie je wspomóc. Potrzeby są tu tak ogromne, że trudno im zdecydować o co prosić. Ja widzę  np, że jest potrzeba kupienia rzutnika do komputera na filmy do lekcji religii. Siostry zauważyły, że obrazy bardzo przemawiają do dzieci. Obecny stary rzutnik firmy LG popsuł się. W firmie w stolicy powiedzieli mi, że nie mają już do niego lampy. Nowy tutaj kosztuje ok. 3 tys zł. Może w kraju są tańsze? Można tu wysyłać rzeczy w paczkach, idą ok 1 miesiąca. Podaję konto. Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek ul. Wojciechowskiego 12, 02-495 Warszawa, ul 56 1240 6218 1111 0000 4618 4036 z dopiskiem na wyposażenie szkoly w Nkoum Kamerun (rzutnik s. Hanna).

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:46
 
Blog Staszka - 2018.09.02: Powrót siostry Edyty PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 11 września 2018 23:30

Tutaj trzeba przedefiniowac sobie pojęcie biedy. To co u nas jest nazywane biedą, tutaj jest największym luksusem.

Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie, których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek u których mieszkam.

Jak ich praca jest potrzebna i doceniana przez tubylców niech świadczy film z powitania siostry Edyty powracającej po prawie dwuletniej przerwie. Miała zakładane protezy na oba kolana.

Była to wioska Nkol-Avolo, do której zajechaliśmy po drodze do Doume, naszego docelowego miejsca pobytu położonego 300 km na wschod od stolicy. Przed wyjazdem siostra Edyta w tej wiosce pracowała. Dla ułatwienia dla tutejszych nazywam się "Stani" i jestem kuzynem siostry. Tak naprawdę siostra Edyta jest 'siostrą męża mojej siostry'.

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:45
 
Więcej artykułów…
<< Początek < Poprzednia 11 12 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL
RocketTheme Joomla Templates