Wspominamy Zmarłych

 

Tutaj wspominamy zmarłych
 Członków i Przyjaciół naszej Wspólnoty

 



Andrzej Trojanowski. Wspomnienie PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
sobota, 11 listopada 2017 20:41

Andrzej Trojanowski (1954-2017)Każde, jak pamiętam, spotkanie z Nim - z Andrzejem - było dla mnie świadectwem człowieka, który prawdziwie i naturalnie żyje wiarą, i to z radością nie tylko widoczną zewnętrznie, ale także odczuwaną wewnętrznie. Ten Jego charakterystyczny uśmiech, pełen dobroci, razem z błyskiem w oku, dobre słowo - to skojarzenia - którym towarzyszy także pokój serca - gdy myślę o Andrzeju. Wiem, że był człowiekiem modlitwy, że wiele z siebie dawał w odniesieniu do Kościoła, szczególnie w odniesieniu do Sióstr Karmelitanek Bosych, żyjących w klasztorze przy ul. Karłowicza niedaleko wrocławskiego Stadionu Olimpijskiego. Wiem, że Andrzej pomagał Siostrom Karmelitankom w wielu sprawach. Ciekawe, że Andrzej lubił obdarowywać innych, choć sam żył bardzo skromnie. Polegało to - w moim doświadczeniu - na tym, że "nie wiadomo skąd i jak" nagle czułeś w ręku cukierka od Niego, i to bardzo dobrego. Myślę, że to był jakiś przejaw tej Dobroci, jaka mieszkała i mieszka w Jego sercu - która pochodzi od Ducha Świętego.

Milleniusz

Przez pewien czas bywałam mniej lub bardziej regularnie na "siódemkach" w kościele Świętej Rodziny. Po Mszy ci, którzy znali się z Płomienia, wychodzili na placyk przykościelny i gawędzili - czasem krócej, czasem dłużej, ale zawsze choć na chwilę zostawało się, by uściskać pozostałych. Andrzej był w tym gronie; dość często wyczarowywał cukierka czekoladowego, którego dostawałam na odchodnym. Miał w sobie dużo ciepła i naturę gawędziarza, choć nigdy nie koncentrował rozmówców na sobie samym. Gdy stopniowo dowiadywałam się o Nim więcej, nabierałam szacunku i uznania, bo dźwigał sporo trudności. I tak trwała sobie wówczas mała, nieformalna kilkuosobowa wspólnotka siódemkowiczów, która była mi bliska. Po zmianie mieszkania już nie bywałam na porannych Mszach w Świętej Rodzinie, ale gdy zdarzało mi się spotkać Go przy jakiejś okazji, wciąż miałam poczucie, jakbyśmy widzieli się zaledwie wczoraj. Nazywał mnie "Księżniczką" albo "naszą Marysią".  Czasem proszę Andrzeja, by się za mnie modlił - i wiem, że się modli, jest obecny.

Marysia

Andrzej. Był niemal zawsze - jeśli nie na Siódemce, to na Dziewiątce, jeśli nie w Świętej Rodzinie, to na Wittiga… Często po Mszy spotykaliśmy się - na kilka zdań jeśli był czas, a jeśli nie, to przynajmniej na uściśnięcie dłoni. A to uściśnięcie niejednokrotnie nie było zwykłe - pozostawało po nim w dłoni coś, niespodzianka: cukierek, czekoladka… Taki znak życzliwości, sympatii - po prostu. I na twarzy Andrzeja pojawiał się uśmiech.

Niewiele mówił o sobie, więc też niewiele o Nim wiem. Czasem rozmawialiśmy dłużej - i wtedy mówił o swoim codziennym cierpieniu … To były rzadkie momenty wynurzeń.

Jako szafarz byłem kilka razy w Jego mieszkaniu - z Panem Jezusem do Jego Mamy. Stąd wiem, że miał bardzo trudne warunki do życia, chyba można powiedzieć, że krańcowo trudne. A mimo to służył pomocą jeśli tylko mógł, choć z tego co mówił wynikało, że często był to wysiłek ponad Jego siły.

Poruszał się zazwyczaj korzystając z roweru. Tak - rower bardzo mi się z Andrzejem kojarzy. Zwyczajny, prosty rower, który nadawał się do użytku jedynie dzięki nadzwyczajnym zdolnościom majsterkowania.

Andrzej. Był niemal zawsze - jeśli nie na Siódemce, to na Dziewiątce, jeśli nie w Świętej Rodzinie, to na Wittiga… Teraz Go nie ma. Ale wierzę, że choć tutaj spotkać Go nie można, jest Tam, gdzie już Go nic nie boli. I może jeździ na jakimś markowym niebieskim rowerze - kiedy tylko ma na to ochotę.

Zbyszek

Z wielkim wzruszeniem przeczytałam wspomnienia o śp. Andrzeju Trojanowskim napisane przez uczestniczących w codziennych "siódemkach". Nie brałam udziału w tych spotkaniach, więc nigdy też nie byłam obdarowana cukierkiem. Ale przy każdym spotkaniu z Andrzejem słodyczą było jego uprzejme spojrzenie na powitanie, skinięcie głowy i uśmiech. Zwykłam pytać o zdrowie jego Mamy, Haliny Trojanowskiej, poetki, którą znałam z Klubu Seniora. I przekazywałam przez niego serdeczne pozdrowienia - taki skromny dowód pamięci.

W parafialnym Piśmie "U Świętej Rodziny" wielokrotnie z różnych okazji były drukowane jej rymowane wiersze pisane piękną, prostą polszczyzną, układane z głębi serca i pobożnych a patriotycznych myśli. Od niej wiem jaki był Andrzej. Często go wspominała, tęskniła za nim, gdy mieszkał poza Wrocławiem, martwiła się, gdy stracił pracę, cieszyła się, gdy przyjeżdżał, pomagał jej wtedy w domowych sprawach, naprawiał co się zepsuło, a przede wszystkim był. Cichy, ciepły, serdeczny, pomocny i towarzyszący w modlitwach. Najbardziej ulubioną i stałą odmawianą 100 razy dziennie - jak mówiła Halinka - była modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące.

W byciu Andrzej bardzo podobny był do swojej Mamy - cichy, spokojny, pokorny i nieśmiały, ale bardzo serdeczny - w spojrzeniu przede wszystkim, ale i w dobrym słowie. Nigdy nie narzekał, chociaż był chory od dawna.

Jego ostatnie pożegnanie, to pożegnanie świętego - pomyślałam, patrząc na trumnę tonącą w samych białych kwiatach, wśród których jeden z wieńców był od Sióstr Karmelitanek - jakże piękne podziękowanie. We Mszy Świętej pogrzebowej uczestniczyło bardzo dużo osób i przyjęło Komunię Świętą w intencji Zmarłego. Śpiewaliśmy: "Zwycięzca śmierci, piekła i szatana" - pieśń zmartwychwstania, wierząc, że jest ono już udziałem śp. Andrzeja. Dobry Jezu, a nasz Panie, daj mu wieczne spoczywanie!

Małgorzata

Jeśli chcesz podzielić się swoim wspomnieniem o Andrzeju, napisz na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

Zmieniony: czwartek, 01 listopada 2018 18:47
 
Pełna uśmiechu. Wspomnienie o Basi Durak PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
wtorek, 01 marca 2016 00:00

Basię poznaliśmy w 2013 roku podczas Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym. Po stracie męża i jedynego syna zamieszkała w naszej Parafii; tu rozpoczęła się jej nowa droga życia. Poraniona ostatnimi bolesnymi przeżyciami, dołączyła do grona członków wspólnoty „Płomień Pański”.  Po chrzcie w Duchu Świętym otrzymała łaskę pokoju i radości z tego, czym Pan ją obdarzył.  Odnalazła swoje miejsce wśród nowych przyjaciół, co zaowocowało jej wielką otwartością do ludzi. Była bardzo życzliwa, przyjazna, zawsze skora do pomocy i dobrego słowa. We wspólnocie służyła w Diakonii Gościnności, pomagała we wszystkich pracach, do których została zaproszona (np. w porządkowaniu Kaplicy w Domu Parafialnym po remoncie). Podczas Kursu Alfa służyła jako pomocnik animatora i wykazała się ogromnym pragnieniem dzielenia się Dobrą Nowiną z tymi, którzy trochę pogubili się na drodze swojej wiary. Osobistą relację z Bogiem nawiązywała podczas modlitwy osobistej i spotkań wspólnotowych, których nigdy nie opuszczała. Basia była zawsze uśmiechnięta i radosna. Mimo swoich przewlekłych i poważnych dolegliwości nigdy nie narzekała. Swoje trudności oddawała w pokorze Panu Jezusowi i dziękowała za wszystko, co Bóg dla niej zaplanował. W październiku 2015 roku została drugim animatorem małej grupy utworzonej podczas kolejnego Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym. Podczas drugiego spotkania dała seminarzystom świadectwo swojej wiary i ogromnej przemiany duchowej, jaką doznała podczas poprzedniego Seminarium. Z osoby smutnej i rozżalonej przerodziła się w osobę szczęśliwą i radosną; emanowała dynamiką i pokojem. Nigdy nie odmawiała, gdy została o coś poproszona. W tym czasie ciężko zachorowała i cudem było to, że przeżyła. Bóg dał Jej czas na załatwienie swoich spraw nie tylko duchowych, ale i ziemskich. W cierpieniu przeżyła jeszcze trzy miesiące. Odeszła od nas 27 stycznia gromadząc Rodzinę i nas – członków wspólnoty „Płomień Pański” na wspólnej modlitwie różańcowej i Mszy św. Na miejsce ostatniego spoczynku odprowadziliśmy Ją 30 stycznia tego roku, a ks. Krzysztof Deja poświecił miejsce jej pochówku. Spoczęła przy swoich rodzicach i mężu na Cmentarzu Osobowickim. Dołączyła na wieczność do swoich najbliższych: męża, syna i rodziców, których obraz zawsze nosiła w swoim sercu. My pożegnaliśmy ją ze smutkiem, a jednocześnie radością, że odeszła w ramiona Ojca, który jest w niebie, gdzie Jezus przygotował dla niej mieszkanie i wiele innych wspaniałości, których ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało. A naszą kochaną Basię będziemy mieć w pamięci jako radosne dziecko Boże, pełne uśmiechu i miłości Bożej w sercu.

Teresa R-G

Basia na krótko pojawiła się w moim życiu, ale na pewno była jedną z osób, o które prosiłam Boga, aby stawił na drodze mojego nawrócenia jako swoich świadków. Ciepła, serdeczna, zawsze uśmiechnięta. Ciągle jeszcze brzmią w moich uszach słowa: Anusia – jak dobrze, że jesteś! Dziękuję Ci Panie za dar, jakim była dla mnie Basia.

Ania Dąbrowska

Z Basią poznałam się w 2013 roku, kiedy  razem uczestniczyłyśmy w Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym. Zapamiętałam Ją jako osobę zawsze uśmiechniętą i radosną. Często spotykałyśmy się w kościele na Mszy Św. siedząc razem w ławce, przekazując sobie z uśmiechem Znak Pokoju. Ta ławka będzie mi zawsze przypominała śp. Basię – wieczne odpoczywanie racz Jej dać Panie.
 
Ewa Fielek
 
Basię poznałam po seminarium prowadzonym przez o. Andrzeja Smołkę, byłyśmy w jednej grupie. Byłyśmy też razem na weekendzie Alfa w Bardzie Śląskim. Basia była osobą bardzo czynną, pomagała, organizowała „Pogodny wieczór”. Wtedy jeszcze zapamiętałam ją jako osobę trochę smutną i poważną. Bardzo wzruszyło mnie, gdy Basia ofiarowała w darze nowe Pismo Święte dla Krysi – uczestniczki małej grupy, w której i ja też byłam. Krysia była szczęśliwa i uradowana, bo do tej pory nie czytała Pisma Świętego. W maju b.r. mieliśmy Dzień Jedności w  Duchu Świętym w Częstochowie i Basia pojechała tam po raz pierwszy. Była bardzo szczęśliwa, radosna, pełna życia i planów. Razem byłyśmy na lodach i w przerwach spacerowałyśmy i rozmawiałyśmy. Wtedy mówiła, że musi iść do lekarza, bo bolą Ją nogi i kręgosłup, ale to już była inna Basia niż na początku – uśmiechnięta, pełna radości; cieszyła się bardzo, że jest w Częstochowie, i że jest z nami w Odnowie. Taką Ją zapamiętałam. Cześć Jej pamięci.

Ela Zagrodnik
 
Basię poznałam wtedy, gdy zgłosiła się podczas organizowania pielgrzymki do Łagiewnik. Zwróciło wtedy moją uwagę, że zawsze odpisywała na każdy mail wysyłany z informacjami dla grupy pielgrzymów. W dobie wszechobecnego nieodpisywania na wiadomości, te Jej konkretne odpowiedzi były naprawdę wyjątkowe i bardzo, bardzo sobie to ceniłam. Basiu - spoczywaj w pokoju.
 
Marysia Bodys
 
Jeśli chcesz podzielić się swoim wspomnieniem o Basi, napisz na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Zmieniony: czwartek, 07 kwietnia 2016 14:49
 
Pełna dobroci. Wspomnienie Eli Durkiewicz PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
sobota, 09 maja 2015 18:42

Jadąc na tegoroczne rekolekcje z „Płomieniem Pańskim” nie znaliśmy nikogo oprócz Reni i Wojtka – organizatorów. Tak się stało, że podczas tych 8 dni najbliższe relacje nawiązaliśmy z Elą i Pawłem, którzy (tak jak my) formowali się w Domowym Kościele. W tym błogosławionym, radosnym czasie poznawaliśmy się dzięki serdecznym rozmowom o radościach i smutkach codzienności, ale przede wszystkim o tym, co nas poruszyło w kolejnych dniach konferencji. Wspólne posiłki przeradzały się w radosny czas. Pamiętam, jak Elę rozbawiały nasze naprzemienne „wycieczki”do kuchni po dokładkę, które dowcipnie komentowała, zawsze z subtelnym uśmiechem. Zaimponowała nam swoją wiedzą o zdrowej żywności. Słuchaliśmy z zainteresowaniem, jak można przygotować własne przetwory, jakich dodatków się wystrzegać, by zdrowiej żyć. Mogłabym nawet rzec, że zaprzyjaźniliśmy się ze sobą. Siadaliśmy zawsze w pobliżu Eli i Pawła podczas wykładu, Mszy świętej i nabożeństwa, by wspólnie wielbić Pana. Zapamiętam Elę jako ciepłą, piękną i zawsze subtelnie uśmiechniętą żonę Pawła, z którym tworzyli zgodne małżeństwo. Miałam nadzieję, że uściskamy się serdecznie, gdy uda nam się odwiedzić wspólnotę na Sępolnie.... Do zobaczenia w Domu Pańskim, nasza kochana towarzyszko tych wspólnych, głęboko przeżytych dni rekolekcji...

Agnieszka i Andrzej Zatorscy, 2 XII 2014 r.
 
Ela kojarzy mi się z dobrocią. Pamiętam, jak chyba dwa lata temu rozsyłałam rodzinie i wszystkim znajomym informację o możliwości wpłaty 1% podatku na konto córeczki mojej koleżanki z pracy. Wśród osób, od których miałam odzew byli właśnie Ela i Paweł. Taką Ją zapamiętam – pełną dobroci dla innych i uśmiechniętą. 
 
Ania Budzińska
 
Dziękuję Elu za Twój uśmiech :) Zawsze szeroki :) I za Twoje ciepło i otwartość. Dziękuję za wspólny Rajd Pieszy w Lewinie Kłodzkim, zwycięski nawet :) Dzięki Tobie i Pawłowi mogliśmy się poczuć jak rodzina. Wspaniały był to czas, który wciąż chowam w swoim sercu. Dziękuję Ci Elu.
 
Beata Słowik
 
Dziękuję Ci, Panie za Elę - pięknie Ją Panie stworzyłeś - pozostanie w mojej pamięci Jej miły, radosny uśmiech, dźwięczny głos, przyjazne spojrzenie ogromnych oczu, zgrabna sylwetka i elegancja ruchów...
Cudowne są Twoje dzieła, Panie! 

Małgorzata Wedler
 
Zawsze z wielkim podziwem patrzyłam na Nią jako na świadomą swego piękna kobietę, roztaczającą wdzięk i piękno wszędzie, gdzie się pojawiła. Nie wiedziałam o jej chorobie... Pamiętam ją zawsze z albo tuż obok Pawła. I jeszcze chwila, która stoi mi przed oczyma z wakacyjnego spotkania w 15-stce, na które Ela i Paweł przyszli z wnuczką. Ela z taką miłością przytulała małą...

Joanna Woźniak
 
Dziękujemy Ci Elu za Twoją obecność w naszej Małej Grupie. Z wielką miłością podchodziłaś do każdej z nas. Ile cennych życiowych refleksji padło z Twoich ust? Było w Tobie tyle ciepła i spokoju. Bardzo odpowiedzialnie podchodziłaś do wszystkich powierzonych Ci zadań. Trudno w to uwierzyć, że Intronizacja Słowa Bożego była Twoim ostatnim zadaniem. Kto nas teraz będzie wspierał przy śpiewaniu? Pozostał Twój numer w komórce, Twój adres e-mail , Twoje sms'y.... Pozostała pamięć o Tobie. Pozostaniesz w naszych sercach  i w naszej modlitwie.
 
Członkinie grupy GD04
 
Poznałam Elę na letnich rekolekcjach w Lewinie. Jej pogodne usposobienie, delikatność powodowały, że przyjemnie sie z nią rozmawiało na różne tematy. Zachwycałyśmy się koncertami w Filharmonii. Na jednym ze spotkań opowiadała o swoim zaangażowaniu w sprawę opieki nad dzieckim z autyzmem i jego mamą. Ujęlo mnie to bardzo. Pozostanie w mojej pamięci jako osoba bardzo życzliwa i niosąca pomoc innym.
 
Beata Giedziun
 
Zmieniony: czwartek, 01 listopada 2018 20:53
 
"Witam cię, mój przyjacielu...". Wspomnienie o Zbyszku Hebisz PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
piątek, 21 czerwca 2013 00:34

W czerwcu 2013 zmarł Zbigniew Hebisz, który do wspólnoty dołączył kilka lat temu po jednym z kursów "Alfa".

Poniżej zamieszczamy kilka wspomnień z Nim związanych.

Pamiętajmy o Nim w osobistej modlitwie.

 

 

I

Zbyszek pojawił się w naszej Wspólnocie po pierwszym kursie Alfa. Nie brałem w tej Alfie udziału - podobnie jak w kolejnych edycjach - więc nie miałem okazji Go poznać.

Zwróciłem na Niego uwagę w listopadzie 2009 roku, gdy startowały Margaretki przeze mnie organizowane. Zbyszek zgłosił swój akces do Margaretki modlącej się w intencji księdza prałata Stanisława Pikula; był w niej do końca jej istnienia.

Na początku 2011 roku przyszedł do mnie z prośbą o zamieszczenie ogłoszenia na PPP. Dowiedziałem się wtedy, że należał do Fraterni Błogosławionego Czesława, działającej przy Zakonie Dominikanów. Bardzo Mu na tym ogłoszeniu zależało.


Fraternia Błogosławionego Czesława działająca przy Zakonie Dominikanów, zaprasza do udziału w Studium Biblijnym, prowadzonym przez o. Juliana Różyckiego. Zajęcia Studium Biblijnego odbywają się w środy o godzinie 18:30 w Fraterni - we Wrocławiu na placu Dominikańskim, w pomieszczeniach Zakonu Dominikanów. Studium trwa, ale w każdej chwili można się do zajęć włączyć. Jeśli traktujesz Pismo Święte poważnie, chcesz je lepiej poznać, odpowiada Ci dominikańskie podejście do życia - to być może to ogłoszenie jest skierowane do Ciebie. Przyjdź, zobacz - to do niczego nie zobowiązuje.


Nie wiem, czy to ogłoszenie jest jeszcze aktualne. Nie mam kogo o to spytać...

Wiem, że pod koniec życia bardzo cierpiał. Nie znaczy to, że nie cierpiał wcześniej. Raczej tak - sądząc po Jego posturze i ostrych rysach. Wiem, że cierpiał w ostatnim okresie, bowiem modliliśmy się za Niego. Czasem też pytałem Go, jak się czuje. Wtedy odpowiadał spokojnie, że źle, jest bardzo słaby i cierpi.

Mimo braku sił starał się być na Spotkaniach. Siadał cichutko i skromnie, i modlił się ze wszystkimi.

Nie wiem o Nim nic. Właściwie Go nie znałem. Jednak, gdy dowiedziałem się, że odszedł do Pana, zdałem sobie sprawę, że w mojej świadomości Wspólnota Płomień Pański to również On...

Już nie cierpi. Wierzę, że jest szczęśliwy i radosny. Zbyszek, którego właściwie nie znałem...

Zbyszek



Wigilia 2011.

Rano zadzwonił Zbyszek: czy mogę u was spędzić Wigilię?
Usłyszałam odpowiedź Michała: Bardzo proszę, będzie nam miło; czekamy na Ciebie o godz. 16:30. Początkowo nie byłam zadowolona, ale po chwili powiedziałam: nie ma sprawy, przecież zawsze na stole stoi pusty talerz i czeka na niezapowiedzianego Gościa.

Odświętnie ubrany, przyszedł punktualnie. Po modlitwie i dzieleniu się opłatkiem, zasiedliśmy do stołu. Atmosfera była bardzo sympatyczna: miłe rozmowy, wspomnienia, wspólne kolędowanie. Przyszła pora na prezenty; był również przygotowany upominek dla naszego gościa. Zbyszek cieszył się jak małe dziecko i kilkakrotnie pytał: Czy to naprawdę dla mnie?! Po skończonej Wieczerzy podziękował nam za wspólną Wigilię i udał się do domu.

Dla nas było to kolejne doświadczenie i jedna z niezapomnianych Wigilii.

Ela i Michał



Zbyszek.... po prostu był.

Najbardziej utkwiła mi w pamięci scenka z weekendu pierwszej Alfy. W tej scence miał kwestię: "a na polach woda stoi". To był marzec 2010, dwa miesiące później przyszła powódź. Czasami życie dopisuje zdumiewający scenariusz do naszych słów.

Mam wrażenie, że całkiem niedawno widziałam Go na spotkaniu modlitewnym w poniedziałek....


Ania B.


II

 

Zbyszek był ważnym ogniwem w naszej męskiej grupie dzielenia. Gdy dyskutowaliśmy na różne tematy, z zaciekawieniem czekaliśmy na jego wypowiedź. Pamiętam, że kiedyś po dłuższej wymianie zdań powiedział, że on nie ma wątpliwości, że Bóg jest, tylko.....  jak nas przyjmie na tamtym świecie? Po skończonym spotkaniu miałem możliwość rozmowy z nim, gdy odwoziłem go do domu.

Janusz (również z naszej grupki) często go odwiedzał, także i ja bywałem u niego. Dzielił się ze mną rozważaniami fragmentów Pisma Świętego, które przynosił ze spotkań III Zakonu Świętego Ojca Dominika, prowadzonego przez o. Juliana Różyckiego. Należał do tego zakonu, było to ważną częścią Jego życia.

Zbyszek był człowiekiem wiary. Pomagał i duchowo wspierał kilka osób, które potrzebowały Jego pomocy (poznałem takie osoby). Widziałem, jak dzielnie znosi swoją ciężką chorobę z pokorą i wiarą; nie poddawał się. Do końca pokładał ufność w Panu.


Olek
 


W pamięci zapadło mi szczególnie kilka ostatnich spotkań ze Zbyszkiem, najczęściej po poniedziałkowych spotkaniach modlitewnych. Zawsze gdy mnie zobaczył, mówił: Witam cię, mój przyjacielu... Niby nic, ale za każdym razem czułem się dużo lepiej niż kilka chwil wcześniej...
 

Maciej



Znałem Zbyszka właściwie tylko z małej grupy, i to dość krótko - ale zapadł mi w pamięć z powodu swoich wypowiedzi. Był to człowiek skromny i cichy, ufający Bogu i w Nim pokładający nadzieję.


Leszek


III

 

W mojej pamięci pozostaje zapisana charakterystyczna Jego postać.
Uczestniczył w życiu modlitewnym naszej wspólnoty i w dyżurach alfowych, ale nie było okazji do bliższego poznania się. Nigdy nie rozmawialiśmy, chociaż obserwowałam, że wiódł nawet długie dysputy z innymi osobami.
Zapisał się w pamięci, owszem: widzę Go nadal, jak posąg - jakże ciekawie ułożony.... ale jest to tylko zewnętrzny odbiór.
Będę pamiętać w modlitwach, by po trudach życia miał wieczne odpocznienie w Panu.


Małgorzata



Nie znałam dobrze Zbyszka. W zasadzie można powiedzieć, że po prostu kilka razy się widzieliśmy - ale pamiętam jego zawsze uśmiechnięte oczy. Mimo że chorował, miał w sobie pokój, ciepło i iskierki radości w oczach. Pamiętnym dla mnie jest jego występ na weekendzie Alfa! :) "A woda na polach stoi..." Nie zapomnę tego! I mam nadzieję, że zademonstruje tę scenkę w niebie ku wielkiej radości Aniołów :)


Beata
 


Zbyszek, kiedy już odnalazł Jezusa, bardzo chciał się dzielić wiarą z innymi. W mojej ostatniej z Nim rozmowie najbardziej martwił się o to, że Jego Córka jest daleko od Kościoła.

Na pewno będzie nam wdzięczny, gdy wspominając Go, będziemy także prosić Boga o łaskę wiary dla Jego Córki. 

Maria


Jezus im rzekł: "Bóg powiedział: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych" (Mk 12, 26-27).
Pamiętam Zbyszku, ten charakterystyczny błysk w Twoich oczach, Twój charakterystyczny głos, Twoje poczucie humoru, Twoją polskość, Twoje coraz bardziej spokojne, coraz bardziej - z roku na rok - pełniejsze pokorą i ufnością Panu spojrzenie.
Dziękuję Ci Zbyszku, za to świadectwo i lekcję wiary, pokory - jaką mi dałeś. Za Twoją miłość do Kościoła Katolickiego, do ojców dominikanów. Za ten skecz naszej małej grupy na weekendzie Alfa....
Dziękuję za Twoją wytrwałość i cichość.
Dziękuję za Twoje naśladowanie Chrystusa, które teraz - gdy wstawiasz się za nami - widzę coraz bardziej. Pewność nadziei w mym sercu dominuje nad żalem. Już Cię wśród nas nie ma.... ale tylko do Paruzji! Na ten czas poprzedziłeś nas w drodze do Pana.
Dziękuję za spotkanie z Tobą, za świeżość Twojego artystycznego serca, którą się z nami dzieliłeś.
Dziękuję Tobie za każdą osobę, którą ewangelizowałeś w Duchu Świętym. Dziękuję.....
Dziękuję Tobie, Panie Boże - za Zbyszka!

mn

 

Jeśli zapragniesz podzielić się swoim wspomnieniem, napisz: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Zmieniony: piątek, 24 stycznia 2014 20:38
 
Wspomnienie Nastki PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
środa, 10 marca 2010 23:08

W dniu 2010-03-09 zmarła Anastazja Pich - długoletni uczestnik naszej Wspólnoty.

Nastka chorowała od dłuższego czasu. Od dawna należała do Wspólnoty, uczestniczyła w spotkaniach modlitewnych, gdy zdrowie na to pozwalało, uczestniczyła w Seminarium Odnowy w Duchu Swiętym, przyjęła Pana Jezusa za swojego jedynego Pana i Zbawiciela. Przez kilka lat należała do małej grupy prowadzonej przez Anię.

Była zawsze serdeczna i życzliwa dla innych i z wzajemnością odbierała dużo życzliwości od róznych ludzi - sąsiadów, rodziny. Opiekowała się z wielkim poświęceniem i ofiarną cierpliwością chorym mężem i wtedy ta życzliwość i pomoc innych była jej bardzo potrzebna - odbierała ją z wielką wdzięcznością. Za każdy gest dobroci była bardzo wdzięczna.

Po śmierci męża stan jej zdrowia bardzo się pogorszył. Źle znosiła samotność, ale też rzadko była sama - ta życzliwość i serdeczność wielu osób towarzyszyła jej stale. 

Zawsze emanowała z Niej kobieca czułość - miała ogromne poczucie estetyki - była zadbana, uczesana, umalowana, uśmiechnięta, gdziekolwiek się Ją spotkało, w prozaicznych sytuacjach, w sklepie na zakupach - witała serdecznym uśmiechem każdego znajomego.

W czasach aktywności zawodowej pracowała jako wychowawczyni w Ośrodku dla Głuchoniemych - znała język migowy i potrafiła z ogromną troską zadbać o dzieci powierzone Jej opiece. Była bardzo ceniona w pracy, a także dbała o dzieci z Domu Dziecka, dwoje z nich przygotowała do I Komunii św. - w czasach, gdy obowiązywało świeckie wychowanie i trzeba było z wielką dyskrecją, po kryjomu uczyć je prawd wiary.

Była ceniona przez wszystkich za swoją serdeczność i życzliwość oraz pogodę ducha i wzajemnie - zawsze ją odbierała - do końca.

Niech odpoczywa w pokoju!

Dobry Jezu a nasz Panie, daj Jej wieczne spoczywanie!

Irenka, Ania, Małgosia

Zmieniony: piątek, 24 stycznia 2014 21:35
 


RocketTheme Joomla Templates