Wrocławska taksówka. Odcinek 4 - Wspólnota PDF Drukuj Email
Wrocławska taksówka
sobota, 27 marca 2021 19:25

Pasażer z dużą torbą i walizką czekał już przy wskazanym adresie na wrocławskim Ołbinie. Słońce i upał dokuczały coraz bardziej, niechętnie więc wysiadłem z chłodnego auta, żeby zapakować rzeczy klienta do bagażnika.

- Poproszę na Dworzec Główny - odezwał się za chwilę nieśmiało. - Jeśli można, to od strony Piłsudskiego.

Przytakując grzecznie na prośbę zauważyłem w lusterku, że około czterdziestoletni mężczyzna dość dziwnie mi się przygląda. Kilka razy otwierał usta jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie się powstrzymał.

- O! To można tędy jeździć? - zagadnął w końcu, gdy wjeżdżaliśmy od strony Placu Bema na Most Piaskowy - Nie wiedziałem, myślałem, że tylko tramwaje…

- No, nie do końca, proszę pana. To tylko przejazd dla taksówek, czyli w zasadzie komunikacja, taksówki, no i rowery - wyjaśniając kątem oka widziałem, że pasażer nadal mnie bacznie obserwuje. - Inni też często tędy skracają drogę, ale Straż Miejska lubi to miejsce i taki przejazd czasem drogo wychodzi.

Mężczyzna nagle się ożywił i przysunął się bliżej przedniego fotela, widać było, że był mocno skrępowany.

- Przepraszam za śmiałość, ale jak pan pakował bagaż zauważyłem napis na pana koszulce, ten na plecach - mówił bardzo cicho i nieśmiało. - Przepraszam bardzo, ale co to znaczy?

Zastanowiłem się. Co to ja tam mam dzisiaj na plecach, albo coś o kibicowaniu Śląskowi Wrocław, a może o klubie Kibica Ślęzy...?

- Co to znaczy Płomień Pański? - pasażer wybawił mnie z zaskoczenia i już konkretnie określił obiekt swojej ciekawości. - Płomień Pański to jakaś organizacja? Jakiś klub?

Pogrzebałem w myślach. Tak, oczywiście dziś rano włożyłem czarną koszulkę z nazwą mojej wspólnoty. Z reguły staram się ubierać takie koszulki tylko na spotkania wspólnotowe, rekolekcje lub inne podobne inicjatywy, ale często też zdarza mi się używać ich na co dzień.

- Płomień Pański, proszę pana to jest wspólnota - wyjaśniłem, choć byłem nieco zdziwiony dociekliwością mężczyzny, który słuchał mnie z wielką, wręcz zaskakującą uwagą. - Katolicka wspólnota, która nazywa się właśnie Płomień Pański.

- A... co to znaczy? Co to jest... To znaczy czym jest taka wspólnota? - gość był naprawdę coraz bardziej zaciekawiony.

Pytanie wydawało mi proste, ale musiałem się mocno wysilić, by odpowiedzieć.

- Wspólnota, to jest, wie pan, taka grupa ludzi, która się spotyka, by się modlić i robić różne dobre rzeczy - cały czas szukałem odpowiednich słów. - Spotykamy się regularnie, modlimy się, śpiewamy…

- Ale to nie jest… - zawahał się i chyba zawstydził. - Jakaś, ja to się mówi potocznie…

- Nie, nie. Broń Boże - instynktownie wyczułam kierunek jego myśli. -  To nie jest sekta, ani nic podobnego. To jest wspólnota katolicka, działająca normalnie przy kościele katolickim, pod opieką księdza. Zresztą spotykamy się w Domu Parafialnym.

- Katolicka? A gdzie to działa? To znaczy ta pana wspólnota, gdzie się mieści? - jego zaciekawienia było tak naturalne, że aż się uśmiechnąłem odpowiadając.

- Akurat Płomień Pański funkcjonuje przy kościele św. Rodziny, ale wspólnoty działają prawie przy każdej parafii, w każdym mieście. Z reguły są to otwarte spotkania, każdy może przyjść, pomodlić się, pośpiewać, porozmawiać - W końcu znalazłem odpowiednie słowa, by na szybko, prostymi słowami powiedzieć coś o Płomieniu. - Wie pan, tak naprawdę to nie tylko modlimy się, ale bardzo też sobie pomagamy, różnie się dzieje w życiu i właśnie we wspólnocie można odnaleźć i Pana Boga i bliskich nam porządnych ludzi.

Nagle pasażer z coraz bardziej zdumionym wyrazem twarzy prawie wykrzyknął.

- O rany! To chyba niebo mi dzisiaj Pana zesłało - bardzo spięty dotąd człowiek nagle się otworzył. - Panie co ja przeżywam od jakiegoś czasu... I szukam... Odpowiedzi szukam, sposobu, czy może po prostu normalnych ludzi. Ale dzisiaj to sobie chyba pana wymodliłem.

Teraz to ja musiałem mieć zaskoczoną minę. O co tu chodzi?

- Powiem panu coś o sobie - mężczyzna cały czas był ożywiony. - Ja, proszę pana przegrałem swoje dotychczasowe życie. Dosłownie przegrałem, puściłem wszystko w kasynach, wszystko. Całe moje życie. Miałem piękny, duży dom, rodzinę - żona, proszę pana i dzieci. Nawet mieliśmy małe mieszkanko po rodzicach. I wszystko przegrałem, wszystko. Żona odeszła, dzieci mnie nienawidzą.

Słuchając tej tragicznej historii byłem zszokowany. Wiem, wiem, takie rzeczy dzieją się często i równie często o tym się mówi, ale to zupełnie co innego, kiedy słyszy się taką opowieść na żywo, bezpośredni od człowieka, który to przeżył.

- Potem zacząłem pić i przepiłem to czego nie zdążyłem przegrać. Straciłem resztę przyjaciół… Upadłem bardzo nisko, ach…szkoda gadać… Zaczęły się narkotyki i życie, proszę pana jak to się mówi na haju - mężczyzna zamyślił się, widać było, że to co mówi sprawia mu spory ból - Nawet pan sobie nie wyobraża, jak szybko można się stoczyć. Bo ja się stoczyłem, proszę pana na sam dół.

Nie widziałem co odpowiedzieć, by nie palnąć jakiegoś głupstwa, milczałem więc starając sobie wyobrazić klęskę tego człowieka.

- Ale wie pan, że się po kilku latach przełamałem - pasażer wyraźnie się ożywił. - Jakoś się podniosłem i trwam od kilku miesięcy. Bóg pomógł. I modlitwa pomaga, ale samemu bardzo ciężko. Teraz mam pracę, właśnie służbowo dzisiaj wyjeżdżam. Tylko, wie pan. Mam straszne wahania, wciąż się coś nie klei, brakuje sił, ciągnie mnie wciąż i to mocno ciągnie. I boję się, że jak znowu upadnę, to mogę już nie wstać.

W ciszy która zapadła było coś złowrogiego, jakby gdzieś obok czaiło się jakieś zło. Mój rozmówca posmutniał, ale jednak po chwili znowu zaczął mówić.

- Powiem panu, że jak człowiek chce coś porzucić, odciąć się, to te rzeczy wracają ze zdwojoną  szybkością. Nie piję już trzy miesiące, nie brałem nic innego, a tu prawie każdy dzień przynosi coś zaskakującego. No, na przykład kilka dni temu spotkałem starego kumpla i on od razu na wódkę zaprasza. Tego samego dnia w tramwaju przypadkowo stanąłem obok znajomego gracza z kasyna - wie pan w kasynach stali bywalcy to się znali - i ten mnie poznał i też zaczął ciągnąć. A wczoraj wpadłem na takiego kolesia, co wie pan, wszystko…tzn narkotyki różne można u niego kupić. I ten mi za darmo chciał działkę nawet dać. Po starej znajomości.

Wyobraziłem sobie tę sytuację. Człowiek, który chce porzucić nałogi wciąż wpada na kompanów i znajomych od tych spraw. Nie dalej jak wczoraj, po raz kolejny widziałem odcinek serialu „Ranczo”, gdzie główny bohater grany przez Pawła Królikowskiego postanowił rzucić picie alkoholu i co rusz, przypadkowo trafiał tam gdzie mocno się piło, a wszędzie, jak nigdy wcześniej znajdowali się chętni do postawienia piwka, czy kolejki. Dlaczego tak się dzieje?    

Zwierzający się mężczyzna chyba myślał o tym samym, bo zamyślając się zapytał.

- Jak to jest? Nie widziałem tych ludzi przez tyle lat, a teraz gdy potrzebuję spokoju, to oni trafiają mi się stadami. Cóż mam powiedzieć… Powiem tylko, że wczoraj omal nie skorzystałem, może świat stałby się prostszy? - Po chwili zadumy padły jednak stanowcze słowa sprzeciwu. - Będę walczył proszę pana, ale wiem, że sam nie dam rady. Dlatego ten napis na pańskich plecach tak mnie zainteresował, a to co pan mówi, to jest chyba wręcz drogowskaz dla mnie. Gdzie ta pana wspólnota się spotyka?

- Dokładnie to chyba przy każdym kościele działa jakaś wspólnota, na pewno zawsze wiszą jakieś ogłoszenia lub informacje. Można też zawsze zapytać. A Płomień Pański jest przy Świętej Rodzinie na Sępolnie.

- Na Sępolnie? - pasażer prawie wykrzyknął - Ja teraz mieszkam na Biskupinie, toż to tuż obok. I naprawdę można tak sobie przyjść z ulicy? Chociaż nie wiem, czy się nie będę teraz przeprowadzał...

- Może pan przyjść kiedy tylko zechce. Spotykamy się zawsze w poniedziałki, o dziewiętnastej. Można się rozejrzeć, można zapytać, tam spotykają się naprawdę dobrzy, wspaniali ludzie. A jakby pan chciał bliżej, to w kościele świętej Faustyny na Biskupinie też działają wspólnoty. Albo - naprawdę proszę mi wierzyć - w każdym innym kościele.

- No to wymodliłem sobie prośbę o pomoc. Wspólnota ludzi modlących się i wspomagających się..., hm. Nigdy bym się nie spodziewał. Bardzo panu dziękuję, znowu zachciało mi się żyć... Przepraszam, strasznie się rozgadałem, a tu już jesteśmy przy dworcu - westchnął.

Tak, budynek Dworca Głównego emanował powagą i dostojnością. Na parkingu nie było akurat wielkich tłumów i spokojnie podjechałem jak najbliżej wejścia.

- Jeszcze raz panu dziękuję - zawołał mężczyzna odbierając ode mnie torby wyjęte z bagażnika - Naprawdę dziękuję. A może wkrótce jeszcze się spotkamy?

- Z największą przyjemnością - odrzekłem mocno ściskając jego dłoń. - Życzę panu dużo siły. Proszę się nie poddawać i pamiętać, że nigdy nie jest pan sam.

Gdy pasażer wręcz skocznym, wesołym krokiem oddalił się w stronę dworca pochyliłem głowę zastanawiając się na tym, czy to naprawdę Bóg postawił mnie na drodze tego walczącego o własną godność mężczyzny? Przecież sam jestem takim szarym, marnym i nieudolnym człowiekiem, który nie radzi sobie w dziesiątkach o wiele prostszych sytuacji.
Jakby jednak na to nie patrzeć, powoli docierało do mnie, że przed chwilą przeżyłem jedno z najbardziej zdumiewających wydarzeń w ostatnim czasie.

Nigdy więcej nie spotkałem tego człowieka i nie wiem jak potoczyły się jego losy. Przez kilka tygodni nie uczestniczyłem w spotkaniach mojej wspólnoty z przeróżnych przyczyn osobistych. Nie wiem więc, czy dotarł on do Płomienia Pańskiego, czy wybrał inną wspólnotę? Wierzę jednak, że odnalazł właściwą drogę w życiu, podobnie jak siły by na niej trwać. Ale przede wszystkim wierzę, że spotkał ludzi, którzy go wsparli i pomogli iść wyznaczoną mu przez Boga drogą.

Bo we wspólnocie nigdy nie będzie się samemu, ze wspólnotą można pokonać wszystkie problemy, we wspólnocie razem można wypełnić wielki i wspaniały plan Pana Boga. A jak ważne i prawdziwe są te słowa mogłem się przekonać osobiście już za kilkanaście miesięcy, kiedy sam stanąłem wobec ogromnego dramatu, ale o tym opowiem już przy innej okazji.

Maciej Prochowski
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Wrocławska taksówka. Odcinek 3 - Walentynki i prawdziwy symbol miłości - kliknij tutaj
Wrocławska taksówka. Odcinek 2 - Różaniec - kliknij tutaj

Wrocławska taksówka. Odcinek 1 - Trzech Mędrców - kliknij tutaj
Wrocławska taksówka. Prolog - kliknij tutaj

----------------
Opisywane historie wydarzyły się naprawdę w czasie mojej kilkuletniej przygody z pracą taksówkarza. Gdy na pewien czas zawiesiłem dotychczasową pracę grafika komputerowego nie sądziłem, że spotka mnie tyle niezwykle interesujących przeżyć. Z oczywistych względów na portalach katolickich publikuję tylko te, które są pewnego rodzaju świadectwami zachęcającymi do podzielenia się i pobudzającymi do przemyśleń. Przeżyłem bowiem także sporo mniej sympatycznych zdarzeń – groźnych, niebezpiecznych lub po prostu nieprzyjemnych – spotykając się z arogancją, chamstwem, czy agresją. Pozostańmy jednak przy tych ciekawych i wartościowych sytuacjach, które niejednokrotnie mogą wywołać uśmiech na twarzy.

Zmieniony: sobota, 17 kwietnia 2021 18:27
 
RocketTheme Joomla Templates