Wrocławska taksówka. Odcinek 2 - Różaniec PDF Drukuj Email
Wrocławska taksówka
wtorek, 12 stycznia 2021 16:12

Kolejny dzień za kierownicą taksówki był podobny do wielu innych. Te same problemy – olbrzymie korki w mieście, podenerwowani jak zwykle i wciąż spieszący się, mało uprzejmi ludzie. Na dodatek cały dzień siąpił deszcz, nie jakaś tam wielka ulewa, ale dość mecząca plucha, która odbiera chęć do wszystkiego.

Późnym popołudniem, gdy przyjąłem kolejny kurs zaczęło trochę mocniej padać, nie zdziwiłem się więc, że dwaj rośli mężczyźni szybko zajęli miejsce i równie szybko wydali dyspozycje co do celu podróży.

Ruszając w stronę jednego z klubów nocnych w okolicach Rynku, rzuciłem okiem w lusterko, obserwując przez chwilę pasażerów. Obaj ubrani niemal w identyczne skórzane kurtki, z grubymi złotymi łańcuchami na piersiach, a na palcach u jednego z nich mignął mi sporych rozmiarów sygnet. Mimo panującego w aucie półmroku dostrzegłem też u obu mężczyzn nieduże tatuaże w okolicach oczu, wyraźnie już wskazujące na ich przynależność do półświatka. Zresztą moje spostrzeżenia potwierdził też sposób prowadzenia rozmowy.

- Ku…, mówiłem ci już, że Siwy to bierze na siebie. No ku…, odpier… się już od niego. Ta jego binia, to k… jego krewa i już. No, kur… Zyga, mam ci mówić, będzie, ku… chciał to da klapsa i ch.. .  

Starałem się wyłączyć i nie słuchać tej dziwnej rozmowy. Cóż, świat już taki jest i niewiele na to możemy poradzić. Tymczasem padający deszcz wymusił większe skupienie uwagi na drodze, tym bardziej, że pomimo zbliżającego się wieczora ruch na ulicach był nadal duży. Pewnie też dlatego nie zrozumiałem w pierwszej chwili, że jeden z mężczyzn kieruje teraz swoje słowa do mnie.

- O! A co tam, kur.. dynda przy lusterku? Wisior jakiś? Ale, taki…, jakiś mało okazały…, nie? – spojrzał na kolegę, oczekując potwierdzenia.

Jego kompan jednak milczał wpatrując się we wskazane miejsce. Jego spojrzenie było bardzo przenikliwe, sugerujące, że intensywnie o czymś myśli.

- To jest różaniec…? - bardziej zapytał niż stwierdził. – Po co ci różaniec?

Nawet mi nie przeszkadzało, że zagadywał mnie na „ty”, ale nie za bardzo chciałem wdawać się w jakieś niepotrzebne rozmowy. Tymczasem mężczyzna, nadal uważnie wpatrując się w mój wiszący przy lusterku różaniec znowu pytał.

- A po co … różaniec? To tak, żeby… - ton jego głosu był teraz zupełnie inny, miły, delikatny – Po co… panu różaniec? To, tak żeby przed mandatami chronił i bronił?

Zauważając, że mój rozmówca zaczął się do mnie zwracać ”pan”, wyczułem w jego pytaniu wyraźną nutkę sarkazmu, a może nawet kpiny.

- Nie, to nie na mandaty – odpowiedziałem mimo wszystko bardzo wesoło

- No to po co? – kontynuował nie zwracając uwagi na kolegę, który w międzyczasie zaczął coś zagadywać. – Po co panu różaniec…? No, co… modli się pan?

- Tak, modlę się – nie wiedziałem dlaczego, ale zrobiło mi się naprawdę wesoło.

- Jak to się pan modli? Na różańcu? – jego zaskoczenie były bardzo naturalne

- Tak, modlę się. A czy często? Jak czas pozwoli, czasem codziennie, czasem rzadziej.

To niestety prawda, ze wstydem muszę się przyznać, że często zapominam o modlitwie różańcowej. Nawet nie wiem dlaczego, intensywność tego pędzącego życia często absorbuje mnie tak bardzo, że wylatuje to z pamięci. Na szczęście zawieszony przy szybie drewniany różaniec we właściwy sposób przypomina o sobie.

- Codziennie? – pytanie zabrzmiało trochę jak forma zdziwienia, ale także i zachwytu.

Drugi z pasażerów nie mogąc doprosić się uwagi kompana, zaczął się trochę denerwować

- Ej, no słuchać mnie, miałem kur.. dzwonić do Siwego…

Nie zwracając jednak na niego uwagi zamyślony mężczyzna kontynuował.

- Moja babcia modliła się na różańcu. Mnie też nauczyła. Ja nawet… - pasażer wyraźnie się ożywił – ja nawet mam gdzieś chyba jeszcze różaniec od babci. Ona, wie pan mówiła, że to bardzo ważna modlitwa i… często się modliła… Różaniec, kurczę, różaniec…

Moją uwagę zwrócił teraz nie tylko spokojny ton wypowiedzi tego człowieka, ale także niespodziewana zmiana słów, których używał. Od czasu rozpoczęcia rozmowy o różańcu nie padł z jego ust żaden wulgaryzm, żadne przekleństwo.

Nie zdążyłem się jeszcze na tym więcej zastanowić, bo zaraz nadeszły kolejne pytania.

- A wie pan, że ja nawet pamiętam, jak się trzeba modlić na różańcu. Babcia mnie nauczyła, czasem mi się śni. – zamyślił się głęboko, nadal nie poświęcając uwagi, trykającemu go koledze.

- No, Zyga daj spokój – parsknął i znów skierował wzrok w moją stronę  – A o co się pan modli?

Niby proste i oczywiste pytanie, ale przyznam, że trochę byłem w tym momencie zaskoczony.

- Różnie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – O rodzinę, o pracę, żeby przeprosić, podziękować i prosić o opiekę. Ale także, żeby oddać chwałę.

- Aha… No tak. Babcia często mówiła, chwała Panu, broń Boże i… takie tam. Ale ja nie… - mężczyzna znów się zamyślił i odwrócił się w stronę całkowicie zaskoczonego towarzysza – Ja naprawdę mam chyba gdzieś ten różaniec…

Nie wiedząc nawet kiedy, w czasie w tej przedziwnej rozmowy zajechaliśmy na ulicę Świętego Mikołaja i zaparkowałem auto pod jednym z licznych tam klubów. Zapłaciwszy kartą mężczyźni opuścili taksówkę i skierowali się w stronę lokalu, ale wizerunek różańca przy przedniej szybie i ta dziwna, niecodzienna rozmowa dała chyba jednemu z nich sporo do myślenia, bo odchodząc kilka razy się obejrzał i zdecydowanie zwalniał kroku.

Ja też zastanowiłem się dłuższą chwilę. Czyżbym był świadkiem zasiania, a może raczej ożywienia obumarłego ziarna wiary? Kto wie…?

Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem na aplikację. Z powodu braku bliższych kursów postanowiłem przyjąć dość odległe zlecenie, po co stać za darmo, jak można trochę podjechać i nie narzekać, a kurs ze Złotnik będzie na pewno solidny.

Kliknąłem więc w pozycję „Wielkopolska 3” i ruszyłem licząc, że nie będzie już dużego ruchu na ulicach. Tymczasem znienacka uderzyła mnie nagła myśl.

- Zaraz, zaraz… Wielkopolska 3. To przecież przy kościele na Złotnikach, a czy to nie jest przypadkiem…, tak, to przecież Parafia Najświętszej Maryi Panny Różańcowej…

Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, a w zasadzie chyba nawet wyszczerzyłem zęby i z radością ucałowałem dyndający przy lusterku różaniec. 

Maciej Prochowski
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Wrocławska taksówka. Odcinek 1 - Trzech Mędrców - kliknij tutaj
Wrocławska taksówka. Prolog - kliknij tutaj

Zmieniony: wtorek, 12 stycznia 2021 16:54
 
RocketTheme Joomla Templates