Anna Zawadzka. Wspomnienie. PDF Drukuj Email
Wspominamy Zmarłych
czwartek, 11 czerwca 2020 22:53

Z Anią łączy mnie data 13 lutego. Poznałyśmy się dzięki Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, które rozpoczęło się 13 lutego 1998 r. Prowadzone było przez ks. Piotra Wawrzynka, ówczesnego wikariusza w parafii Świętej Rodziny.

Tego właśnie dnia naszemu liderowi Adamowi urodził się trzeci syn, a piąte dziecko. Nowe życie jest błogosławieństwem i pamiętam, jak ucieszył mnie ten fakt, uznając go za dobry znak dla nas i za wielkie błogosławieństwo obejmujące także tych, którzy rozpoczynali nowe życie wiary.

I było to wielkie błogosławieństwo! – na Seminarium zgłosiło się około 200 osób, wśród nich Ania Zawadzka. Po seminarium wiele osób przyłączyło się do grupy modlitewnej tworząc zalążek przyszłej wspólnoty. Kilkanaście osób z tej grupy pojechało z ks. Piotrem na pamiętne letnie rekolekcje do Ludowa Śląskiego. Ania była przeszczęśliwa, gdy tam przystąpiła do sakramentu Spowiedzi Świętej udzielonego w sposób, jakiego zawsze pragnęła.

Dużo rozmawiałyśmy, siedziałam obok Ani i dzieliłam z nią radość, stała mi się bliska – jak siostra, starsza siostra. Jej tytuł profesorski nadany przez ówczesnego prezydenta RP – Lecha Wałęsę - nie stanowił żadnej bariery we wzajemnych relacjach. Ania była otwarta i pełna empatii. W pamięci pozostała mi atmosfera tamtych rekolekcyjnych dni – radość, miłość wzajemna, serdeczność, wielbienie wspólne Boga, pląsy radosne, zakończone tanecznym korowodem….

Okazało się, że Ania urodziła się 13 lutego, tego samego dnia co moja młodsza siostra, za którą bardzo tęskniłam, bo wyemigrowała do Niemiec. Oto zyskałam nową siostrę - w Chrystusie. Podobnie do mojej rodzonej siostry – Ania była twórczo utalentowana.  Podziwiałam jej pracowitość i talenty.

Wielką radością były dla mnie wszelkie inicjatywy ewangelizacyjne Ani. Pracowicie przygotowywała rozważania cotygodniowej Ewangelii, wypisywała je własnoręcznie na ozdobnych kartonikach i umieszczała na tablicy przed kaplicą w Domu Parafialnym.

Ania była też bardzo aktywna i pomocna wykorzystując swoje doświadczenie i mądrość w służeniu modlitwą wstawienniczą dla osób jej potrzebujących w naszej parafii, a także u ks. Stanisława Orzechowskiego oraz podczas różnych rekolekcji czy seminariów. Nie szczędziła swego czasu.

Rozważania z natchnienia Ducha Świętego stanowiły dla wielu z nas materiał do przemyśleń – podobnie jak jej poezja. Wydała kilkanaście tomików wierszy, które rozdawała  z osobistymi dedykacjami podczas swoich wieczorów autorskich organizowanych w Klubie Muzyki i Literatury przy ul. Kościuszki, czy też w klubie na Karłowicach.

Wiele z jej wierszy jest zamieszczonych na naszej stronie „Płomienia Pańskiego”, publikowane też były okazjonalnie na łamach parafialnego pisma „U Świętej Rodziny”.

Ania przyjmowała u siebie  najstarszą „małą grupę”. Najstarszą wiekiem, ale i stażem we wspólnocie – większość z nas rozpoczynała „nowe życie” pamiętnego dnia w 1998 r. Przychodząc do Ani zawsze witane byłyśmy bardzo serdecznie, jak  nie wiadomo jak ważni goście. Zastawałyśmy stół starannie nakryty porcelaną rodową, przygotowane słodkości do przegryzienia „przy herbacie”. Oczywiście – w centrum stał krzyż i świeca, symbolizująca światłość Chrystusa. Modliłyśmy się wspólnie i dzieliły wiarą,  a także codziennością i nie raz korzystałyśmy z mądrych rad Ani.

Moje ostatnie spotkanie z Anią było „przypadkowe” – stała na przystanku czekając na autobus. Jechała na dworzec kupić bilet do Warszawy – na pogrzeb - dostała wiadomość o śmierci kogoś z rodziny, chorującego od dawna. Rozmawiałyśmy chwilę, autobus przyjechał, Ania wsiadła, pomachałyśmy sobie jeszcze okazując serdeczność  - i odjechała…

Ania – moja siostra w Chrystusie – jest już w lepszym życiu.

Małgorzata

Znałam Anię od ponad dziesięciu lat. Była wrażliwa, dyskretna, mądra, inteligentna, nienarzucająca się. Nie odmawiała pomocy, jeśli była w Jej możliwościach. Pamiętam, jak wskutek chorób w rodzinie borykałam się z trudnościami finansowymi. Ania podarowała mi wtedy pieniądze w kopercie  w odręcznie rysowane czerwone serduszka. Dyskretnie mi ją podała po Mszy, jeszcze w kościele. Podziękowań, szczególnie wylewnych, raczej nie chciała.

Była osobą – mądrą starą osobą – których dzisiaj jest tak niewiele. Nie potrzebowała wielu słów, żeby coś nazwać, określić problem. Celnie trafiała w punkt. Jak Jej wiersze, których cztery tomiki ofiarowała mi wraz z dedykacjami w prezencie.

Zakończę Jej wierszem z tomiku Kwitnąca zima, Wrocław 2011

***
I starość ma swoje obowiązki,
Także obowiązek odejścia ze sceny,
gdy gra już zbyt trudna,
zapominamy tekstu,
partnerzy zażenowani
a widownia pustoszeje.

Wtedy, proszę Pani, należy odejść.
Na palcach.

Taką Ją pamiętam...

Zofia Prele

Pamiętam dawny okres, gdy Beatka umieszczała sukcesywnie wiersze Ani Zawadzkiej na stronie Płomienia. Czytałam je; były dla mnie urzekające. Wiele lat później przyszedł moment, gdy zaczęłam chodzić na spotkania modlitewne grupy kontemplacyjnej przy parafii św. Faustyny. Ania również pojawiała się na tych spotkaniach. Gdy dzieliła się Słowem, słuchałam uważnie - zawsze mówiła coś świeżego, odkrywczego, zaskakującego. Czułam olbrzymi respekt - wiedziałam, że mam do czynienia z osobą o niezwykłej mądrości i głębi.

Maria Bodys

Ania była bardzo ciepła, miła i skromna. Widziałam w niej osobę, której serce należy do Boga. Jako nowy członek wspólnoty czułam się na początku onieśmielona pośród tych, którzy się znali, serdecznie witali i rozmawiali z twarzami pełnymi uśmiechu. Byłam zaskoczona, że i mnie tak witali, gdy przychodziłam na poniedziałkowe spotkania, jakby cieszyli się, że po prostu jestem z nimi. To było piękne. Ania należała do tych osób!

Nieraz rozmawiałyśmy,  zwłaszcza podczas agapy. Czułam się przy niej tak, jakbyśmy znały się od dawna. Z przyjemnością Jej słuchałam, miała tyle do powiedzenia. Z czasem dowiedziałam się,  że pisze wiersze. Poruszyło mnie to, bo i ja lubiłam coś czasem napisać. Czułam w niej bratnią duszę.

Na początku 2012 roku dostałam od Ani zaproszenie na wieczór poetycki. Byłam wówczas bardzo zabiegana, miałam dużo dodatkowych zajęć. Jednak nie potrafiłam odmówić sobie tej przyjemności, by posłuchać Jej poezji.

Poszłam. To był wspaniały wieczór. Prawdziwa uczta duchowa. Spokojny głos Ani, recytujący wiersze, odkrywał przede mną Jej duszę. Pełna wrażeń i łez w oku nabyłam tomik „Kwitnąca zima”. Po przyjściu do domu zaczęłam go czytać. W każdym wierszu, kolejnych strofach - odkrywałam Jej korzenie, życie kształtujące tożsamość. Oderwałam się od tej biografii dopiero po ostatniej stronie. Z wdzięczności za ten wieczór napisałam podziękowanie, ale w formie wiersza, który wręczyłam Jej podczas najbliższego spotkania. Wiedziałam, że Ona zrozumie, co chcę powiedzieć.

                   WIECZÓR POETYCKI
W pędzie dnia,
zanotowanych terminach,
zrealizowanych,
odfajkowanych…
     Odnalazłam chwilę
     by się zagłębić
     w poetyckim słowie…
I zawdzięczam Tobie
to przyhamowanie,
zanurzenie
w głębiny duszy…
      Dziękuję Ci Aniu!
      Ten wieczór mnie poruszył!

Podczas kolejnego naszego spotkania podarowała mi inny tomik swojej twórczości, zaopatrzony w miłą, bardzo osobistą dedykację.

To, czego dotykała swoim słowem, często urwanym, niedopowiedzianym, wskazywało na Jej wrażliwą duszę pełną refleksji, wrażliwą na to, co Ją otaczało, czym żyła. Jej teksty prowokowały do zastanowienia się.

Opisywała wielkie i małe sprawy wypełniające ludzkie drogi zanurzone w świecie przyrody. Była pełna żywej wiary i miłości. Doskonale dostrzegała dobro i chwasty zła, które potrafi zagłuszyć jedynie ludzka pomoc i solidarność z czyimś cierpieniem. Pisała o innych, aby nie zatarli się w otchłani zapomnienia.

Bardzo wzruszył mnie Jej wiersz:

                            WUJ  MUNDEK
        Przy pomniku Orląt Lwowskich
       (cmentarz parafialny, ulica Smętna)
       zawsze patrzy na mnie z uwagą,
       jak na pożółkłej fotografii,
       śliczny czternastoletni chłopak w mundurku.
                                    Wuju Mundku, Ty wiesz – mówię –
                                    że w Powstaniu Warszawskim
                                    byłam jeszcze za mała, by zginąć
                                    z bronią w ręku albo torbą łączniczki.
                                    Może zresztą dane mi było przeżyć
                                    także i dlatego,
                                    aby powstał wiersz o Tobie, Orlątko.

Zakorzeniona w Bogu, zakochana w Maryi i jej Synu poszukiwała prawdy i tak też pisała o innych.

                      „Wierzący i niewierzący
                      z ziarnem prawdy
                      zasianym
                      odchodzą w codzienność”.

Ania odeszła w wieczność i teraz jest już w ramionach Miłości, która wypełniała jej serce.
... I zawsze pozostanie w pamięci tych, którzy ja znali... w mojej pamięci.

                                                   Teresa R-G

Jeśli chcesz podzielić się swoim wspomnieniem o Ani, napisz na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

Zmieniony: środa, 15 lipca 2020 17:20
 
RocketTheme Joomla Templates